|
|
|
|
|
|
 | ORIENT-OCCIDENT 1200-1700 |
| Dobrymi chęciami piekło wybrukowane. Jak się okazuje, dotyczy to także muzyków. Jordi Savall, poruszony wybuchem nowego konfliktu zbrojnego w Afganistanie w 2001 roku, postanowił stworzyć "duchową przeciwwagę" dla dramatycznego konfliktu cywilizacji Wschodu i Zachodu. | Wraz z nieocenionym bębnistą Pedro Estevanem, weteranem wszystkich jego dotychczasowych zespołów, Katalończyk rozpoczął współpracę z wybitnymi instrumentalistami z Afganistanu (grający na rebabie Khaled Arman i perkusista Siar Hashimi), Turcji (Osman Arman, wirtuoz fletu tulak), Izraela (Yair Dalal, lutnista pochodzenia irackiego), Maroka (lutnista Driss El Maloumi) oraz Grecji (Dimitris Psonis - lutnia saz i santur). Wyszła z tego płyta-dziwo, osobliwe pomieszanie tradycji dworskiej i popularnej, muzyki instrumentalnej oraz transkrypcji muzyki wokalnej: kompozycji Alfonsa X Mądrego, tańców z XIV-wiecznych rękopisów włoskich, tureckich makamów, pieśni Żydów bliskowschodnich i śpiewów sefardyjskich z Bałkanów oraz bliżej nieokreślonych stylistycznie utworów afgańskich, wywodzących się z grubsza z kręgu kultury perskiej.
Jak już Czytelnicy zdążyli się zorientować, do tego rodzaju melting pots (jak to zwą nowojorczycy) podchodzę z rezerwą, ale czasem daję się przekonać, jeśli ranga artystyczna przedsięwzięć usprawiedliwia karkołomne eksperymenty z mieszaniem spuścizny cywilizacyjnej rozmaitych krajów. Tym razem przekonać się nie dam. A to z dwóch powodów. Po pierwsze, Savall poszedł po linii najmniejszego oporu, włączając do antologii kompozycje znudzone do nudności, grane bez krztyny brawury, za to drażniąco rutynowo (co dotyczy zwłaszcza Cantigas oraz tańców włoskich). Każdy kolekcjoner dotychczasowych nagrań Savalla załamie ręce nad skostnieniem jego maniery wykonawczej wobec zabytków europejskiego średniowiecza. Te interpretacje - poza wyraźną poprawą jakości dźwięku, którą zawdzięczamy przede wszystkim postępom w technice nagraniowej oraz wyśmienitej jakości nowszych kopii instrumentów - nie różnią się niczym od dokonań dinozaurów z lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku, by wspomnieć choćby o monachijskim Studiu Muzyki Dawnej. Po drugie, utwory reprezentujące tradycję Wschodu nieznośnie "uładzono", odarłszy je z bogactwa tamtejszych skal (w klasycznej muzyce tureckiej obowiązują jedne ósme tonów, czyli interwały różniące się w przybliżeniu o komat pitagorejski, w związku z czym tamtejsze "półtony" wyraża się miarą około 90 centów, a "całe" tony - 240 centów). Prawdziwa cepelia: odrobina egzotyki jeszcze nigdy nikomu nie zaszkodziła, ale nie zbliżajmy się zanadto do źródeł, bo krytycy napiszą, że fałszujemy.
Najęty jako autor tekstu do książeczki programowej Amin Maalouf (dla niewtajemniczonych - bo w książeczce o nim ani słowa - piszący po francusku Libańczyk, chrześcijanin, ongiś dziennikarz, po wybuchu wojny domowej emigrant, twórca wydanych także po polsku powieści Leon Afrykański, Samarkanda i Skała Taniosa) oznajmia, że "nasz świat nie jest skazany na wieczne rozdarcie; wciąż da się go uratować..." Ja oznajmiam, że płyta Orient-Occident rozdarła mnie na wskroś, bo uwielbiam Savalla. Mam nadzieję, że wciąż jest nadzieja na ratunek.
ORIENT-OCCIDENT 1200-1700
Hesperion XXI, dyr. Jordi Savall
AliaVox AV9848 (2006) | | | DOROTA KOZIŃSKA | |
|
|
|