Muzyka wsp蟪czesna
Relacje
Opera
Historia
P硑ty
Archiwum Artyku硑 Ksią縦i P硑ty Autorzy Koncerty Prenumerata Reklamy i Og硂szenia Forum Kontakt
Relacje  Viva Gdańsk!

I Gdański Festiwal Muzyczny

Gdański Festiwal Muzyczny powstał w wyniku konkursu rozpisanego przez władze Gdańska w ramach starań o tytuł kulturalnej stolicy Europy 2016. Jego organizatorami są: Stowarzyszenie Muzyczne Forza, Polska Filharmonia Bałtycka, Muzeum Historyczne Miasta Gdańska oraz Akademia Muzyczna im. Moniuszki. Wedle założeń przedstawionych w programie przez dyrektora festiwalu Konrada Mielnika ma to być "święto muzyki, podczas kt贸rego pragniemy zaproponować r贸żnorodność gatunk贸w, łączyć występy gwiazd z promocją utalentowanej młodzieży, przedstawiać arcydzieła literatury światowej i oczywiście muzykę gdańską, zar贸wno dawną, jak wsp贸łczesną". Pierwsza impreza objęła 15 koncert贸w i zadedykowano ją pamięci dw贸ch wybitnych muzyk贸w i pedagog贸w związanych przez dziesięciolecia z gdańską Akademią Muzyczną - Zbigniewa Śliwińskiego i Stefana Hermana.

  Gra DIMITRIJ GORDIN z Orkiestrą Symfoniczną Filharmonii Moskiewskiej pod dyr. Jurija Simonowa, Fot. Adam Warżawa  
  Gra DIMITRIJ GORDIN z Orkiestrą Symfoniczną Filharmonii Moskiewskiej pod dyr. Jurija Simonowa, Fot. Adam Warżawa  
Czwartek, 10 kwietnia
Na koncercie inauguracyjnym wystąpiła Orkiestra Symfoniczna Filharmonii Moskiewskiej pod batutą swego szefa Jurija Simonowa. Pierwsza połowa wieczoru przyniosła uwerturę Egmont Beethovena, II Koncert fortepianowy Rachmaninowa i... rozczarowanie. Egmont, zagrany wprawdzie precyzyjnie, ale zupełnie bez nerwu, wypadł dość blado. Efekt zepsuła dodatkowo płasko brzmiąca grupa blachy, zwłaszcza waltornie. Koncert Rachmaninowa był orkiestrze wyraźnie bliższy: solo waltorni w części I nie było wprawdzie zbyt udane, ale ładne były sol贸wki fletu i klarnetu w części II, piękne grupy alt贸wek w części III, wiele też było w innych grupach śpiewnych, szerokich fraz. W grze zespołu wyczuwało się większe niż początkowo zaangażowanie, czego nie można powiedzieć o soliście. Rosyjski pianista Dimitrij Gordin grał - delikatnie m贸wiąc - "obiektywnie", w miarę (choć nie w pełni) precyzyjnie - ot, kolejny koncert w jego artystycznym życiorysie. Za mało, aby pozostawić pozytywne wrażenie, zwłaszcza w bogatej wyrazowo muzyce Rachmaninowa. Oklaski na stojąco, jakimi obdarzyła go część publiczności, uważam za nieuzasadnione.

Jeśli koncert ten pozostanie w pamięci, to dzięki drugiej połowie, kt贸rą wypełniła obszerna suita z baletu Śpiąca kr贸lewna Czajkowskiego. Tu orkiestra była prawdziwie w swoim żywiole. Doskonale uwypuklając ilustracyjny charakter muzyki, przedstawiła interpretację barwną, pełną emocji i r贸żnorodnych nastroj贸w. Imponowało wielkie bogactwo dynamiki: od delikatnej i stonowanej w pełnych wdzięku walcach, aż po rozsadzające niemal mury filharmonii forte w finale. Kwintet grał pięknym, ciepłym dźwiękiem, czarując śpiewnymi, szerokimi frazami. Znakomite były solowe partie instrument贸w dętych (flet, ob贸j, klarnet), jedynie dźwięk rożka angielskiego i waltorni odbiegał jakościowo od pozostałych. Simonow dyrygował plastycznie, sugestywnie i precyzyjnie, nie mogłem jednak oprzeć się wrażeniu, że jego gesty nie były rezultatem imperatywu wypływającego z muzyki, lecz raczej wystudiowanymi w szczeg贸łach teatralnymi pozami. Owacje publiczności skłoniły orkiestrę do wykonania aż trzech (!) bis贸w: Walca polskiego Glinki oraz uwertur do Uprowadzenia z seraju Mozarta i Halki Moniuszki. (pp)

Piątek, 11 kwietnia
W Sali Koncertowej Akademii Muzycznej odbył się koncert "Kompozytorzy gdańscy - muzyka ostatnich dekad". Wysłuchaliśmy utwor贸w jedenastu autor贸w z kilku pokoleń: Impresji na kwartet smyczkowy i taśmę Agnieszki Stulgińskiej ("Neokwartet": Karolina Piątkowska i Paweł Kapica - skrzypce, Michał Markiewicz - alt贸wka, Krzysztof Pawłowski - wiolonczela), Pięciu utwor贸w na wiolonczelę i fortepian Marka Czerniewicza (Tadeusz Samerek, Piotr Nowicki), Tańca hiszpańskiego z Dwu utwor贸w na wiolonczelę solo Andrzeja Cwojdzińskiego (Tadeusz Samerek), Miniaturek Eugeniusza Głowskiego (Paweł Rydel - fortepian), Voices Acoustic Kingi Stachowiak (Marta Rusiniak - skrzypce), Adagia Andrzeja Dziadka (Andrzej Wojciechowski - klarnet, Tomasz Jocz - fortepian), 9 utwor贸w na fortepian Kazimierza Guzowskiego (Tomasz Jocz), Largo z Obraz贸w nocy na fortepian w autorskim wykonaniu Radosława Łuczkowskiego, Tria Krzysztofa Olczaka (Małgorzata Skorupa - skrzypce, Elżbieta Rosińska - akordeon, Adam Matysek - gitara). Morfozy na fortepian i elektronikę Anny Pęcherzewskiej-Hadrych (Tomasz Jocz) oraz Ravena na klarnet i fortepian Wojciecha Blecharza (Andrzej Wojciechowski, Tomasz Jocz). Rozbrzmiewały zatem obok siebie utwory profesor贸w i absolwent贸w, a nawet wyr贸żniających się student贸w. Kompozytor贸w starszej generacji (Cwojdziński, Guzowski, Głowski) wyr贸żnia niewątpliwie zwięzłość wypowiedzi muzycznej oraz rozmaitość pomysł贸w zawartych w ramach czytelnych konstrukcyjnie form. Średnie pokolenie (Dziadek, Olczak) poszukuje już innych brzmień - choć nadal bazuje na tradycyjnym instrumentarium, traktuje je odmiennie. Wśr贸d młodszych nie brak ciekawych brzmieniowo pomysł贸w i charakterystycznego stylu (Czerniewicz, Blecharz), czasem jednak indywidualnego rysu nie słychać. Częściej niż średnie pokolenie sięgają po brzmienia elektroniczne. Niekt贸rzy z nich przejęli od swych mistrz贸w zwartość formy (Czerniewicz), inni powinni się zastanowić nad dysproporcją między rozmiarami formy a jej merytoryczną zawartością, co najwyraźniej dało o sobie znać w Impresjach Stulgińskiej. Lepiej, gdy utw贸r pozostawia słuchaczowi wrażenie zbyt szybkiego upływu czasu niż zdaje się ciągnąć bez końca... (pp)

Sobota, 12 kwietnia
Najpiękniejszy z koncert贸w festiwalowych! W Sali Kameralnej PFB wystąpił młody rosyjski skrzypek Nikita Borisoglebskij (rocznik 1985) oraz pianista Andriej Szibko (w programie zabrakło jego notki biograficznej). Pierwszą część recitalu wypełniła muzyka kameralna: IV Sonata c-moll Bacha oraz rzadko grywana Fantazja C-dur D 934 op. post. 159 Schuberta. Druga objęła Walc-Scherzo i Medytację Czajkowskiego oraz kompozycje z kanonu repertuarowego skrzypk贸w-wirtuoz贸w: Taniec hiszpański de Falli, Introdukcję i Tarantelę Sarasatego oraz Fantazję na tematy z "Fausta" Gounoda Wieniawskiego.

Interpretacja Sonaty Bacha przekonała nie po raz pierwszy, że zachowując pełną dyscyplinę rytmiczną i stosownie do stylu ograniczając środki ekspresji można stworzyć porywającą opowieść dźwiękową. Można, gdy mamy do czynienia z artystami wrażliwymi i niezwykle muzykalnymi. W Fantazji Schuberta większa część odpowiedzialności za jakość wykonania spoczywa na pianiście. Partia fortepianu jest niezwykle rozbudowana, złożona i wymagająca. Szibko sprostał zadaniu znakomicie. Doskonała technika palcowa pozwoliła mu ograniczyć do minimum użycie pedału, dzięki czemu uzyskał perlistą, niezwykle selektywną artykulację. Muzykalność i doskonałość techniczna, wycyzelowane szczeg贸ły, lekkość, wdzięk i finezja - to cechy gry rosyjskich muzyk贸w, dzięki kt贸rym interpretacja utworu Schuberta zasłużyła na miano kreacji.

Siedząc w pierwszym rzędzie obawiałem się, że będę słyszał wszystkie drobne niedociągnięcia, kt贸re z dalszej odległości zaciera na og贸ł akustyka sali. Tym razem jednak nic nie osłabiło mojego zachwytu. Zar贸wno w pierwszej, jak drugiej, wirtuozowskiej części wieczoru, spod palc贸w skrzypka wypływał dźwięk ciepły i miękki, nigdy nie dobiegł mnie szum smyczka ani najmniejszy zgrzyt strun, kt贸re w jego instrumencie zdawały się wykonane z aksamitu. Śpiewne frazy sąsiadowały z karkołomnymi figuracjami wykonanymi lekko i zwiewnie, jakby od niechcenia. Intonacja doskonała, wirtuozeria olśniewająca, wielka muzykalność. Nic dodać, nic ująć - tylko się zasłuchać. (pp)

Niedziela, 13 kwietnia
Na koncercie w Sali Kameralnej gdańskiej filharmonii wystąpiły dwie pianistki tureckie - Idil Biret i Idil Biret (niekt贸rzy twierdzą, że była to ta sama osoba, nie dawałabym im jednak wiary). Rozpoczęła pierwsza, kt贸ra stoczyła ciężką walkę z topornym, bezdusznym instrumentem, wykonując na nim Wariacje i fugę na temat H盲ndla Brahmsa oraz Sonatę Waldsteinowską Beethovena. B贸j był okrutny, nerwowo szarpane frazy rwały się, fortepian długo stawiał op贸r, ale wreszcie się poddał w finale Waldsteinowskiej, kt贸ry zabrzmiał po tym wszystkim iście triumfalnie. Na drugą, Chopinowską część recitalu czekałam jednak z lękiem... Niepotrzebnie, bo przy fortepianie zasiadła druga Biret, pod kt贸rej palcami okazał się cudownym, czułym na wszelkie niuanse instrumentem. Pianistka czarowała, dopieszczając każdą frazę, grając gdzie trzeba lirycznie, gdzie indziej porywając siłą namiętności - zawsze z ogromnym wyczuciem. Niebiańsko zabrzmiało Preludium cis-moll z opusu 45 i Sonata h-moll. Ściślej, prawie cała Sonata h-moll, bo w IV części zaczęło się dziać coś niedobrego - dźwięk nagle stał się płaski i bez wyrazu, frazy zrobiły się nerwowe - i po chwili na estradę powr贸ciła pierwsza Idil Biret! Apel do organizator贸w: następnym razem zaproście tylko tę drugą - jest boska! (aph)

Poniedziałek, 14 kwietnia
Kolejny festiwalowy koncert - poświęcony pamięci Krzysztofa Kieślowskiego - odbył się w Sali Koncertowej Filharmonii. Wiecz贸r rozpoczął się projekcją filmu Legenda, znakomitego dokumentu z lat siedemdziesiątych, w kt贸rym reżyser, przemierzając wioski, lasy i pola kielecczyzny, podąża tropem wspomnień najstarszych mieszkańc贸w tych ziem o Żeromskim. Po części filmowej nastąpiła część słowno-muzyczna, w kt贸rej wzięła udział Orkiestra Symfoniczna Polskiej Filharmonii Bałtyckiej pod dyrekcją Michała Nesterowicza oraz gdańscy aktorzy Marta Kalmus i Jerzy Kiszkis. Orkiestra grała bardzo dobrze, aktorzy m贸wili pięknie. I na tym kończą się pozytywne wrażenia z tej części, reszta była nieporozumieniem. Teksty - posklejane z wypowiedzi Kieślowskiego i wspomnień o nim - tworzyły całość pompatyczną i sentymentalną, a nastr贸j niemal pogrzebowy. Teksty przeplatano muzyką filmową Kilara, kt贸ra znakomicie wsp贸łgra z obrazem w kinie, sama w sobie jednak rozczarowuje, estrada zaś bezlitośnie obnaża jej słabości (są oczywiście wyjątki, niestety tych właśnie - nie wiedzieć czemu - zabrakło). Prawie dwugodzinna dawka łzawych, kiczowatych melodii była po prostu nie do wytrzymania. Na koniec jednak pozytywna refleksja: pamiętając, z jakim kompozytorem kojarzy się zwykle filmy Kieślowskiego, należy okazać wdzięczność organizatorom koncertu. Mogło być gorzej. (aph)

Wtorek, 15 kwietnia
W Sali Kameralnej PFB wystąpił rosyjski pianista z brytyjskim paszportem - Nikołaj Demidenko. Wiecz贸r dedykowano pamięci Zbigniewa Śliwińskiego, o kt贸rym m贸wi się nie bez racji, że był tw贸rcą gdańskiej szkoły pianistycznej.

W programie znalazło się 12 Sonat Scarlattiego i Preludia op. 28 Chopina. Sonaty zestawiono na zasadzie kontrastu wyrazowego, co sprawiło, że utworzyły w interpretacji pianisty barwny cykl, przykuwający uwagę ciągłą zmianą trybu, nastroju i napięcia. Na początku zaskoczyło mnie częste stosowanie pedału, co w muzyce tego okresu nie powinno, jak wiadomo, mieć miejsca. Z czasem jednak pianista ograniczył jego użycie do minimum i grał już pięknie - szlachetnym dźwiękiem, precyzyjną artykulacją.

Specjalnie na ten koncert - dzięki firmie Silesia Music Center - sprowadzono fortepian słynnej włoskiej firmy Fazioli, znanej z poszukiwania nowych rozwiązań konstrukcyjnych, w kt贸rych odwołuje się do tradycji wielkich włoskich... lutnik贸w. Brzmienie instrumentu było istotnie piękne: dźwięk miękki, szlachetny w barwie, wyjątkowo wyr贸wnany w rejestrach. Możliwości dynamiczne ma jednak ograniczone, bo świetnie sprawdził się w Sonatach Scarlattiego, gorzej w Preludiach Chopina. Świadomy tego pianista dostosował zakres dynamiki do ograniczeń instrumentu, choć przypuszczam, że często wbrew własnym intencjom. O ile brak większego zr贸żnicowania dynamiki może być w tej sytuacji zrozumiały, inne kwestie interpretacyjne są już wyłączną domeną pianisty. Były preludia piękne (m.in. H-dur, h-moll, B-dur), były i takie, w kt贸rych zaskakiwały pewne szczeg贸ły rytmiczne (wyjątkowo skoczny rytm punktowany w Preludiach A-dur i Des-dur) lub nazbyt "obiektywna" interpretacja. Demidenko grał zresztą bardzo po męsku i odniosłem wrażenie, że nie podejmował pr贸b głębszego wniknięcia w poetykę tej muzyki. Trzeba jednak przyznać, że to pianista o świetnym warsztacie i silnej osobowości artystycznej. Łatwiej go krytykować niż naśladować. Wybierając do programu Chopinowskie Preludia, chcąc nie chcąc naraził się na por贸wnanie z wieloma doskonałymi interpretacjami, wobec kt贸rych jego propozycja odczytania cyklu nie pozostanie raczej w pamięci słuchaczy. Pięknie natomiast wykonał bisy: dwa Chopinowskie (w tym urzekający w jego interpretacji młodzieńczy Polonez gis-moll) oraz opracowanie Tańca błogosławionych duch贸w z Orfeusza i Eurydyki Glucka. (pp)

Środa, 16 kwietnia
Wiecz贸r w Sali Koncertowej Akademii Muzycznej poświęcono pamięci Stefana Hermana, tw贸rcy gdańskiej szkoły wiolinistycznej, wychowawcy wielu znakomitych skrzypk贸w. Na estradzie najwybitniejszy uczeń profesora - Konstanty Andrzej Kulka oraz Andrzej Gębski (skrzypce) i Andrzej Wr贸bel (wiolonczela). Program wypełniły dzieła Karola Lipińskiego: Trio g-moll op. 8, Trio A-dur op. 12, Rondo alla polacca op. 7 oraz Rondo de concert op. 18. Po raz pierwszy słyszałem te utwory i przyznam, że nie dziwię się, iż popadły w zapomnienie. Można i należy je przypominać jako jedną z pozycji programu koncert贸w muzyki polskiej, na koncercie monograficznym słychać jednak wyraźnie, że to typowe, nienajwyższych lot贸w pi膷ces de concert. Wszystkie mają podobną fakturę: wirtuozowska partia pierwszych skrzypiec i towarzyszące im proste, niekiedy wręcz banalne w strukturze muzycznej partie drugich skrzypiec i wiolonczeli. Z rzadka tylko melodia czy figuracje przechodzą do drugich skrzypiec, a rola wiolonczeli ogranicza się właściwie tylko do podstawy basowej i rytmicznej.

Trudno mi pisać o tym koncercie. Z jednej strony szczytny cel uczczenia pamięci profesora i osobowość Kulki, z drugiej monotonny program i nieodparte wrażenie, że trzech wytrawnych i doświadczonych kameralist贸w zagrało ten koncert po jednej, najwyżej dw贸ch pr贸bach. Dziwiło niedopracowanie szczeg贸ł贸w i liczne niedokładności rytmiczne, szczeg贸lnie rażące w Rondzie op. 18, gdzie przy zmiennym tempie poszczeg贸lnych segment贸w utworu wsp贸lny puls pojawiał się często dopiero po kilku taktach. Bis贸w nie było - i słusznie. (pp)

Czwartek, 17 kwietnia
W Dworze Artusa znakomity polski flecista młodego pokolenia Łukasz Długosz z towarzyszeniem Cappelli Gedanensis zagrał Cztery pory roku Vivaldiego. Niestety nie byliśmy. Szkoda, bo z wielu stron dobiegły nas wyjątkowo zgodne głosy, że był piękny. Przekonamy się o tym wkr贸tce, bo koncert został nagrany i ma się ukazać na płycie reklamowej Festiwalu. (pp)

Piątek, 18 kwietnia
W Sali Koncertowej Filharmonii odbył się koncert Paganini - anioł czy diabeł? Wiecz贸r rozpoczęła uwertura do Włoszki w Algierze Rossiniego - perełka, kt贸ra lśni pełnym blaskiem tylko pod warunkiem, że się ją doskonale wykona. Orkiestrze Filharmonii Bałtyckiej pod batutą Kaia Bumanna - kt贸ry w nowym sezonie obejmie funkcję dyrektora artystycznego - nieco tej perfekcji zabrakło, aczkolwiek og贸lne wrażenie było nienajgorsze. Po Rossinim przyszła pora na Paganiniego - na estradzie pojawił się Mariusz Patyra, zwycięzca prestiżowego Konkursu im. Paganiniego w Genui. Jego wejście dosłownie zelektryzowało publiczność. Ten młody człowiek natychmiast skupia uwagę, co jednych drażni, innych fascynuje, nie spos贸b jednak tego magnetyzmu ignorować. Ekspozycja orkiestry w Koncercie skrzypcowym D-dur Paganiniego dłużyła się niemiłosiernie, wreszcie - pierwsze dźwięki solisty. Patyra okazał się artystą niezwykłym, o wyrazistej, wręcz porywającej osobowości. Z pewnością nie wszystkie jego pomysły były przekonujące, ale dało się wyczuć, że w tym szaleństwie jest metoda. Grał jak diabeł i anioł zarazem, więc zachwycona publiczność starała się go zmusić do pozostania na estradzie - na bis zabrzmiał fenomenalnie zinterpretowany XXIV Kaprys Paganiniego. Drugą część wieczoru wypełniła VI Symfonia Schuberta, wykonana przez gdańską orkiestrę bardzo zgrabnie. Widać, że dyrygent ma wspaniały kontakt z instrumentalistami. (aph)

Sobota, 19 kwietnia
Na koncercie "Gdańskie promocje" w Sali Koncertowej Akademii Muzycznej wystąpili laureaci konkurs贸w muzycznych. Ich poziom jest najwyraźniej bardzo wysoki. Jako pierwsza wystąpiła Anita Wąsik - tegoroczna maturzystka, laureatka Og贸lnopolskiego Konkursu Skrzypcowego im. Aleksandry Januszajtis. Bardzo dojrzale jak na sw贸j wiek, przepięknym dźwiękiem zagrała (z towarzyszeniem Eleny Aleksiejuk) fragment Sonaty d-moll Brahmsa oraz Scherzo i Tarantelę Szymanowskiego. Dziesięć lat od niej starszy belgijski skrzypek Vincent Hepp dwa lata temu otrzymał III nagrodę na Międzynarodowym Bałtyckim Konkursie Skrzypcowym. Nie wiem, jak grał wtedy, ale jego sobotnie wykonanie III Sonaty Enescu (z rewelacyjną Zofią Łałak przy fortepianie) było po prostu zniewalające. Żal tylko, że publiczność nie dopisała - muzyk zasłużył na większy aplauz. Po przerwie za pulpitami usiedli członkowie Fahrenheit Trio: skrzypek Stefan Wesołowski, wiolonczelistka Anna Śmiszek-Wesołowska oraz pianista Ignacy Jan Wiśniewski, laureaci Międzynarodowego Konkursu Zespoł贸w Kameralnych im. J. Brahmsa w roku 2006. Zesp贸ł jest w bardzo dobrej formie, czego dowodem festiwalowe wykonanie Tria e-moll Szostakowicza - dojrzałe i przekonujące. Pomysł koncertu laureat贸w gdańskich konkurs贸w wydaje się strzałem w dziesiątkę. (aph)

Niedziela, 20 kwietnia
"Viva Vivaldi, viva Gdańsk!" - pod takim hasłem odbył się finałowy koncert Festiwalu. W zabytkowych wnętrzach Dworu Artusa dzieła barokowych kompozytor贸w gdańskich oraz Vivaldiego zabrzmiały w wykonaniu Cappelli Gedanensis pod dyrekcją Aliny Kowalskiej-Pińczak. Pierwszym utworem był pełen blasku motet wokalno-instrumentalny Dixit Dominus Maximiliana Dietricha Freislicha (1673-1731) - jedyny zresztą zachowany do dziś utw贸r niemieckiego kompozytora, kt贸ry od 1699 sprawował funkcję kapelmistrza kościoła Mariackiego w Gdańsku. Stanowisko objął po Johannie Valentinie Mederze (1649-1719), zwolnionym zresztą po karczemnej awanturze w związku z wystawieniem przez kompozytora - wbrew zakazowi gdańskiej Rady Miejskiej - jego opery Die wiederverehligte Coelia. Na niedzielnym koncercie zesp贸ł przedstawił pełen uroku instrumentalny pastisz Medery Der Polnische Pracher. Wokalna część Cappelli powr贸ciła następnie na estradę, po czym z pasją i pietyzmem wykonano Glorię Vivaldiego. Szczęściarze, kt贸rym udało się dostać na koncert, zostali uraczeni na bis m.in. Alleluja z Mesjasza. Festiwal zakończył się więc niebywale optymistycznym akcentem. Miejmy nadzieję, że przyszłoroczna impreza dostarczy słuchaczom tyle radości, ile jest w nieśmiertelnym Alleluja. (aph)
PIOTR POŻAKOWSKI, ANNA PĘCHERZEWSKA-HADRYCH

ROK LII • NR 11 • 25 MAJA 2008

Mysz w Ruchu


ROK LII • NR 11 • 25 MAJA 2008


2013r - Terminarz nadsy砤nia materia丑w


Biblioteka narodowa
Oficjalna witryna banku PKO BP

  Wstecz  Do g髍y  Napisz do nas  DrukujSkomentuj

© 2006-2009 Biblioteka Narodowa