Muzyka wsp蟪czesna
Relacje
Opera
Historia
P硑ty
Archiwum Artyku硑 Ksią縦i P硑ty Autorzy Koncerty Prenumerata Reklamy i Og硂szenia Forum Kontakt
Opera  Barokowe juwenalia

Że od Koronacji Poppei zaczyna się historia opery komicznej (w tym jej szczeg贸lnego, "weneckiego" podgatunku) i w og贸le tak zwanej opery popularnej, z jej skłonnością do popis贸w wokalnych - w tym div płci męskiej, czyli kastrat贸w - wiadomo powszechnie. Więcej spor贸w budzi interpretacja dzieła, bo samymi wpływami commedia dell'arte trudno wyjaśnić tak widowiskową wygraną Niecnoty z Cnotą: popęd g贸ruje nad rozumem i dzielnością, chytra intryga nad prawością, a seksowna kochanka kręci jak chce swoim cesarzem panem, skazując wrog贸w na śmierć lub wygnanie (co zresztą w latach premiery było też przytykiem weneckich mieszczan pod adresem państwa kościelnego).

  Na pr贸bie spektaklu, Fot. Tomasz Walk贸w  
  Na pr贸bie spektaklu, Fot. Tomasz Walk贸w  
Od kiedy odnaleziono pierwszy rękopis Poppei (w 1888 roku) krytycy mają z nią kłopot, bo XIX wiek wpoił im wizję opery jako busoli moralnej. Że besztać Monteverdiego trochę im głupio - gdyby zaczął tw贸rczość od Koronacji, a skończył na Orfeuszu, można by go pochwalić, że dojrzał - pr贸bują go ratować przed własnymi kryteriami oceny, dowodząc na przykład, że w gruncie rzeczy chce przestrzec tym utworem przed "kryzysem wartości". (W tym świetle pojawia się nieuchronne pytanie, czy wsp贸łczesne farsy z ich wielokątami miłosnymi to aby nie ostrzeżenie przed kryzysem wartości rodzinnych.)
W moim przekonaniu wartość tego dzieła polega po prostu na czymś innym, niż chcieliby analitycy. Zarzut cynizmu nie jest całkiem trafny: Amor triumfuje wszak w obu swoich domenach - namiętności i "miłości czystej" (Othon i Drusilla). Bohaterowie Poppei, wśr贸d kt贸rych istotnie brak postaci jednoznacznie pozytywnych, są nie tylko bliżsi żywym ludziom, niż herosi zaludniający operę seria (kt贸rej konwencję wydrwiono tu bezlitośnie), ale też wcale wiarygodni charakterologicznie jako postacie historyczne. Oczywiście libretto regularnie przykrawa obraz dziej贸w z rzymskich kronik na potrzeby sceny - ale nie bardziej niż Mateusz malarz Hindemitha. Hetero- i homoseksualne smaczki fabuły, podkreślone w odpowiednich chwilach muzyką, obok oczywistych walor贸w farsowych też nieźle oddają ducha epoki, choć niekoniecznie we wspomnianych konfiguracjach kochank贸w (vide duet Nerona z poetą Lukanem). Wenecka publiczność w XVII wieku chwytała też w lot subtelniejsze ironie historyczne: zar贸wno te, jakie zawarto w dziele, jak te, kt贸rych w nim nie zawarto. Przykładem namiętny duet miłosny w finale (dziś wiadomo, że nie napisał tego Monteverdi): słuchając go, pamiętano doskonale, że dalszym ciągiem tej opowieści jest zgon ciężarnej Poppei, podobno skopanej przez Nerona na śmierć (podobno, bo ostatnio historycy sugerują, że cesarzowa mogła po prostu umrzeć w połogu), a zgnębiony przez imperatora Othon kilka lat p贸źniej sam został, acz na kr贸tko, władcą Rzymu.
Ile z tych przewrotności zachowało się w dyplomowym przedstawieniu studenckim, przygotowanym przez wrocławską AM na festiwal "Maj z Muzyką Dawną"? Nie ma wątpliwości, że Koronacja Poppei, ku zakłopotaniu organizator贸w, potwierdziła sw贸j status opery popularnej. W Sali Teatralnej AM, budowanej na użytek znacznie skromniejszych przedsięwzięć, widzowie gnietli się jak sardynki w puszce; jako że brak tam kanału orkiestrowego, zesp贸ł kameralny, a w jego składzie między innymi dwa klawesyny, trzeba było w dodatku upchnąć z boku sali, prawie blokując przejście. Gdyby słusznej postury widz siedzący dwa rzędy przede mną postanowił się nagle przeciągnąć, m贸głby przypadkiem skopać skrzypaczkę z krzesła, a już straszne zamieszanie powstało w połowie I aktu, kiedy pewna mama postanowiła wypchać z sali w贸zek z małą c贸reczką. Bogu dzięki, że grał wtedy tylko klawesyn, bo trzeba by było przerwać przedstawienie.
Tym bardziej doceniam, że zesp贸ł instrumentalny prowadzony od klawesynu przez Tadeusza Zatheya wykonał poprawnie tę niełatwą partyturę. Moim zdaniem nie "zaledwie" poprawnie, tylko "aż" poprawnie - bo nie była to grupa specjalist贸w od muzyki dawnej, tylko studenci AM, zgodzeni do tego zadania w trybie: "przyszli do nas i powiedzieli, że chcą brać udział w operze" (to cytat z jednego z profesor贸w zapowiadających przedstawienie). O dziwo, jeśli komuś z zespołu można by zarzucić mętne, niestylowe granie, to tylko jedynej w tej gronie profesjonalistce Annie Danielewicz (drugi klawesyn), kt贸ra na szczęście szybko się "pozbierała" i odzyskała rezon już po kwadransie.
Elżbieta Lejman-Krzysztyniak osadziła inscenizację w umownej "dawnej" przestrzeni, mającej r贸wnie mało wsp贸lnego z dawnym Rzymem, co z XVII-wiecznymi Włochami. Na scenie poustawiano zbi贸r pseudorzymskich posąg贸w, niezależnie od płci pozbawionych tzw. cech drugorzędnych (Amor tym razem ewidentnie przegrał z Cnotą), do kt贸rych mimo to bohaterowie regularnie się przytulają, jeśli akurat nie mają kochanka na scenie. Scenograf ustawił między nimi dwa kikuty drzewek, a przed nimi meble pokojowe: fotele i sofę, do kt贸rych okazjonalnie dołącza stolik. O ile ten zestaw dekoracji może się wydać cokolwiek niewymyślny, inaczej jest z rekwizytami przenośnymi. Tu można było zaszaleć: Cnota chodzi z puszką i kwestuje wśr贸d widz贸w (tych z pierwszego rzędu - dalej by się nie wcisnęła...), Fortuna rozdaje im losy na loterię, Amor (kt贸ry w tym przedstawieniu przypomina raczej Puka) zamiast łuku ma procę i nie waha się jej używać, uczniowie Seneki łażą zaś wszędzie z zakurzonymi tomami PRL-owskiej Encyklopedii Powszechnej. Wart wzmianki jest pewien pomysł reżyserki, kt贸ry wydaje się z nieco innej bajki, ale całkiem dobrze skomponował się z tą pełną ironii operą: na początku drugiego aktu liktor przynoszący Senece rozkaz popełnienia samob贸jstwa jest ucharakteryzowany na Tanatosa, z czarnymi skrzydłami włącznie.
Kostiumy Anny Utko to w og贸le jeden z najmocniejszych punkt贸w inscenizacji. Takich stroj贸w nie powstydziłaby się żadna opera na świecie - chyba że akurat byłby tam w modzie "realizm dnia codziennego" (założymy się, jak będą wyglądać kostiumy w Poppei Warlikowskiego w Madrycie?). Realizmu tu nie ma, ale jakże to wszystko piękne i wspaniale dobrane... Neronowi zacząłem w pewnym momencie zazdrościć jego pysznych kreacji, zawsze utrzymanych w tonacji biało-czerwonej (aluzja?), a biało-niebieska suknia koronacyjna Poppei (z zaskakującymi wycięciami w talii) i zwłaszcza biało-zielona suknia Drusilli w III akcie na długo zostanie mi w oczach.
Lejman-Krzysztyniak nie jest reżyserką z wykształcenia, jest baletnicą przekwalifikowaną na choreografkę i chyba dlatego siłę napędową jej inscenizacji stanowi gest sceniczny, ruch, drobne komiczne scenki (ach, ta biedna Drusilla w II akcie, pacykowana pudrem przez nianię i przykrywana przez nią po trzykroć chustą, żeby się uleżało...). Scenki miewają charakter bardziej erotyczny niż w libretcie - przykładem duet Pazia z Damigellą, kt贸ry kończy się radosnymi igraszkami pod kocem. Tego rodzaju niekrępujących pieprzot (jak by powiedziała Maria Peszek) w og贸le tu nie brakuje, włącznie z Poppeą, kt贸ra śpiewa spory fragment pierwszego duetu, siedząc Neronowi na brzuchu. Dodatkowo wzmacnia ten efekt wyb贸r obsady przez tw贸rc贸w przedstawienia: wszystkie role przeznaczone przez Monteverdiego dla kastrat贸w powierzono kobietom (nie zawsze tak bywa - vide Jacek Laszczkowski śpiewający Nerona w WOK i w Paryżu).
Jako że na psychikę postaci reżyserka wiele uwagi nie zwr贸ciła, jej rzeźbieniem musieli się zająć sami śpiewacy, na og贸ł nie bez sukcesu. Karolina Trojanowska jako Poppea świetnie udawała urażoną niewinność, a choć przed artystką jeszcze wiele pracy, jej sopran liryczny zapowiada się bardzo dobrze. Już nie zapowiada się, lecz wspaniale błyszczy mezzosopran Marty Motkowicz, w roli Othona naprawdę mogącej uchodzić za mężczyznę. Jeśli Nadia Szagdaj-Gutowska, posągowa Ottavia, będzie się dalej tak rozwijać, w przyszłości stanie się godną następczynią Anny Lubańskiej. Na świetnego, mimo drobnych wibracji w wyższych rejestrach, Pawła Kołodzieja (Seneka) warto zwr贸cić uwagę także dlatego, że Akademia ostatnio miała znacznie więcej szczęścia do głos贸w żeńskich niż męskich. Aktorsko i wokalnie bardzo ładnie odmalowała postać Drusilli Berenika Konar, a Daria Stachowicz w maleńkiej r贸lce Cnoty błysnęła nieoczekiwanie mocnym, wyr贸wnanym, ciemnym sopranem. Zastrzeżenia mam tylko do Aldony Bartnik (Fortuna) kt贸rej głos zdaje się mocno "ściśnięty" i może w przyszłości się rozwibrować.
Wszystkich jednak przyćmiła Katarzyna Pietsch w partii Nerona. Nie z powodu głosu, choć nic jej w tej mierze zarzucić nie można (jej świetnie prowadzony, zadziornie brzmiący sopran jest wręcz predestynowany do "spodenkowych" partii z oper barokowych), ale jakaż to osobowość sceniczna - żadnych tanich greps贸w, umiejętność pokazania charakteru postaci najdrobniejszym ruchem, w roli cesarza - idealnie zespolone władczość i żądza.
Cały zesp贸ł śpiewak贸w pochwalę za idealne zgranie w ansamblach i ch贸rach oraz wspaniałą włoską dykcję, tak ważną w przypadku Monteverdiego. Triumf wrocławskiej Poppei był triumfem wokalist贸w i autorki kostium贸w - wspaniałym popisem młodzieńczego wigoru, akurat na zapoczątkowane skądinąd przez Nerona juwenalia.
Ich starania unaoczniły w pełni dziwną młodość ducha włoskiego mistrza w tej podszytej okrucieństwem zabawie ze światem, jaką jest Koronacja. Bo młodość - niczym we Śnie nocy letniej - właśnie dlatego, że radosna i beztroska, tak często bawi się okrucieństwem.


Claudio Monteverdi Koronacja Poppei. Kierownictwo muzyczne: Tadeusz Zathey, reżyseria: Elżbieta Lejman-Krzysztyniak, scenografia: Jan Romanowski, kostiumy: Anna Utko. Premiera w Sali Teatralnej Akademii Muzycznej we Wrocławiu 17 maja 2012
TOMASZ FLASIŃSKI

ROK LVI • NR 13 • 24 CZERWCA 2012

Mysz w Ruchu


ROK LVI • NR 13 • 24 CZERWCA 2012


2013r - Terminarz nadsy砤nia materia丑w


Biblioteka narodowa
Oficjalna witryna banku PKO BP

  Wstecz  Do g髍y  Napisz do nas  DrukujSkomentuj

© 2006-2009 Biblioteka Narodowa