Muzyka wsp蟪czesna
Relacje
Opera
Historia
P硑ty
Archiwum Artyku硑 Ksią縦i P硑ty Autorzy Koncerty Prenumerata Reklamy i Og硂szenia Forum Kontakt
Opera  O niezrozumieniu

Dwie czarno odziane kobiety - jedna w wyraźnie tańszych ciuchach niż druga - siedzą na podłodze przy kartach, obok leży opr贸żniona do połowy butelka czyściochy. Po obu widać, że prześcigają się w przechwałkach, a to co słyszą, coraz bardziej je irytuje i ani chybi zaraz skoczą sobie do oczu. Nagle otwierają się drzwi i wpada przystojny blondyn ubrany tylko w fantazyjne slipy. Chwyta talię kart pokazując z kuglarską zręcznością sztuczkę, pociąga obficie z flaszki, szepcze coś radośnie obu paniom, by w końcu wraz z rozweselonymi nagle towarzyszkami opuścić pomieszczenie. Występ chippendalesa na wieczorze panieńskim? Nie. Prolog Koronacji Poppei wystawionej przez UMFC.
Kształtuje się u nas osobliwy podział stref wpływ贸w. Gdy "wielkie" teatry albo trzymają się z daleka od oper barokowych, albo wystawiają je tak, że lepiej byłoby w og贸le się tych dzieł nie tykać (przykładem Fairy Queen w Poznaniu), inscenizowanie klasyki XVII i XVIII wieku wzięli na swe barki studenci. W ramach spektakli dyplomowych regularnie wystawia się H盲ndla, Monteverdiego, Purcella i Hassego, a odkąd kryzys ograniczył repertuar Warszawskiej Opery Kameralnej, dyplomanci zyskali na te dzieła wręcz monopol. Być może częściowo wynika to z okoliczności, że uniwersytetom łatwiej niż operom znaleźć specjalist贸w od tzw. wykonawstwa historycznego - mają ich pod ręką i większości z nich, jako zaliczającym egzaminy, nie muszą płacić?
Może. Wciąż jednak wypada, by efekt końcowy bronił się bez taryfy ulgowej. O ile dyplomowa Poppea student贸w z Wrocławia, kt贸rą recenzowałem rok temu, spełniała ten postulat, Poppea warszawska nie broni się nawet przy zastosowaniu takiej taryfy. Mimo że pierwsza scena wywarła na mnie nawet lepsze wrażenie niż w tamtej inscenizacji. Orkiestra pod kierownictwem Lilianny Stawarz muzykowała cudownie stylowo, a zgrana była niczym zespoły od barokowych oper francuskich, aż trudno kogoś wyr贸żnić (choć Krzysztofa Garstkę przy pozytywie chyba jednak należy). Znakomicie śpiewające Fortuna (Magdalena Krysztoforska) i Cnota (Marta Czarkowska) okazały się godnymi rywalkami: głos pierwszej był czysty i głęboki, drugiej ostry (co nie przeszkadzało, bo świetnie prowadzony), wyrażający niezłomne przekonanie o własnej racji - w efekcie postać sprawiała wrażenie denerwującej uparciuszki, ale może taka właśnie powinna być Cnota? A Jakub J贸zef Orliński jako Amor - klasa sama dla siebie. Nie dość, że piękny jak Apollo Belwederski i gibki jak kot, to jeszcze dysponujący elastycznym, ciepłym i jasnym głosem; doskonale wie, o czym śpiewa, i umie przełożyć to na aktorstwo.
Rozpisuję się o pierwszej scenie z tego smutnego powodu, że stanowi ona dla mnie jedyne pozytywne wspomnienie z całego spektaklu. Można by ją bez kompromitacji pokazać wszędzie na świecie - koncepcja reżyserska nie była może wybitna, ale śpiewacy wybronili ją świetną grą aktorską. Natomiast reszta opery...
Nie owijając w bawełnę: słowem najlepiej opisującym większość obsady jest przeciętniactwo. Nawet nie przeciętność: przeciętniactwo. Przez co rozumiem szkolną poprawność - w sensie dobrej dykcji i nienajgorszej emisji - ale też mdłą nijakość, wokalną i aktorską. Niezdolność do przekonującego zaśpiewania choćby jednej frazy, nawet gdy dostało się tych fraz niewiele więcej ("Non morir, non morir, Seneca, no!"). Taki był i Othon (Marcin Liweń), i mimo wyr贸żniającej ją mocy w głosie Oktawia (Elwira Janasik), i większość postaci drugo- oraz trzecioplanowych. Odrobinę odstawała od tego schematu Poppea (Dagmara Barna) - na plus, bo lepiej operowała głosem, ale i na minus, gdyż jej sopran jest na tę rolę o wiele za słaby i do tego słychać w nim rażącą manierę, kt贸rą określiłbym jako musicalowo-kabaretową. W dodatku, zwłaszcza w pierwszym i ostatnim duecie z Neronem, zdarzało jej się "rozjeżdżać" z linią melodyczną. Opr贸cz Amora, Fortuny i Cnoty pozytywnie wyr贸żniła się Damigella (Julia Szproch przynajmniej wiedziała, o czym śpiewa i jak wykonywać ten rodzaj partii), bardzo dobry Liktor (Dawid Dubec z uroczą barytonową średnicą) i zwłaszcza świetny, przebojowy Lukan (Aleksander Rewiński o bardzo elastycznym głosie). Nienajgorszy był też Seneka: wprawdzie jego mięsisty bas-baryton okazał się niemiłosiernie ściśnięty w dole skali, ale Paweł Czekała nadrabiał kulturą śpiewu i aktorstwem.
Nie jestem pewien, co rzec o Neronie. Wydało mi się, że dla Kacpra Szelążka właściwsze (w og贸le, nie w tej partii) byłoby śpiewanie "zwykłym" głosem męskim niż kontratenorem, ale mogę się mylić. Jego kontratenorowemu śpiewowi zresztą nie tak wiele można zarzucić od strony technicznej, poza piskliwością, ale sedno problemu tkwi gdzie indziej. Ot贸ż Neron Szelążka - nie znam tego artysty skądinąd, stąd nie wiem: interpretacja to czy nieświadome działanie? - to aktorsko i głosowo duży, rozkapryszony dzieciak, zdolny do wyrażania właściwie jednego uczucia: irytacji, że mu zabrali zabawkę. Dlatego dobrze wypadał w scenach, gdzie Monteverdi kazał mu się gniewać (sąd nad Drusillą i zwłaszcza kł贸tnia z Seneką, z pysznym popisem tupania). Ale przecież partia ta składa się gł贸wnie z duet贸w miłosnych, a tam Szelążek nie wykrzesał z siebie ani krzty żądzy, ani zaczątku interpretacji, nawet patrzył na Poppeę jak na dziwne zjawisko przyrodnicze. Ten brak emocji w połączeniu z jego piskliwym głosem zwyczajnie psuł omawiane sceny.
Niemniej w sferze wokalnej były czasem jaśniejsze przebłyski. Natomiast reżyseria w pełni potwierdzała porzekadło "gdzie kucharek sześć, tam nie ma co jeść". Tu było dokładnie sześć: pięcioro student贸w III roku reżyserii w AT (Barbara Wiśniewska, Grzegorz Reszka, Rafał Swaczyna, Agata Dyczko, Joanna Grabowiecka), z kt贸rych każde dostało do zrobienia po kawałku opery, i Ryszard Peryt jako "opiekun artystyczny" kt贸ry miał czuwać nad sp贸jnością efektu. W praktyce nie uzgodnili nawet takich drobiazg贸w jak spos贸b prowadzenia postaci (Oktawia jako bardziej wyniosła i agresywna od Poppei?). Ginęły więc nawet nieliczne ciekawe rozwiązania: gdy Swaczyna spr贸bował poprzedzić śmierć Seneki żywym obrazem filozofa zastygającego nad misą wody niby medytujący jogin, niesp贸jny z resztą spektaklu pomysł przeszedł bez echa.
Ale na takie subtelności mało kto się silił. Ponieważ z niskobudżetową scenografią (spektakl grano niemal na pustej scenie) nie dało się poszaleć, reżyserzy zaznaczali teren gł贸wnie wstawiając skrajnie głupie, prymitywne gagi. Oktawia, fantazjując o zabiciu rywalki, zgniata cytrynę, po czym wbija n贸ż w drugą; Neron skazując Othona ni z gruszki ni z pietruszki całuje go w usta; obmacywanie się po kroczach (Paź wręcz pr贸buje wepchnąć tam Damigelli cytrynę) jest tak częste, że straciłem rachubę. Na tyle starczyło reżyserom zapału, bo na zapoznanie się z librettem i jego kontekstem historycznym już zabrakło, czego dowodzi kuriozalny finał: podczas arii "Pur ti miro" (zarżniętej oczywiście, jak wszystkie sceny miłosne z tym Neronem i tą Poppeą) z nadscenia zwieszają się trzy zmasakrowane ludzkie kadłubki. Oczywiście ma to być Othon, Drusilla i Oktawia, tyle że w ten spos贸b cała historiozoficzna dwuznaczność opery Monteverdiego idzie w piach. Bo przecież choć w Poppei triumfują łotrzy, podczas weneckiej prapremiery dobrze pamiętano, że Othon przeżył Nerona i sam został po nim cesarzem.
Opisaną tu niedawno Siostrę Angelikę można by - przepr贸bowawszy spektakl z orkiestrą i wzbogaciwszy scenografię - spokojnie pokazać w profesjonalnym teatrze operowym. Nie gorszy poziom trzymały inne inscenizacje UMFC z ostatnich lat. Poppea natomiast, mimo świetnej gry orkiestry, jest żenująca (także pod względem organizacyjnym, bo w eter bardzo długo szły sprzeczne sygnały co do zasad wstępu na spektakl). Nie wiem, czy wpłynęły na to jakieś czynniki obiektywne (zesp贸ł przyznawał, że pr贸by trudno było zmieścić w terminarzu, co sugeruje pośpiech na tym etapie), czy to wypadek przy pracy, efekt zaniedbania kontroli jakości zar贸wno w sferze reżyserskiej, jak i wokalnej. Mam nadzieję, że zastanowi się nad tym i UMFC, i AT - we własnym interesie, bo w końcu najważniejsze, by studenci nauczyli się zawodu porządnie.


Claudio Monteverdi Koronacja Poppei. Kierownictwo muzyczne: Lilianna Stawarz, reżyseria zbiorowa, kostiumy: Anna Nurzyńska. Premiera w teatrze Collegium Nobilium 12 kwietnia 2013.
TOMASZ FLASIŃSKI

ROK LVII • NR 10 • 12 MAJA 2013

Mysz w Ruchu


ROK LVII • NR 10 • 12 MAJA 2013


2013r - Terminarz nadsy砤nia materia丑w


Biblioteka narodowa
Oficjalna witryna banku PKO BP

  Wstecz  Do g髍y  Napisz do nas  DrukujSkomentuj

© 2006-2009 Biblioteka Narodowa