Muzyka współczesna
Relacje
Opera
Historia
Płyty
Archiwum Artykuły Książki Płyty Autorzy Koncerty Prenumerata Reklamy i Ogłoszenia Forum Kontakt
Historia  Bardzo lubię piano. Rozmowa z Jerzym Maksymiukiem

- Powiedział Pan kiedyś, że gdyby Paderewski więcej komponował, a mniej czasu poświęcał koncertowaniu, wówczas polska literatura muzyczna okresu romantyzmu byłaby bogatsza o wspaniałe dzieła. Czy podobnego zdania jest Pan o Lutosławskim, który wiele dyrygował, mogąc czas ten poświęcić na komponowanie?

- Witold Lutosławski nie dyrygował wcale tak dużo w porównaniu z tym, ile skomponował. Dyrygował przeważnie własnymi utworami. Czasu, jaki poświęcił na dyrygowanie, nie starczyłoby nawet na pół symfonii, podczas gdy w przypadku Paderewskiego tego czasu starczyłoby na co najmniej siedem symfonii! Szkoda, że Paderewski nie skomponował więcej, ale grał równie znakomicie! Jego Symfonia h-moll jest naszą najpiękniejszą symfonią romantyczną! Dyrygowałem nią dwukrotnie: za pierwszy razem to była Sinfonia Varsovia w 1992 roku, a niedawno ten utwór prowadziłem ze Scottish Symphony Orchestra. Brzmienie symfoniczne jest w tym przypadku inne. Sinfonia Varsovia wywodzi się z orkiestry kameralnej i - w zasadzie - jest zespołem kameralnym. Dusza kameralisty inna jest niż symfonika. Uważam, że tego nie można łączyć i dlatego żałuję, że nie mogę siebie nazwać kameralistą. Jestem miniaturzystą. Lubię miniatury, coś co trwa minutę, a nie pół lub całą godzinę!

- I dlatego wybrał Pan na X Forum Lutosławskiego Scherzo a la russe Strawińskiego?
- Tak, to niezwykle wdzięczna miniatura. To scherzo promieniuje radością, podniecającym rytmem. Może podobać się wytrawnemu melomanowi i komuś, kto rzadko słucha muzyki poważnej. Subtelny żarcik.

- W jaki sposób z miniaturzysty stał się Pan symfonikiem?
- W sposób naturalny: ponieważ skończyła się literatura muzyczna, którą graliśmy z Polską Orkiestrą Kameralną. Głównie na smyczki. Tych utworów nie jest dużo. Nie można już było grać więcej! Czasem występuje taki przesyt, że nie sposób już dyrygować! Na przykład Mozart i jego Eine kleine Nachtmusik... Ciągle musiałem coś dodawać do tego utworu, a przecież nie można dodawać bez końca! Rossini w pewnym momencie przestał komponować! Sibelius też - a szkoda, napisaliby jeszcze tyle utworów! Dobrze, że Chopin nie przestał... Mozart komponował z godziny na godzinę i wciąż były to nowe odkrycia!

- W czasie IV Forum Lutosławskiego w roku 1998 dyrygował Pan m.in. jego III Symfonią. Jest ona pełna melodyki, którą Lutosławski stworzył jakby "od nowa", bo zauważył, że w muzyce współczesnej melodyka została zagubiona...
- III Symfonia napisana jest po mistrzowsku! Ma linię melodyczną, ma dużo ekspresji i niezwykłe piękno. Każdy słuchacz znajduje w niej jakiś swój moment, jakby absolutnie własny. Być może, powinno się doceniać każdą nutę - ale czy tak jest? Weźmy na przykład człowieka - czy jego oczy, w których zawarta jest cała dusza, cenimy na równi z przedramieniem, które pozostanie zawsze tylko częścią ręki? To nieprawda, że każda nuta ma takie samo znaczenie. Zawsze się na coś czeka. Ja też mam taki moment - jest to cudowna fraza w ostatnim odcinku utworu, bardzo liryczna.

  Witold Lutosławski 1952-53, Fot. Archiwum   
  Witold Lutosławski 1952-53, Fot. Archiwum  
Dzięki Lutosławskiemu współczesna muzyka polska jest obecna na muzycznej mapie świata. Jest on w pewnych kręgach uważany za mistrza. Dla wielu młodych kompozytorów stał się autorytetem, rodzajem "guru". Przejęto od niego niektóre elementy techniki komponowania. Lutosławski w dźwiękach poszukiwał formy - ja poszukuję w nich serca. W jego kompozycjach serca wystarczy na trzy sekundy, podczas gdy u Rachmaninowa na czterysta!

- Wtedy też z orkiestrą Filharmonii Narodowej osiągnął Pan pamiętne, znakomite piano w utworze Luciano Berio Ritirata notturna di Madrid...
- Bardzo lubię piano i poprosiłem orkiestrę, żeby czterech pierwszych taktów nie grano. Chodziło o efekt zetknięcia się ciszy z pierwszym dźwiękiem. Gdybym zaczął dyrygować, prawdopodobnie tego piana nie osiągnęlibyśmy! Osiągnięcie piana w orkiestrze jest szalenie trudne! Ta kompozycja mnie niezwykle interesowała, bo w miarę upływu czasu staje się gęściejsza, jak Bolero Ravela, a później stopniowo wygasa. Ta gradacja muzyki jest wspaniała!

- Podobną gradację muzyki usłyszeliśmy w kolejnym VIII Forum w roku 2001, w utworze Tomasza Sikorskiego Struny w ziemi wykonanym przez "Camerata Academia" pod Pana batutą...
- Kompozycja Sikorskiego nie jest zbyt gęsta. To muzyka łagodna, nasycona, refleksyjna. Nie ma w niej niepokoju. Jest to utwór w pewnym sensie mistyczny. Sikorski poszukiwał brzmienia w muzyce. Szukał w niej też natężenia i równowagi, sposobów umieszczenia palców muzyka na strunie. Struny w ziemi są utworem przynoszącym słuchaczowi uczucia piękna, tak rzadko spotykanego we współczesnej muzyce. W odbiorze każdego rodzaju sztuki muszą być zachowane proporcje - w Strunach je odnajduję. Pamiętam ten utwór szczególnie, ponieważ kompozytor dedykował go mnie i Polskiej Orkiestrze Kameralnej.

- W roku 2003 słyszeliśmy Symfonię w trzech częściach Strawińskiego. Co dla dyrygenta - Pana zdaniem - jest w niej najciekawsze, najtrudniejsze?
- Niezwykle złożony rytm. Strawiński jest mistrzem rytmu - rytm w jego utworach jest magnetyczny. Zmienia się jak w kalejdoskopie, przykuwając stale uwagę. Dla dyrygenta oznacza to konieczność ogromnej koncentracji, ale śledzenie przebiegu tak zmiennych taktów jest wielką radością.

- Czym jest dla dyrygenta czas muzyczny w utworach Lutosławskiego?
- Jedną z rzeczy, jakie Lutosławski wprowadził do muzyki - bardzo ważną - jest pojęcie czasu niekontrolowanego. Jest to czas dany muzykowi, aby ten mógł się nim posłużyć. I to jest wspaniałe! Uważam, że nikt inny nie odważyłby się tego napisać! On szukał nowej formuły zapisania muzyki w taki sposób, żeby wykonawcy zapewnić swobodę a dyrygentowi panowanie nad przebiegiem utworu. Lutosławski był kompozytorem bardzo dbałym o precyzję.

- Podobnie jak Witold Lutosławski jest Pan również pianistą. Czy podziela Pan jego pogląd, że po epoce Liszta, Chopina, Brahmsa do muzyki fortepianowej nikt już niczego wielkiego nie dodał - poza Prokofiewem, Debussym i Messiaenem?
- Bardzo trudno jest komponować na fortepian. Nie wiem czemu. Wymaga to geniuszu... Gdyby znów urodził się jakiś Chopin, może on by coś dodał?

- Wiem, że tęskni Pan za niektórymi utworami, ma Pan żal, że nie są grywane. Czy programy takich festiwali jak Forum Lutosławskiego spełniają choć w niewielkiej części Pana repertuarowe marzenia?
- Dyryguję muzyką, która wymaga od słuchaczy uwagi i współdziałania. Cieszę się z tego, bo coraz częściej mamy do czynienia ze sztuką ułatwioną i utwory o wielkich wartościach odsuwa się na bok. Mam nadzieję, że słuchając Lutosławskiego i Strawińskiego nikt nie będzie miał wątpliwości, że nie warto iść na łatwiznę.
MAŁGORZATA FRĄCZYK

ROK L • NR 6 • 19 MARCA 2006

Mysz w Ruchu


ROK L • NR 6 • 19 MARCA 2006


2013r - Terminarz nadsyłania materiałów


Biblioteka narodowa
Oficjalna witryna banku PKO BP

  Wstecz  Do góry  Napisz do nas  DrukujSkomentuj

© 2006-2009 Biblioteka Narodowa