Muzyka wsp蟪czesna
Relacje
Opera
Historia
P硑ty
Archiwum Artyku硑 Ksią縦i P硑ty Autorzy Koncerty Prenumerata Reklamy i Og硂szenia Forum Kontakt
Relacje  W supermarkecie muzyki wsp贸łczesnej

V Festiwal Prawykonań w Katowicach, 26-28 kwietnia

Gdy zaczynam pisać recenzję z Katowic, na klawiaturę cisną mi się same żale i znaki zapytania. Oto mamy pod auspicjami Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia festiwal szczycący się hasłem "Polska Muzyka Najnowsza", na kt贸rym wszystkie kompozycje napisane zostały po 2005 roku i nie były dotąd wykonane w Polsce. Rozbrzmiewa tu muzyka tw贸rc贸w należących do r贸żnych szk贸ł i odwołujących się do najrozmaitszych estetyk, wydawałoby się więc, że mamy interesujący i demokratyczny przegląd powstającej aktualnie muzyki. Guzik prawda. Tegoroczny Festiwal przypominał raczej supermarket, w kt贸rym nieświeże krajowe buraki sprzedaje się po promocyjnej cenie zaś ambitniejsze inicjatywy nikną w zalewie tandety i kiczu.
Czułem się w Katowicach zagubiony niczym smakosz-wegetarianin, kt贸rego okoliczności przymuszają do zjedzenia obiadu w galerii handlowej. Niby otaczał mnie blichtr i przepych, koncerty odbywały się w eleganckich salach, utwory rozbrzmiewały w interpretacjach najlepszych wykonawc贸w (Aukso, NOSPR, Kwartet Śląski!), wszystko zostało opakowane w wysokiej klasy marketing... Nic nie zrekompensuje jednak intelektualnej miałkości, pustki i og贸lnej bezideowości przedsięwzięcia, jakim był Festiwal Prawykonań. Tw贸rcy zostali zaproszeni - jak się zdaje - na chybił-trafił, a jedynym czytelnym kryterium doboru utwor贸w do programu było ich uprzednie "nieużycie". Eksperyment to, czy niekontrolowany aleatoryzm kuratorski? Proszę wyobrazić sobie casting do filmu, kt贸ry rządziłby się podobnymi kryteriami - z pewnością nie narodziłoby się z tego wielkie kino.
Oszczędzę czytelnikowi om贸wienia Festiwalu Prawykonań scena po scenie. Spr贸bujmy raczej wprowadzić pewien porządek do tych wszystkich muzyk, kt贸re zabrzmiały w Katowicach. Podział należałoby zaznaczyć między wsp贸łczesną muzyką "klasyczną", odwołującą się do historycznych kanon贸w piękna oraz "awangardową", poszukującą względnie oderwanych od przeszłości form wyrazu.
Choć większość utwor贸w aspirowała do pierwszej grupy, zaledwie o kilku z nich mogę powiedzieć, że były naprawdę udane i warte wysłuchania. Prawdziwą zmysłową przyjemność sprawił mi Koncert na wiolonczelę i orkiestrę symfoniczną Dariusza Przybylskiego w wykonaniu NOSPR z solistką Magdaleną Bojanowicz. Kompozytor stworzył muzykę orkiestrową operującą tradycyjnymi środkami wykonawczymi, sp贸jną, retoryczną, emocjonalną, przejrzystą formalnie. Bardzo harmonijnie wsp贸łgrała z nią partia solowa Magdaleny Bojanowicz, kt贸ra lirycznie - bez wirtuozowskiego gwiazdorzenia - dopełniła brzmienie orkiestry. W utworze Przybylskiego nie było słychać obcych wpływ贸w, kompozytor zrealizował swoje klasycyzujące pomysły w całkowicie oryginalny spos贸b. Muzyka nie pobrzmiewała ani Strawińskim, ani Szostakowiczem, miała za to w sobie coś z Haydnowskiego piękna: grę ze słuchaczem i zabawę dźwiękiem. Dariusz Przybylski najwyraźniej pragnie nieść na swych barkach krzyż Kanon贸w i Tradycji - jeśli nadal będzie mu to szło tak dobrze, nikt nie powinien rzucać mu kł贸d pod nogi.
Świeżym i pięknym utworem z nurtu klasycyzującego był także III Kwartet smyczkowy "Znajduję swą pieśń" Justyny Kowalskiej-Lasoń. Kompozycja ta - wykonana przez Kwartet Śląski pełnym, jasnym dźwiękiem - raz po raz puszczała surkonwencjonalne oko w kierunku tonalności, ciekawie mieszając tradycję ze wsp贸łczesnością (na przykład gdy muzycy długimi rozstrojonymi glissandami osiągali kolejne funkcje harmoniczne). Kompozytorka nie poszła na łatwiznę, nigdzie nie pr贸bowała mamić słuchacza minimalistycznym banałem - utworem rządziła złożoność i konsekwencja. W tym kontekście nawet wieńcząca III Kwartet smyczkowy jawnie noworomantyczna, tęsknie frazująca i tonalizująca część IV uwiodła mnie i przekonała.
Te dwie propozycje młodych kompozytor贸w-konserwatyst贸w nie złagodziły niestety tortury, jaką było słuchanie innych romantyzujących i klasycyzujących utwor贸w, do kt贸rych określenie "najnowszy" pasuje jak pięść do oka. Zawi贸dł Aleksander Nowak, kt贸rego kompozycji Z g贸rnego piętra na skrzypce i perkusję zarzucić mogę nie tylko bezmyślny flirt z popkulturą, ale też przerysowaną infantylną instrumentację. Słuchając nowej wersji Kwartetu fortepianowego op. 112 Krzysztofa Meyera, miałem poczucie, że nawiedza mnie obcy Zeitgeist - tak ekspresyjna była tu ekspresja, tak pianistyczny fortepian, tak frazujące frazy, tak skontrastowane kontrasty... a w istocie tak niezwykle napuszona, staroświecka i nużąca była to muzyka.
I Koncert skrzypcowy Rafała Janiaka sprawiał wrażenie nieudolnego i pozbawionego dramaturgii zlepka muzyki baletowej z pierwszej połowy ubiegłego stulecia, z dorzuconą w ostatniej chwili solową partią skrzypiec. Zupełną klapą okazało się naiwnie wirtuozowskie L.A. Concerto na skrzypce i orkiestrę symfoniczną Tomasza Jakuba Opałki. Od samego początku - przywodzącego na myśl ilustrację burzy z VI Symfonii Beethovena - muzyka miotała się bezładnie od idiomu do idiomu, od pomysłu do pomysłu. Kompozytor niby poszukiwał nowych brzmień, co chwila popadał jednak w idiom filmowy i banalne repetytywne natręctwa. Kuriozalna muzyka Opałki nie miała właściwie sensu w żadnym wymiarze: melodycznym, formalnym, historycznym, filmowym, eksperymentalnym, jakimkolwiek... Był to po prostu gniot doskonały.
Z kolei Concertino na wiolonczelę i orkiestrę symfoniczną Macieja Małeckiego raziło melodycznym, rytmicznym, formalnym i barwowym ub贸stwem. Trudno byłoby wskazać drugi taki utw贸r napisany w XXI wieku, w kt贸rym frazy solisty nuta w nutę i ze śmiertelną powagą powtarzane są przez orkiestrę. Jeśli Małecki pragnął zgłosić tym dziełem akces do Potężnej Gromadki, to sp贸źnił się o grubo ponad sto lat. Była to też jedyna kompozycja, w kt贸rej tak ewidentne były wykonawcze wpadki NOSPR.
W nurcie tradycjonalistycznym utrzymana była r贸wnież większość utwor贸w na głos. Za największą porażkę programową festiwalu należy uznać transmitowany - o zgrozo! - przez radiową Dw贸jkę koncert Cameraty Silesii. Sympatię wzbudził we mnie jedynie Benedykt Konowalski utworem Nowa pieśń chwały - dziełem nużącym i nie mającym najmniejszych nawet związk贸w z muzyką naszych czas贸w, w kt贸rym jednak tw贸rca umiejętnie połączył ch贸r z solową partią klarnetu. Patos i napuszony mistycyzm kompozycji Non possumus Marcina Rupocińskiego stanowczo przekraczały granicę dobrego smaku (muzyka ta byłaby bardziej na miejscu w kontekście liturgicznym niż na festiwalu muzyki wsp贸łczesnej). W koncercie wokalnym Camerata Adriana Robaka kielich goryczy przelały eufoniczne wsp贸łbrzmienia i historyczny bezład zastosowanych technik kompozytorskich. Nie przekonało też Miserere Marcina Bortnowskiego, w kt贸rego jasnych, wyrazistych brzmieniach zabrakło jakiejś głębszej tajemnicy, a ch贸ralne jęki, szepty i śpiewy przypominały formuły wokalne znane z utwor贸w Krzysztofa Pendereckiego. Palmę najbardziej kuriozalnej kompozycji festiwalu wyszarpnął Tomaszowi Jakubowi Opałce Ryszard Gabryś utworem Voyelles de Arthur Rimbaud na mieszany ch贸r solist贸w, w kt贸rym zawarł mn贸stwo zupełnie nieśmiesznych śpiewaczych wygłup贸w i... no właśnie, nic poza tym.
Nieudane były klasycyzujące kompozycje na głos z orkiestrą. Bez echa wybrzmiały nijakie Wiersze Kawafisa na baryton i orkiestrę Piotra Mossa, śpiewane w estetyce XIX-wiecznej opery. W Trzech pieśniach do sł贸w Rilkego Michała Dobrzyńskiego po słowach "samotność jest jak deszcz" perkusja zaczynała imitować krople dżdżu, zaś po frazie "niebo wzrasta" melodia pięła się do g贸ry, a orkiestra grała crescendo. Na dodatek w części trzeciej utworu Dobrzyński bezpardonowo wykorzystał - zapewne z braku lepszego pomysłu - minimalistyczny idiom III Symfonii Henryka Mikołaja G贸reckiego.
Co do obecności na Festiwalu Prawykonań muzyki filmowej, czy też "orkiestrowej muzyki rozrywkowej", II Symfonia Mikołaja G贸reckiego (syna) brzmiała niczym policzek wymierzony klasterom z II Symfonii ojca. Hiper-tonalny, ultra-symfoniczny, lecz zarazem ubogi formalnie i naiwnie melodyjny utw贸r, niczym wiązanka melodii ze starych seriali, chyba nawet na falach RMF Classic miałby marne szanse zaistnieć. Podobnie wt贸rnym, operującym najtańszymi możliwymi chwytami utworem był Pulsaciones na akordeon, gitarę klasyczną i orkiestrę smyczkową Mikołaja Majkusiaka. Gdyby tylko Astor Piazzolla wiedział, że wlec się będzie za nim tak żałosny korow贸d spragnionych poklasku epigon贸w... Muzyka filmowa, jeśli nawet przystępna, musi mieć w sobie "to coś": błysk talentu, przymrużenie oka albo niepohamowany liryzm, albo patos - cokolwiek, byle wyr贸żniała się na tle tysięcy konkurencyjnych produkt贸w. W opisywanych powyżej utworach "tego czegoś" zabrakło.
Jedyną w swoim rodzaju kompozycją, zbliżoną może najbardziej do muzyki filmowej, była Lofoten na alt贸wkę i orkiestrę Bronisława Kazimierza Przybylskiego. Ten wzruszający utw贸r aż prosił się, by umiejętnie wzbogacić go o obraz, a nieśmiała festiwalowa publiczność zareagowała nań bodaj jedyną prawdziwą owacją. Przystępna, ale niebanalna, eufoniczna, miejscami nieco minimalistyczna muzyka z wyczuciem i bez przesadnej dosłowności malowała nastrojowe pejzaże. Niekiedy zaskakiwała też pomysłami, na przykład długo przetrzymywanymi wysokimi dźwiękami akordeonu. Przyjemność sprawiało także - zwłaszcza po bezrefleksyjnie wirtuozowskich koncertach skrzypcowych - miękkie brzmienie solowej alt贸wki Jolanty Kukuły-Kopczyńskiej.
Na przeciwległym estetycznie biegunie znalazły się kompozycje poszukujące nowych form i brzmień. Niewątpliwie dobrym pomysłem było zderzenie awangardy i tradycji, niestety organizatorzy nie wykorzystali tej potencjalnie ciekawej sytuacji.
Wyr贸żnił się utw贸r Sławomira Wojciechowskiego Fingertrips, wykonany przez ośmioro wiolonczelist贸w Warszawskiej Grupy Cellonet pod kierunkiem Andrzeja Bauera. Kompozytor zastosował cały szereg rozmaitych technik gry, zmuszając wykonawc贸w do niemałego wysiłku. Początek przypominał trochę amplifikowane naprawianie roweru, potem nastąpiły glissanda, flażolety i nieskończoność innych efekt贸w. Trudno jest nadążyć za logiką poszarpanej myśli muzycznej Wojciechowskiego. Narracja utworu była tak przeładowana informacjami i - zdawałoby się - wewnętrznie sprzeczna, że zrazu nie spos贸b było odnaleźć się w natłoku zdarzeń. Dopiero po wysłuchaniu całości ujawnił się pewien wyższy porządek. Intrygujące było r贸wnież nietypowe rozmieszczenie w przestrzeni głośnik贸w, z kt贸rych każdy transmitował grę pojedynczego instrumentalisty.
Z festiwalowych premier najbardziej przypadła mi do gustu Elferiae na kwartet smyczkowy Dobromiły Jaskot. Ten niedługi, balansujący na granicy słyszalności, trzymający w niesłabnącym napięciu utw贸r był niczym muzyczny negatyw: treść stanowiły tu ledwo słyszalne szumy i cisza, zaś głośniejsze rozwibrowane smyczkowe epizody tworzyły tylko kontrastujące tło. Jaskot jako jedynej udało się r贸wnież pozostawić słuchacza z poczuciem nienasycenia.
Nie zachwycił natomiast kwartet smyczkowy Aleksandry Gryki 10, 12, 13, -31. Poszczeg贸lne fragmenty utworu nie przystawały do siebie, brakowało jakiegoś głębszego sensu, a niespokojny tok myśli muzycznej sprawiał wrażenie wymuszonego. Wiele frapujących, pięknych brzmień i harmonii ni贸sł V Kwartet smyczkowy Hanny Kulenty, na dłuższą metę męczyła jednak jego mechaniczna rytmika. W takt tej kompozycji m贸głby z powodzeniem maszerować oddział wojska, a podobny dryl jakoś nie wsp贸łgra mi z muzyką wsp贸łczesną. Zawiodła r贸wnież kompozycja Ertytre na wiolonczelę solo Pawła Hendricha, kt贸ra w zapędzonym i nie dość dramatycznym wykonaniu Mikołaja Pałosza zabrzmiała niczym uproszczony katalog wiolonczelowych technik gry.
Spośr贸d dzieł orkiestrowych naprawdę miło słuchało się onirycznie-industrialnie-ivesowskiej Partity Krzysztofa Knittla z solową partią saksofonu altowego i sopranowego Pawła Gusnara oraz głośną - względnie brutalną - elektroniką. Hiper-postmodernistyczny Koncert fortepianowy Stanisława Krupowicza mieszał w sobie całą masę idiom贸w, rodzaj贸w ekspresji i inspiracji połączonych w całość zgrabną, żartobliwą, choć przydługą (czy za tym komedianctwem nie kryje się jednak jakiś smutek i bezradność?). Zręcznie przyrządzonym "grochem z kapustą" był też koncert na perkusję, elektronikę i orkiestrę Of Time & Space Marty Ptaszyńskiej: brzmienie muzyki przeistaczało się z niby gamelanowego w bardziej symfoniczne lub elektroniczne - i tak w k贸łko. Utw贸r ten o wiele lepiej oddziaływałby jako tło do przedstawienia teatralnego niż wykonany na koncercie.
Ostatni wiecz贸r Festiwalu budził spore nadzieje ze względu na głośne nazwiska kompozytor贸w i gwarantującą świetne wykonania Orkiestrę Kameralną Miasta Tychy AUKSO. Niestety, Canzona na zesp贸ł instrumentalny Zygmunta Krauzego po frapującym początku odpłynęła w kierunku kiczowatego, filmowo-jazzowego tonalizmu. Zawiodłem się też na Andrzeju Kwiecińskim, kt贸rego kompozycja Canzon de' baci na tenor i orkiestrę zabrzmiała bardziej jak oderwana cząstka opery niż autonomiczny utw贸r. Kapitalny falset Karola Kozłowskiego został tu zestawiony ze szmerowymi brzmieniami orkiestry, irytowały jednak natrętnie powracające struktury instrumentalne (szczeg贸lnie powt贸rzony kilkunastokrotnie ascendentalny poch贸d wibrafonu) oraz naprzemienność śpiewu i orkiestry, co sprawiało miejscami wrażenie, jakby dwie odrębne partytury mechanicznie połączono w jedną, sklejając na przemian po kilkanaście takt贸w.
Finałem na miarę V Festiwalu Prawykonań okazała się kompozycja Pomiędzy odpływem myśli a przypływem snu Agaty Zubel na głos, fortepian i orkiestrę smyczkową do poezji Tadeusza Dąbrowskiego. W supermarkecie muzyki wsp贸łczesnej marka "Zubel" od dłuższego czasu jest w nieustającej promocji i jest to nie tyle zarzut pod adresem artystki, ile eksploatujących ją festiwali. Odnoszę wrażenie, że w zmyślnych opakowaniach sprzedawany jest nam jeden i wciąż ten sam utw贸r. Te same sprawdzone, r贸wnomiernie temperowane atonalne formuły, ta sama pretensjonalna intonacja głosu, wzbogacona ptasimi glissandami, syczeniami, samogłoskami, wykrzyknikami, histeryczną ekspresją. Tymczasem bez śpiewu Agaty Zubel jej kompozycja byłaby o wiele ciekawsza, naprawdę frapujące rzeczy dzieją się bowiem w barwnej, nieco statycznej warstwie instrumentalnej. W formie, w jakiej usłyszeliśmy utw贸r w Katowicach, jest to jednak muzyka przebrzmiała i nieatrakcyjna, podobnie jak zdecydowana większość "najnowszych" utwor贸w słyszanych na Festiwalu Prawykonań.
Że zaś scena wsp贸łczesnej muzyki w Polsce nie musi wcale prezentować się tak nieciekawie, udowodnił zeszłoroczny festiwal Musica Polonica Nova we Wrocławiu, zaprogramowany przez Andrzeja Chłopeckiego. R贸wnież prawykonań było w贸wczas więcej niż w tym roku w Katowicach.
KRZYSZTOF B. MARCINIAK

ROK LVII • NR 12 • 9 CZERWCA 2013

Mysz w Ruchu


ROK LVII • NR 12 • 9 CZERWCA 2013


2013r - Terminarz nadsy砤nia materia丑w


Biblioteka narodowa
Oficjalna witryna banku PKO BP

  Wstecz  Do g髍y  Napisz do nas  DrukujSkomentuj

© 2006-2009 Biblioteka Narodowa