Muzyka wsp蟪czesna
Relacje
Opera
Historia
P硑ty
Archiwum Artyku硑 Ksią縦i P硑ty Autorzy Koncerty Prenumerata Reklamy i Og硂szenia Forum Kontakt
Relacje  Jak grali młodzi wiolonczeliści w Warszawie

Od pierwszego etapu mądre i kompetentne Jury VI Międzynarodowego Konkursu Wiolonczelowego im. Lutosławskiego promowało młodych utalentowanych wiolonczelist贸w (g贸rna granica wieku - 24 lata), kt贸rzy pojawili się tego roku w Warszawie. Z drobnymi wyjątkami werdykty były zgodne z odczuciami i wrażeniami słuchaczy i obserwator贸w Konkursu. Chociaż jury wykazało dużą wrażliwość na zdolności młodych wiolonczelist贸w, nawet w wykonaniach jeszcze ubogich artystycznie, to czy nie byłoby wskazane przesunąć granicę wieku uczestnik贸w o - powiedzmy - trzy lata? Nie zmieni to profilu Konkursu, pozwoli natomiast zaprezentować się artystom, kt贸rzy ukończywszy studia pod kierunkiem pedagog贸w rozpoczynają własną drogę artystyczną.

  Marcin Zdunik, Fot. Lutosławski Cello Competition  
  Marcin Zdunik, Fot. Lutosławski Cello Competition  
Nieudanym pomysłem było sumowanie punktacji dw贸ch etap贸w, aby wyłonić finalist贸w. Może to być wiarygodne, gdy oba etapy mają podobną skalę trudności i wagę artystyczną, ale w tym roku pierwszy etap r贸żnił się od drugiego znaczeniem i wagą programu. W drugim etapie arcytrudnym zadaniem było przeprowadzenie dużej formy sonatowej i zademonstrowanie osobowości i wyobraźni muzycznej. Pierwszy zaś obejmował jedynie małą część jednej z suit Bacha (dwa tańce), jedną z niewielkich sonat Boccheriniego, Wariację Sacherowską Lutosławskiego oraz Gigue na wiolonczelę solo Pawła Szymańskiego - utw贸r skomplikowany do przygotowania, w efekcie jednak dość chaotyczny; niewiele można się zeń dowiedzieć o możliwościach młodego wiolonczelisty.

Do konkursu zgłosiło się 46 wiolonczelist贸w, pojawiło się w Warszawie tylko 36 z nich.

Program pierwszego etapu nie dawał pełnego obrazu możliwości i pomysłowości dźwiękowej uczestnik贸w. Zabrakło utworu, w kt贸rym wyrażanie emocji dokonywałoby się przez plastyczne modelowanie barw i odcieni dźwięku, toteż w etapie drugim okazało się, że licznym uczestnikom obca była umiejętność wydobycia pięknego, wielobarwnego, pełnego brzmienia tonu. Na konkursie im. Lutosławskiego można wykorzystać prześliczną Sonatę wiolonczelową g-moll Chopina, kt贸rej część trzecia mogłaby znaleźć się w programie pierwszego etapu jako utw贸r obowiązkowy.

  Paul Wiancko, Fot. Lutosławski Cello Competition  
  Paul Wiancko, Fot. Lutosławski Cello Competition  
Wydany po pierwszym etapie werdykt jury (Kazimierz Kord - przewodniczący, Julius Berger, Kazimierz Michalik, Phillip Muller, Csaba Onczay, Natalia Szachowska, Tsuyoshi Tsutsumi, Andrzej Zieliński) był - z jednym wyjątkiem - sprawiedliwy i bezsporny. Zdarza się to rzadko. W drugim etapie znalazło się 16 uczestnik贸w (regulamin przewidywał udział dwunastki, lecz Jury - przez wzgląd na wysoki poziom prezentacji - postanowiło dać większej liczbie wiolonczelist贸w szansę występu w sali kameralnej Filharmonii Narodowej). Byli to: z Francji - Sophie Chauvenet, Victor Julien-Laferri膷re, Christophe Mathias; z Korei - Joo-Yeon Choi, poza tym Lionel Cottet (Szwajcaria) David Eggert, Choon-Ho Eric Han (Kanada), Antonio Martin-Acevedo (Hiszpania), Karolina Ohman (Szwecja), David Pennetzdorfer (Austria), Paul Wiancko (Stany Zjednoczone) i Polacy - Martyna Kępińska, Mikołaj Konopelski, Adam Krzeszowiec, Mariusz Wysocki i Marcin Zdunik.

Nie tylko moim zdaniem w grupie tej powinien był znaleźć się Rosjanin Serafim Smigelskiy. Jego występ w pierwszym etapie był dojrzały, a muzyka - dosłuchana w najmniejszym oddechu, ciekawa pod względem barw i emocji. Bardzo rzadko na Konkursie im. Lutosławskiego gościmy wiolonczelist贸w z Rosji, toteż wielka szkoda, że nie dane było Serafimowi wykonanie w Warszawie Sonaty F-dur Brahmsa, kt贸rą przygotował dla drugiego etapu. Jestem jednak przekonany, że młodego Rosjanina usłyszymy jeszcze w Warszawie.

Bez wątpienia będziemy mieli wiele okazji, by śledzić rozw贸j i nowe interpretacje jednego z uczestnik贸w drugiego etapu, Polaka, 20-letniego Marcina Zdunika. Student Akademii Muzycznej w Warszawie z klasy Andrzeja Bauera od pierwszego etapu przewyższał pozostałych uczestnik贸w zawodową doskonałością wykonań. Jego interpretacje były zawsze dopracowane retorycznie, artykulacyjnie, intonacyjnie. Fascynująca jest łatwość, z jaką realizuje on pomysły muzyczne, jak świetliście i delikatnie potrafi wsp贸łpracować z wiolonczelą i jak chętnie daje mu ona wszystko, o co prosi.

W pierwszym etapie konkursu nader interesująco zaprezentował się uczestnik najmłodszy, 17-letni Victor Julien-Laferri膷re, kt贸rego grę cechowała delikatna estetyka i alchemiczne niemal zdolności przetwarzania nut w barwy, nastroje i uczucia, oraz 22-letnia Karolina Ohman, choć w jej grze nie było tak cudownego operowania czasem i barwami. Wspaniale występował Adam Krzeszowiec, 20-letni student Akademii Muzycznej w Katowicach z klasy prof. Pawła Głombika. To bardzo wrażliwy i mądry wiolonczelista, kt贸rego rozw贸j przebiega efektownie i konsekwentnie.

  Adam Krzeszowiec, Fot. Lutosławski Cello Competition  
  Adam Krzeszowiec, Fot. Lutosławski Cello Competition  
Dwudziestoczteroletni Paul Wiancko, zachwycił niezwykłą precyzją, łatwościa operowania instrumentem, niezwykle bogatą wyobraźnią muzyczną i ekspresją wypowiedzi. Jednym z ostatnich uczestnik贸w pierwszego etapu był

20-letni Lionel Cottet; od razu zwr贸cił moja uwagę. Głebiej niż inni wsłuchiwał się w barwę dźwięku, czarował delikatnymi odcieniami i szeptem niedopowiedzeń. Potrafił subtelnie śpiewać, budować swoją muzykę w inspirującej przestrzeni, gdzie z zupełnej ciszy uczucia wykonawcy zaczynają materializować się pod postacią najczulszego dźwięku.

Rankiem 26 lutego w Sali Kameralnej występ reprezentującego Kanadę Koreańczyka Choong Ho (Erica) Hana rozpoczął drugi etap. Należało w nim wykonać Grave czyli metamorfozy na wiolonczelę i fortepian Lutosławskiego, jedną dużą formę sonatową oraz utw贸r skomponowany po roku 1945.

Ten etap przyni贸sł zdecydowanie mniej artystycznych przyjemności, choć miłych niespodzianek nie zabrakło. Okazało się jednak, jak trudno młodym artystom zbudować mądrze, ciekawie i logicznie dużą formę sonatową. Muzyczny intelekt i estetyka demonstrowana w pierwszym etapie nie wystarczały do przekonującego wykonania sonaty, złożonego dzieła epickiego. Forma ta często okazywała się dla wykonawcy zbyt rozległa, nie brak było także sonat źle dobranych do możliwości - wykonawczych i mentalnych - wiolonczelisty.

Zawi贸dł mnie młodziutki Victor Laferri膷re, kt贸ry program wykonał bezbarwnie, umiarkowanie pod każdym względem i często bez przekonujących pomysł贸w. Grał Sonatę F-dur op. 99 Brahmsa, ale zabrakło mu nie tylko zrozumienia jedności formy i szerokiej przestrzeni emocjonalnej, ale też potężnego dźwięku, kt贸rym m贸głby nawiązać dialog z niemal symfoniczną fakturą partii fortepianu.

Bardzo dobrze zaprezentowali się obaj Polacy - Adam Krzeszowiec i Marcin Zdunik. Sonaty Beethovena były bardzo mądrym wyborem, zapewne profesor贸w - Bauera i Głombika. Prezentacje były pełne uśmiechu i radości, wdzięcznej miłości do muzyki; w obu zabrakło natomiast konsekwentnie budowanego napięcia i czytelnie zamkniętej formy.

  Lionel Cottet, Fot. Lutosławski Cello Competition  
  Lionel Cottet, Fot. Lutosławski Cello Competition  
Nawiązanie dialogu z partnerką przy fortepianie przyszło znacznie łatwiej Marcinowi Zdunikowi. Towarzysząca mu Agnieszka Kozło nie bez przyczyny po raz kolejny została zaproszona jako "pianistka przy konkursie". Jej gra jest bezbłędna, r贸żnorodna, delikatna i wnikliwie związana z partią wiolonczeli. Dialogi muzyczne z Marcinem Zdunikiem w Sonacie C-dur op. 102 nr 1 Beethovena były stylowe i inspirujące, a Marcin ponownie zachwycał świetlistymi artykulacjami, subtelnością prowadzenia fraz oraz wirtuozerią i błyskotliwością gry.

Szkoda, że Adam Krzeszowiec nie znalazł w swojej pianistce tak wybornego partnera. Frazy partii fortepianu i wiolonczeli nie korespondowały ze sobą. Strzępy koncepcji muzycznych były często po prostu podrzucane Adamowi, kt贸ry pr贸bował jednoczyć je i rozwijać - szkoda. Sonacie A-dur op. 69 Beethovena zabrakło kameralnej jedności, jaką stworzył wiolonczelista Antonio Martin-Acevedo z pianistą Miguelem Angelem Ortega Chavaldas w Sonacie d-moll op. 40 Szostakowicza. Martin-Acevedo od początku swojego programu zachwycił słuchaczy niezwykłą wyobraźnią dźwiękową w Sonacie na wiolonczelę solo Ligetiego; potem, gdy z Miguelem Angelem Ortega Chavaldasem grał natchnioną Sonatę Szostakowicza, dwa głosy naprzemiennie wypowiadały słowa jednego zdania i w jakiś magiczny spos贸b nawiązywały do sł贸w, kt贸re jeszcze nie zostały wypowiedziane.

Znakomicie podczas drugiego etapu zaprezentował się Mariusz Wysocki, student Tomasza Strahla w Akademii Muzycznej w Warszawie. Inne wykonania Sonaty Brittena nie były tak sp贸jne, wielobarwne i inspirująco natchnione. Jego Grave Lutosławskiego było bezsprzecznie najciekawsze, fascynujące. Nie bez przyczyny Wysocki już dwa lata temu otrzymał za ten utw贸r nagrodę specjalną.

Można przypuszczać, że brak Mariusza w gronie finalist贸w wynikał z łączenia punktacji dw贸ch etap贸w. Szkoda, że porywający występ z długim i trudnym programem nie pozwolił mu zaprezentować się w finale - jego mikrorecital z etapu pierwszego nie był r贸wnie dobry.

  Mariusz Wysocki, Fot. Lutosławski Cello Competition  
  Mariusz Wysocki, Fot. Lutosławski Cello Competition  
Występujący pod koniec etapu Lionel Cottet nie zawi贸dł. Punktem gł贸wnym jego programu stała się Sonata F-dur op. 99 Brahmsa - urzekająca! Mimo niedostatk贸w dźwięku w pierwszej części, z każdą chwilą Lionel Cottet grał coraz piękniej i dojrzalej. Wzruszał subtelnymi marzeniami, by po chwili ofiarować całą moc uczuć - gdy można było niemal fizycznie poczuć ciepło emocji wydobytych z tej nadzwyczajnej muzyki, Cottet z dojrzałością powracał do ciszy i niedopowiedzeń, pozostawiając słuchaczy w stanie zachwytu i wyczekiwania.

27 lutego p贸źnym wieczorem kolejny werdykt jury spotkał się z uznaniem wszystkich zgromadzonych. Do finału zakwalifikowali się: Marcin Zdunik, Adam Krzeszowiec, Lionel Cottet i Paul Wiancko.

Finał, 1 marca, odbył się w wypełnionej do ostatniego miejsca sali koncertowej FN, gdzie czw贸rce solist贸w towarzyszyła Polska Orkiestra Radiowa i orkiestra "Sinfonia Varsovia" pod batutą Massimiliano Caldiego. Oba zespoły znakomicie odnalazły się w kameralnym i uważnym dialogu, co pozwalało młodym finalistom przedstawić swoje interpretacje z należytą swobodą, niekiedy wręcz zachwycająco.

Jako pierwszy wyszedł na estradę Adam Krzeszowiec i wykonał Koncert
D-dur Hob. VIIb:2 Haydna. Słuchałem jego natchnionej gry w zachwycie: frazy były płynne, szerokie, dosłuchane a lekko zarysowana artykulacja, retoryka i estetyka narracji - nadzwyczajne. Niestety, całego utworu nie udało mu się zagrać r贸wnie poruszająco. Spięcie pojawiło się po drobnej, zupełnie nieznaczącej niedokładności intonacyjnej i choć jego interpretacja utraciła blask i przestrzeń, nie naruszyło to zbytnio dobrego wrażenia, jakie wywarła cała kompozycja.

Paul Wiancko miał wykonać Koncert wiolonczelowy Witolda Lutosławskiego, dlatego do Polskiej Orkiestry Radiowej dołączyła "Sinfonia Varsovia". Koncert Lutosławskiego stwarza olbrzymie możliwości wyrazowe i Paul Wiancko m贸gł zabłysnąć wszystkimi walorami estradowego kunsztu: od ulotnej techniki, bezbłędnej intonacji po porywającą ekspresję i wizje kolorystyczne. Szkoda, że najwięcej uwagi poświęcił szybkości. Jego interpretacja miała tak szaleńcze tempa, że nie tylko słuchacze, lecz i sam solista niewiele treści dzieła m贸gł odnaleźć wśr贸d takiej gonitwy; trudno mu było też uniknąć niedokładności. W pewnej chwili Wiancko tak energicznie machnął smyczkiem, że ten wyfrunął mu z ręki i poszybował daleko, w sekcję alt贸wek. Odzyskawszy smyczek - niespeszony - dokończył występ, zbierając przy zejściu z estrady ogromne owacje.

Koncert Lutosławskiego zabrzmiał tego wieczoru po raz drugi, a wykonał go Marcin Zdunik. Było to zupełnie inne dzieło - spokojny, skupiony dramat, pełen dosłuchanych i przemyślanych szczeg贸ł贸w i głębokiego poruszenia emocjonalnego stanowiącego tło tej cudownej partytury. Już pierwszymi dźwiękami kadencji, pojawiającymi się niczym opadające krople, Marcin skupił uwagę publiczności i wciągnął słuchaczy w głąb swojej muzyki. Jak w poprzednich etapach, przewyższał innych dojrzałością, choć brakowało mu niekiedy wyrazistej osobowości muzycznej i barw - w interpretacji Koncertu, w kt贸rym nie brak żartu i przekornego dowcipu.

Ostatni finalista, Lionel Cottet, wykonał Koncert a-moll op. 129 Schumanna. Utw贸r trudny technicznie, napisany w układach harmonicznych bliższych technice fortepianowej niż wiolonczelowej. Do tego Koncert Schumanna wymaga od solisty olbrzymiej wyobraźni dźwiękowej i tw贸rczej wrażliwości na ton, by zabrać słuchacza w wieloznaczny świat muzyki kompozytora. Tym wyzwaniom Cottet niestety nie sprostał. Jego interpretacja Koncertu Schumanna rwała się, nie pobudzała uwagi słuchacza, gra stawała się czasem nieudolna. Cottet pokazał w poprzednich etapach, że jest znakomitym wiolonczelistą, sądzę więc, że nie liczył na wejście do finału konkursu w Warszawie i utworu odpowiednio nie przygotował.

Tego samego wieczoru, po kr贸tkiej przerwie na estradzie Filharmonii Narodowej pojawili się wszyscy jurorzy, finaliści i organizatorzy, by po odznaczeniu prof. Kazimierza Michalika medalem "Gloria Artis" ogłosić ostateczne wyniki konkursu. Nagrodę trzecią otrzymał Adam Krzeszowiec, dwie r贸wnorzędne nagrody drugie otrzymali: Lionel Cottet i Paul Wiancko, natomiast nagroda pierwsza trafiła w ręce Marcina Zdunika. Otrzymał on r贸wnież Grand Prix za najlepsze wykonanie Koncertu patrona konkursu, przyznaną w tym roku po raz pierwszy, oraz prawie wszystkie nagrody dodatkowe.

Dyplomy honorowe za wybitne prezentacje otrzymali: Mariusz Wysocki, Karolina Ohman, Victor Julien-Laferri膷re oraz Mikołaj Konopelski. Zgromadzili oni bardzo wysokie punktacje, skoro jednak ze względ贸w organizacyjnych nie można było zwiększyć liczby występ贸w z orkiestrą, Jury postanowiło odznaczyć ich dyplomami. To piękny gest Konkursu.

Należy cieszyć się, że - zdaniem obserwator贸w - tegoroczny konkurs przebiegł tak sprawiedliwie, a orzeczenia Jury prawie nigdy nie budziły zastrzeżeń. Wyniki finału zostały przez wszystkich przyjęte z zadowoleniem. Okazuje się, że konkurs może być przedsięwzięciem budującym i zamiast odrzucać "gorszych" potrafi odnajdywać w młodych ludziach ich tw贸rczy potencjał, dawać nadzieję, otwierać możliwości. Na warszawskim Konkursie panuje niezwykle ciepła atmosfera, za kt贸rą zatęskniłem już następnego dnia po ostatnim przesłuchaniu.
DOMINIK POŁOŃSKI

ROK LI • NR 8 • 15 KWIETNIA 2007

Mysz w Ruchu


ROK LI • NR 8 • 15 KWIETNIA 2007


2013r - Terminarz nadsy砤nia materia丑w


Biblioteka narodowa
Oficjalna witryna banku PKO BP

  Wstecz  Do g髍y  Napisz do nas  DrukujSkomentuj

© 2006-2009 Biblioteka Narodowa