Muzyka wsp蟪czesna
Relacje
Opera
Historia
P硑ty
Archiwum Artyku硑 Ksią縦i P硑ty Autorzy Koncerty Prenumerata Reklamy i Og硂szenia Forum Kontakt
Relacje  XXX Dni Muzyki Karola Szymanowskiego w Zakopanem

Jubileuszowe Dni Muzyki Karola Szymanowskiego w Zakopanem (14-29 lipca) Towarzystwo Muzyczne im. Szymanowskiego rozpoczęło niecodziennie: konferencją prasową w sali kawiarni "Morskie Oko", po czym odbył się występ zespołu "Glass Duo". Popłynęły dźwięki rzewne i ostre, najpierw Mozarta, potem Bacha, wreszcie Griega, Musorgskiego i Bart贸ka. Doprawdy, zachwycające. Na koniec zapowiedziane zostały dwa mazurki, przygotowane ponoć specjalnie na Festiwal Szymanowskiego - najpierw Chopina, potem Szymanowskiego. Pani Anna Szafraniec, uroczo i z niejakim zażenowaniem powiedziała, że znany Mazurek op. 50 nr 1 pana Karola w opracowaniu na szklaną harfę jest nieco uproszczony i nie wie, czy będzie się nam podobał. Ale podobał się ogromnie. Po raz pierwszy słyszeliśmy wyraźnie g贸ralskie brzmienia zwłaszcza na większych kieliszkach, działających jako basy, no i jakby Bartusiowe nuty na kieliszkach mniejszych, takich od małego fikołka. Szymanowski z pewnością nie miałby nic przeciwko temu, ba - jestem pewien, że byłaby to jego ulubiona forma wykonawcza, bowiem przez wiele lat ćwiczeń instrument kieliszkowy opanował był do perfekcji.

Koncert dnia następnego odbył się w sali kina "Sok贸ł". Towarzystwo zaprosiło działającą dopiero trzeci rok orkiestrę "Sinfonietta Polonia", kt贸rej założycielem i dyrygentem jest chiński muzyk z Ameryki Cheung Chau, a menadżerem i pierwszym skrzypkiem zarazem Blanka Bednarz. Program okazał się nadspodziewanie trudny i ambitny, może nawet trochę ponad możliwości młodego zespołu: Concerto grosso Szabelskiego, I Koncert skrzypcowy Szymanowskiego, kt贸ry z matematyczną precyzją zagrała Anna Rechlewicz i, po przerwie, tegoż II Symfonia. Męczył się z nią kompozytor przez długi czas, i przy komponowaniu, i przy orkiestracji, męczyli się muzycy, męczyliśmy się i my. Tylko dyrygent, wyćwiczony zapewne w trudnych sztukach walki, machał swoje. Wrażenie og贸lne koncert pozostawił dość przyjemne, szkoda tylko, że stało się ono udziałem tak nielicznych słuchaczy - na mieszczącej przeszło czterysta os贸b sali było może trzydzieści... Trochę winy za to ponosi samo Towarzystwo, kt贸re dla oszczędności poprzestało na wydrukowaniu jedynie zbiorczego plakatu, trzeba więc było naprawdę dużego samozaparcia, żeby w gęstwie informacji wyszukać ten akurat koncert.

Na koncert 17 lipca cieszyliśmy się z g贸ry, znając Teresę Czekaj i Monikę Urbaniak-Lisik jako wspaniałe artystki. Obie wywodzą się z ł贸dzkiej Akademii Muzycznej, los sprawił, że od długiego czasu na stałe mieszkają za granicą: Teresa Czekaj w Paryżu, Monika Urbaniak-Lisik w Bernie. Obie zajmują się działalnością koncertową i pedagogiczną. W pierwszej części Teresa Czekaj dała blisko godzinny p贸łrecital utwor贸w fortepianowych Szymanowskiego z trzech r贸żnych okres贸w jego tw贸rczości: najpierw wysłuchaliśmy czterech Preludi贸w z op. 1, potem impresjonistycznego cyklu Metopy op. 29, a na koniec - pierwszych czterech Mazurk贸w z op. 50. Od dawna nie słyszano w "Atmie" tak dobrze zagranego Szymanowskiego. Na bis usłyszeliśmy Chopinowskiego Walca cis-moll, granego bardzo oryginalną frazą, z typowo salonowym rubato, zamyślonego niekiedy, niekiedy roześmianego.

  Przerwa w koncercie, Fot. Renata Piżanowska  
  Przerwa w koncercie, Fot. Renata Piżanowska  
Potem Teresa Czekaj przedzierzgnęła się kameralistkę, towarzysząc na fortepianie swej świetnej koleżance. Na pierwszy ogień poszła Sonata d-moll, pierwszy zachowany utw贸r Szymanowskiego na skrzypce i fortepian, kt贸rego szczeg贸lnie część trzecia porwała publiczność i skłoniła do gromkich owacji. Następnie Mity przeniosły nas w świat antycznych legend, a na zakończenie artystki zagrały Nokturn i tarantelę op. 28, z kt贸rej szczeg贸lnie precyzyjny Nokturn wzruszył nas gorąco.

Niejaki chaos programowy, towarzyszący od wielu lat Dniom Muzyki Karola Szymanowskiego, wynika zapewne z faktu, iż to raczej wykonawcy, kt贸rych uda się zaprosić do udziału w festiwalu, proponują to, co chcą - i mogą - zaprezentować w Zakopanem. Stąd zapewne niezamierzona konfrontacja środy, 18 lipca, z wtorkiem. Bowiem młoda japońska pianistka Ayako Kitanaka, odbywająca studia podyplomowe u Andrzeja Pikula w krakowskiej Akademii Muzycznej, wykonała program w znacznej mierze złożony z utwor贸w, kt贸re dzień przedtem grała Teresa Czekaj. Niestety, nie było to wykonanie najlepsze, a może po prostu spos贸b grania Ayako Kitanaki był tak bardzo inny, że kontrast ten wywołał odczucia negatywne. Publiczność skwitowała występ dość zdawkowymi oklaskami, a po przerwie przy instrumencie zasiadł znany już w Zakopanem z występu przed trzema laty ukraiński pianista Serhij Hryhorenko. Zaczął od Etiudy b-moll op. 4 nr 3, grywanej przez niemal wszystkich pianist贸w odwiedzających "Atmę". Niejeden już tu się na niej wysypywał... Ukraiński pianista zagrał ją bezbłędnie - niestety, walił w klawisze z całej siły, jakby chciał napełnić dźwiękami całą dolinę od Gubał贸wki po Giewont, i w efekcie całą wystudiowaną precyzję grania diabli wzięli, a słuchacze ogłuchli. Następnie dobił nas dwunastoma Etiudami op. 33 Szymanowskiego, kt贸re w tym wykonaniu zabrzmiały niczym wprawki na jakiś "Hammerklavier" w dosłownym znaczeniu. Po kr贸tkim odpoczynku, koniecznym z racji panującego upału, Hryhorenko poczęstował słuchaczy Nokturnem Des-dur Chopina zaskakując tym razem delikatnością i subtelnością brzmienia, co pokazało, że ognisty temperament w Szymanowskim był po prostu świadomym wyborem. Na koniec ukraiński muzyk podbił publiczność znakomitym wykonaniem Poloneza As-dur op. 53 Chopina i ostał frenetyczne brawa.

Wiecz贸r Sonat, 19 lipca, był w pewnym sensie ewenementem: każdą z trzech fortepianowych Sonat skomponowanych przez Szymanowskiego grał inny pianista, dzięki czemu słuchacze mieli zapewnioną odmienność i interpretacji, i powierzchowności.

Zaczął Karol Radziwonowicz Sonatą c-moll op. 8; grał ją mocno, zdecydowanie i po męsku, nie stroniąc wszakże od liryzmu, kt贸ry pojawiał się szczeg贸lnie w drugiej części dzieła (Adagio). Z Sonatą A-dur op. 21 zmierzył się Zbigniew Raubo. Utw贸r z lat 1910-11 jest wzniosły i nieco patetyczny, z czym artysta radził sobie bardzo dobrze, chwilami tylko zachowując nieco zbyt akademicki dystans. Ale może wynikało to z faktu, że jako jedyny na tym koncercie grał z nut. Jakoś nie mogę pogodzić się z tym coraz częściej spotykanym zwyczajem, że wykonawcom po prostu nie chce się uczyć na pamięć wykonywanych dzieł. No do licha, proszę wyobrazić sobie Krystynę Jandę, grającą na scenie z egzemplarzem w ręku!
Do trzeciej Sonaty, już atonalnej, wyszła po przerwie Joanna Domańska, wiceprezes Towarzystwa Muzycznego im. Karola Szymanowskiego, organizatora festiwalu. Umiejętnie wyczarowała impresjonistyczny klimat tej muzyki, nie zaniedbując od czasu do czasu przypomnieć nam o tym, że jest osobą zdecydowaną i energiczną, bowiem kontrastujące z og贸lną barwą dzieła mocniejsze frazy grała z iście męską energią.

  KATHARINE G-RES i GOTTFRIED EBERLE, Fot. Renata Piżanowska   
  KATHARINE G-RES i GOTTFRIED EBERLE, Fot. Renata Piżanowska  
Na tegorocznym festiwalu pierwszy koncert poświęcony pieśniom Szymanowskiego pojawił się dopiero po tygodniu, 21 lipca. Powierzono go artystom zza naszej zachodniej granicy. Gottfried Eberle, prezes berlińskiego Towarzystwa im. Szymanowskiego, gościł już w "Atmie", Katharine G枚res, młodziutka sopranistka była u nas pierwszy raz. Z jej programu znikły jednak zapowiedziane utwory do tekst贸w polskich i usłyszeliśmy pieśni po niemiecku, po rosyjsku, następnie po angielsku i wreszcie po... kurpiowsku. Te ostatnie podobały się zresztą najbardziej, artystka bisowała pieśń U jeziorecka, zapewniając, że już nie "bandzie chodzić w zionecku", co przy jej urodzie wydawało się niezwykle wiarygodne.
23 lipca pianista Adam Wodnicki, krakowianin, mieszkający i nauczający teraz w Teksasie, zaprezentował program, w kt贸rym Szymanowski zginął nieco wśr贸d impresji i romantyzmu. Maski wykonane były ciekawie, najbardziej podobała mi się Serenada Don Juana, mniej Preludia Debussy'ego, o Paderewskim w og贸le nie ma co m贸wić, za to pełnię swych możliwości technicznych i interpretacyjnych artysta pokazał w utworach Chopina i Liszta. Gorąco oklaskiwano rewelacyjnie wykonanego Walca Mefisto Liszta, po kt贸rym nastąpiła seria bis贸w, z cudownym preludium Rachmaninowa na końcu.

Dzień p贸źniej przy fortepianie zasiadł Stanisław Deja, koncertujący gł贸wnie w Niemczech; na początek wykonał trzy Mazurki z opusu 50 Szymanowskiego, dołożył Mazurki op. 63 Chopina i podparł Mazurkiem Debussy'ego, po czym jako danie gł贸wne usłyszeliśmy Wokalizę i Alboradę Ravela oraz X Sonatę Skriabina, zaś na deser - Wariacje b-moll op. 3 Szymanowskiego. Oklaski były owacyjne, więc artysta nie skąpił efektownych bis贸w (de Falla, Mozart, Ravel, Rachmaninow). Podobało się niesłychanie, choć można by się czepiać niuans贸w i pewnej schematyczności wykonania.

25 lipca po raz drugi na tegorocznym festiwalu słuchaliśmy pieśni Szymanowskiego. Tym razem tłumnie zgromadzona publiczność oklaskiwała gorąco Urszulę Kryger, m.in. zeszłoroczną laureatkę nagrody im. Karola Szymanowskiego, przyznawanej przez Fundację jego imienia i, o dziwo, nie wspomnianej w programie koncertu.

Urszula Kryger śpiewała jak anioł, wyczarowując z wokalnych perełek Szymanowskiego wszystkie dźwiękowe subtelności i nie zaniedbując tego, co w pieśniach takie ważne - tekst贸w. Usłyszeliśmy więc najpierw jedno z pierwszych dzieł Szymanowskiego, Sześć pieśni do sł贸w Kazimierza Tetmajera. Sam kompozytor w p贸źniejszych latach dość sceptycznie odnosił się do tego dzieła, ale talent śpiewaczki sprawił, że słuchało się ich z przyjemnością. Potem powiało Orientem za sprawą Pieśni muezina szalonego. Na zakończenie Urszula Kryger, kapitalnie wspomagana fortepianowo przez Katarzynę Jankowską-Burzykowską, zaśpiewała Pięć pieśni op. 13, wywołując uczucie pewnego niedosytu, bo przecież ma w repertuarze niemal wszystko, co na głos napisał Szymanowski, i szkoda, że koncert zamknął się w niecałą godzinkę. Oklaski były burzliwe, na bis usłyszeliśmy Łabędzia z 1904 roku, kapitalny utw贸r, dedykowany matce, Annie Szymanowskiej. Jak to było zaśpiewane i zagrane! Jakże mało śpiewaczek potrafi śpiewać... cicho. Ten łabędź leciał i leciał, coraz dalej, coraz ciszej łopotały mu skrzydła, po czym zn贸w wybuchły gromkie brawa i kiedy artystki już się zbierały do kolejnego bisu (miałem nadzieję na Kasprowicza...) - oklaski zdechły i udzie zaczęli wychodzić, jakby im kolacja stygła. Poprzedniego dnia artysta fortepianowy namachał na bis cztery utwory, a tu na jednym Łabędziu się skończyło... Szkoda...

Z wielkim zainteresowaniem oczekiwałem 28 lipca występu Anny Marii Staśkiewicz, młodziutkiej skrzypaczki z Poznania, kt贸ra była największą i najbardziej chwaloną gwiazdą ostatniego konkursu im. Wieniawskiego, mimo że zajęła na nim dopiero (?) trzecie miejsce. Rozpoczęła - z Marcinem Sikorskim przy fortepianie - od Źr贸dła Aretuzy, bodaj najczęściej grywanego utworu Szymanowskiego, jej wykonanie wydało mi się jednak tylko poprawne. Może nie najszczęśliwsze było zestawienie tego "hitu" z innym przebojem - Legendą Wieniawskiego, w kt贸rej to konfrontacji Szymanowski z honorem poległ.
II Sonata D-dur Prokofiewa i I Sonata Alfreda Schnittke, kt贸re wypełniły środkową część programu, podobały mi się bardzo, bo ukazały wielki kunszt artystki: i jej technika, i spos贸b gry były jak wymarzone do tego rodzaju muzyki. Na koniec pojawił się zn贸w Szymanowski, i to w swym niezwykle popularnym Nokturnie i taranteli. Oboje artyści miejscami poszukiwali właściwych dźwięk贸w, w końcu jakoś się udało i w sumie rzecz oczywiście się podobała. Ale ja czekam na pełen recital dzieł Szymanowskiego w wykonaniu Anny Staśkiewicz, gdy jej młodość i talent wsparte zostaną doświadczeniem w graniu utwor贸w wielkiego mistrza.

Już drugi rok z rzędu finałowy koncert Dni Muzyki Szymanowskiego organizowany jest w galerii rzeźby Ryszarda Orskiego na Antał贸wce: miejscu kolorowym, pięknie położonym i godnym jak największej popularyzacji. Ryszard Orski, absolwent zakopiańskiej Szkoły Plastycznej im. Kenara wyni贸sł z lat nauki w tej słynnej "majsterszuli" doskonałe opanowanie materiału, dodatkowo pogłębione przez lata pracy w Ameryce. Rzeźbi w drewnie, tworząc kompozycje szokujące niekiedy kształtami i kolorem - bowiem istotą jego tw贸rczości jest bajecznie kolorowa polichromia, przez co niekiedy jego prace przywodzą na myśl sztukę indiańską. A może to skojarzenia, wynikające ze znajomości biografii artysty?

Galeria jest świetnym miejscem dla wieczor贸w kameralnych - zwłaszcza występ贸w kwartet贸w smyczkowych. Tym razem na finałowym koncercie, 29 lipca, słuchaliśmy Kwartetu im. Wieniawskiego z Poznania (Jarosław Żołnierzyk, Mirosław Bocek, Lech Bałaban, Maciej Mazurek). Kwartet powstał w 1998 r., nagrał m.in. płytę z obydwoma Kwartetami Szymanowskiego i IV Kwartetem Grażyny Bacewicz - i te były gł贸wnym daniem owego pożegnalnego wieczoru. Nowinką, kt贸ra miała stanowić "clou", był dziewięciominutowy Kwartet spiski, skomponowany przez prowadzącego koncert Sławomira Czarneckiego, wiceprezesa Towarzystwa Muzycznego im. Szymanowskiego.

Kompozytor, niejako podążający śladami Szymanowskiego, od lat z Podhala czerpie podniety tw贸rcze. I nie tylko, bowiem kiedyś, gdy na jednym z festiwali odbywało się prawykonanie jego utworu, zaskoczył publiczność pojawiając się wraz z żoną "cisto pieknie wyzdajany" po g贸ralsku. Kwartet spiski także był takim niemal dosłownym przebraniem się w g贸ralskie nuty, zwłaszcza w drugiej części, kiedy to pobrzmiewały w nim dźwięki kilku znanych (także z utwor贸w Wojciecha Kilara) motyw贸w g贸ralskich, ze słynnym "krzesanym" na czele, branym jakby wprost z Muzyki Podhala Stanisława Mierczyńskiego. W wykonaniu Kwartetu Wieniawskiego brzmiało to miło i miało się chwilami wrażenie, że to nie wyfraczeni poznańscy muzycy wycinają od ucha, a kapela z Redykołki. Oklaski tedy Czarnecki zebrał huczne i z bukietem kwiat贸w oraz należną porcją wzruszenia zasiadł zn贸w w pierwszym rzędzie, by wysłuchać, jak stary mistrz Szymanowski w drugim swoim Kwartecie traktuje g贸ralszczyznę: bez żadnych cytat贸w, oddając nie ciało, lecz ducha muzyki g贸ralskiej, spoglądając raczej na strzeliste koronki tatrzańskich szczyt贸w muzycznych, a nie cupkając po nich "po śtyry"... Oddziałując - jak wielki artysta - na naszą wyobraźnię i estetykę, a nie na poczucie rytmu.

I tak oto jubileuszowe, XXX Dni Muzyki Karola Szymanowskiego po dw贸ch tygodniach muzycznych igraszek przeszły do historii, a zachodzące za Osobitą lipcowe słońce oświetliło nasze serca nadzieją, że tak jak ono nazajutrz wzejdzie zza Hawrania, tak kolejne koncerty będą utrwalać w nas przekonanie, że z roku na rok Szymanowski podoba nam się coraz bardziej i coraz lepiej go znamy.
MACIEJ PINKWART

ROK LI • NR 17 • 19 SIERPNIA 2007

Mysz w Ruchu


ROK LI • NR 17 • 19 SIERPNIA 2007


2013r - Terminarz nadsy砤nia materia丑w


Biblioteka narodowa
Oficjalna witryna banku PKO BP

  Wstecz  Do g髍y  Napisz do nas  DrukujSkomentuj

© 2006-2009 Biblioteka Narodowa