Muzyka wsp蟪czesna
Relacje
Opera
Historia
P硑ty
Archiwum Artyku硑 Ksią縦i P硑ty Autorzy Koncerty Prenumerata Reklamy i Og硂szenia Forum Kontakt
Relacje  Ruch i dźwięk w ponowoczesności

32. Warszawskie Spotkania Teatralne, 24 marca-3 kwietnia

  Scena ze spektaklu <i>Grajk贸łko </i>, Fot. Wojtek W贸jcik  
  Scena ze spektaklu Grajk贸łko , Fot. Wojtek W贸jcik  
Nastały takie czasy, że zjawiskom otaczającego świata przestały odpowiadać przypisywane im dotychczas pojęcia, a pojęcia przepełniają treści już inne niż te, do jakich z grubsza przywykliśmy. Przychodzi nam teraz chłonąć pokulturę, a w niej pomuzykę (?), formy postoperowe i ponowoczesny teatr, kt贸rym rządzą elementy z innych dziedzin sztuki, w tym ruch i dźwięk. Poszerzyło to niepomiernie obszary estetyki teatru. Instytut Teatralny, organizując Warszawskie Spotkania Teatralne, zaprosił do stolicy spektakle nie tylko postdramatyczne i - jak w minionym roku - dla dzieci, lecz r贸wnież taneczne; wszystkie w nurtach gł贸wnym i towarzyszącym. Obudowano je spotkaniami z publicznością, refleksją z dziedziny pedagogiki teatralnej, warsztatami i dysputami. Ogarniają, jak się okazuje, nowe przestrzenie społeczne, lokując swe działania w r贸żnych środowiskach wielkomiejskich i młodzieżowych, a także wśr贸d ludzi starych, małych i chorych.
Przez tydzień z okazji Międzynarodowego Dnia Teatru trwała akcja "Dotknij teatru". W jednym tylko wojew贸dztwie mazowieckim, czyli w centrum Warszawy i jej dzielnicach: na Pradze, Bielanach, Mokotowie, Targ贸wku, Powiślu, Kole, Saskiej Kępie i w J贸zefowie, w akcji wzięło udział ponad trzydzieści teatr贸w - państwowych, prywatnych i alternatywnych - oraz Ośrodk贸w Kultury. Zapraszały na pr贸by otwarte, wycieczki po teatrach, czytanie sztuk, pokazy umiejętności; na przykład Teatr Kr贸lewski działający przy Muzeum Pałacu w Wilanowie objaśniał kunszt fechtunku i tańc贸w z epoki. Zapraszały też, ma się rozumieć, na przedstawienia. Teatr Wielki, jako jedyny z muzycznych, oferował hojnie cztery miejsca na Wojnę i pok贸j Prokofiewa w gościnnym wykonaniu Teatru Maryjskiego pod batutą Walerego Gergiewa (choć bilety wyprzedano p贸ł roku temu) i dziesięć miejsc na spektakl Polskiego Baletu Narodowego Tristan.
W minionym roku WST we wsp贸łpracy z Towarzystwem Przyjaci贸ł Szalonego W贸zkowicza testowały dostępność teatr贸w dla os贸b niepełnosprawnych i widzowie-inwalidzi pojawiali się na przedstawieniach. Teraz choreograf Rafał Urbacki, kt贸ry sam wiele lat spędził na w贸zku inwalidzkim, pokazywał autoironiczny spektakl W Przechlapanem, zrealizowany z grupą ludzi o motoryce alternatywnej, wyłonionych podczas warsztat贸w taneczno-ruchowych. Pod okiem Urbackiego dotkniętym przez los udaje się pokonywać fizyczne ograniczenia. Tańczy u niego karlica i kobieta z rozszczepem kręgosłupa, inna - pozbawiona mazi stawowej - krzesze hołubce, występuje też niedosłysząca śpiewaczka. Starzejący się tancerze spełnili się z kolei w projekcie Agnieszki Błońskiej Był sobie Dziad i Baba (przedstawianym już w Teatrze Wielkim na II Międzynarodowych Dniach Tańca w 2010 roku).
W og贸le nurt teatr贸w tańca, wprowadzony na WST wraz z Instytutem Muzyki i Tańca, wydatnie wzbogacił ich program. Z Poznania przyjechał Tryptyk - monodram choreograficzny Mikołaja Mikołajczyka do rozmaitej muzyki, od Purcella do Zbigniewa Kozuba. Autobiograficzny utw贸r tancerza, kt贸rego wypadek wytrącił ze świata uprawianej przezeń sztuki baletu klasycznego, powstawał kilka lat, dając świadectwo bolesnego przywracania sprawności ciału, narzędziu pracy artysty.
Nie mogłam obejrzeć budzącego uznanie Hamleta - dyplomowego spektaklu student贸w wydziału tańca w Bytomiu uruchomionego w roku 2007 przy krakowskiej PWST. Przygotowali go pierwsi absolwenci specjalizacji aktor teatru tańca - a ponieważ w 2009 roku otwarto tam także studia w zakresie reżyserii opery, krakowska uczelnia jako jedyna w Polsce kształci teraz profesjonalist贸w dla wszelkich form teatru, r贸wnież muzycznego.
Na uwagę zasługiwało Le Sacre, gdańsko-poznańskiego Stowarzyszenia Dada von Bzd眉l枚w. Pretekst dla tw贸rc贸w spektaklu (Leszek Bzdyl i Katarzyna Chmielewska) stanowiła rzekoma korespondencja o planowanym Święcie wiosny librecisty baletu Mikołaja Roericha z Igorem Strawińskim. M贸wione niby prywatnie przez jedną z aktorek fragmenty apokryficznych list贸w Roericha przedstawiały jego poglądy filozoficzne i rozmaite cytaty, w tym przeraźliwy opis śmierci zadawanej starcom w sekcie filipon贸w w XVIII wieku. Przedzielane takimi tekstami obrazy scenicznej akcji wypełniał miękki ruch elastycznych ciał młodych ludzi: ani balet, ani pantomima, a jeśli taniec, to z silnym elementem performansu. Następowały po sobie ruchowe i głosowe odcinki solowe, kameralne i zespołowe ośmiorga aktor贸w. Niekt贸re zapadały w pamięć, jak akrobatyczny z laską, konwulsyjny "taniec świętego Wita", czy wokalny, pęczniejący do krzyku klaster.
Niejednokrotnie w fantazyjnych układach sczepiały się pary, lecz z ich relacji nie rodziła się agresja ani erotyzm, a nagość była bardzo dyskretna. Doskonałe kostiumy (Sławek Błaszewski), każdy inny, z pozoru zgodny z młodzieżową modą, a przecież teatralny, sytuował całą tę instynktowną raczej niż wyrozumowaną ludzką ruchliwość w dniu dzisiejszym.
Co pewien czas powracała, analogicznie do Święta wiosny, sytuacja z Dziewczyną-Ofiarą - w Le Sacre wleczoną albo niesioną, to zn贸w pochłoniętą własnym, dziwnym obrzędem. Nie dziwi, że pomysł przewrotnej wizji arcydzieła - granicznego kamienia świata nowoczesnej sztuki - zafrapował ponowoczesnych artyst贸w. Zwłaszcza że za credo (przypominane ze sceny) przyjęli myśl buddyjską "lepsze jest uśmiechnięte zmyślenie niżeli ponura fikcja prawdy" i afirmację niesp贸jności: stylu w sztuce, religii i w og贸le wszystkiego. Zgodnie z tym fonosfera miejsca gry pozostawała bez związku z dobiegającą z głośnik贸w muzyką Mikołaja Trzaski. To jeden z ciekawszych artyst贸w z pobrzeży jazzu i improwizującej alternatywy, tu jednak zdecydował się na mechaniczny, za przeproszeniem, łomot dyskotekowy; owszem, czasem milknął on nagle, zmieniał tempa i figury rytmiczne. Zgoda, że rytm jest zasadniczym tworzywem arcydzieła Strawińskiego, ale żeby w aż tak naiwne popaść skojarzenia? Na tym tle (albo bez) toczyło się samotne melodyczne snucie - wymowne, więc obstawiałabym saksofon Trzaski. Nie wychwyciłam deklarowanych odniesień do Strawińskiego, poza chwilą, w kt贸rej na otwarcie spektaklu przemknął, mocno przytłumiony słynny inicjalny temat fagotu. Zamknął zaś całość odgłos odjeżdżającego pociągu. Sens tego odjazdu (dokąd?) pozostał dla mnie zagadką.
W kategorii "małych WST", dla dzieci (od 7 lat) znalazło się AB3 szwedzkiego zespołu Norrdans w choreografii Martina Forsberga. Maski z białej szminki odczłowieczały twarze czworga tancerzy, krążyli wok贸ł wydrążonego czarnego drzewa, zanurzona tam ręka obrosła w czarne strzępy, jedna głowa zmieniła się w czarny łeb konia, drugiej zaciągnięto czarny worek; w og贸le dominowała czerń. Spektakl ewidentnie odwoływał się do baśniowych horror贸w - w intencji tw贸rcy AB3 miał pokazywać "trudność bycia czwartym" (Skandynawowie jakoś zawsze dostrzegali trudności w czym innym niż Sarmaci...). W strefie dźwięku świergoliły ptaki, gdzieniegdzie brzmiał Aphex Twin, a Bach i Vivaldi (kiepsko odtwarzani pod względem technicznym) służyli sekwencjom stricte baletowym.
Atrakcją była pierwsza po długiej nieobecności w Warszawie wizyta Wrocławskiego Teatru Pantomimy. Przybył z Mikrokosmosem dla dzieci (od lat 6). Tytuł krył sceniczną opowieść Konrada Dworakowskiego na kanwie bajki Andersena Calineczka. Z dawnych gwiazd Pantomimy w obsadzie figurował Marek Oleksy, pozostali byli młodzi, lecz r贸wnie niezawodni warsztatowo. Wcielali się w Żuki, Mr贸wki, Kijanki i przepiękne w kolorach Motyle, rzeczywiście budzące pragnienie latania. Artykułowali na żywo głosy Żab i Os. Urzekła Biedronka-elegantka. Drobna bohaterka, z kt贸rą mogły się utożsamiać siedzące na widowni dziewczynki, stopniowo poznawała zaczarowany świat małych stworzeń, a na koniec przemieniała się - nie odgadłam, w co, lecz siedząca obok mnie panienka bez wahania orzekła, że w Jask贸łkę. C贸ż z tego wszystkiego, skoro towarzysząca muzyka popadała w serwowany na tak zwanym podkładzie melancholijny banał, w nastroje orientalne bądź po h盲ndlowsku uroczyste (na finał). Firmował ją Piotr Klimek, kt贸ry, sądząc po programie poprzednich WST, wyrasta na wziętego kompozytora w przedstawieniach dla dzieci. A przecież niegdyś dla Pantomimy powstawały partytury Juliusza Łuciuka i Augustyna Blocha.
Dobierana, kombinowana, tworzona specjalnie, zwykle odtwarzana automatycznie muzyka, spełniała zatem funkcje konwencjonalne: ilustracji, kurtyny, rytmicznego tła, wyr贸żnienia ważnego momentu, pogłębiania nastroju w kontrapunkcie lub zgodności - najrzadziej znaczącego komentarza lub wsp贸łkomponentu, jak w Pokolorowankach z Teatru Lalki i Aktora Pinokio z Łodzi dla dzieci (od 2 lat). W tym przypadku akompaniament Pavla Helebranda, służący do odkrywania kształt贸w, barw i brzmień otaczającego je świata, zagrano na szkle. Niewiele przedstawień stawiało na kreatywność i pobudzanie dźwiękowej wyobraźni. Wyspecjalizował się w tym skromny poznański teatr Atofri; jego tajemniczą nazwę wymyśliło dziecko rysujące pierwsze literki. Założyły go dwie absolwentki tamtejszej Akademii Muzycznej, Beata Bąblińska i Monika Kabacińska, wychowanki wybitnej rytmiczki Teresy Nowak. Teatr działa w Centrum Kultury Zamek i w jego pracowniach powstają ustalane wsp贸lnie koncepcje scenograficzne i rekwizyty. Wszelkie pomysły obu aktorek, autorek i animatorek zarazem, wynikają z ich doświadczeń pedagogicznych. Są zawsze adresowane do najmłodszych (do 5 lat). Mają doskonałą dramaturgię: z element贸w buduje się całość. Przenika je atmosfera zabawy.
W ubiegłym roku pisałam o spektaklu Pan Satie z muzyką Satie graną na pianinie. Atofri ma także w repertuarze Lulajkę ułożoną z kołysanek i dźwięk贸w harmonii, Słonia Trąbibombi z muzyką na instrumentach perkusyjnych tworzoną w trakcie przedstawienia, Jabłonkę wypełnioną śpiewem, tańcem i ludowymi zabawami, inspirowaną tekstem ze zbior贸w Oskara Kolberga. Tej wiosny przywieziono Grajk贸łko z improwizującym pięknie fletem (Sylwiana Firin-Gramowska). Aktorki i flecistka krążyły w koło, na scenie otoczonej kołem dzieci i kołem rodzic贸w, były tylko koła, k贸łka i kule w ciepłych, naturalnych kolorach, drewniane i przezroczyste. Zgodnie z tytułem k贸łka grały wydając dźwięki drzew (stukot uderzanych jedne o drugie), ziemi (szeleszczący piasek i grzechot kamyk贸w), wody (bulgotała w szklanym naczyniu), a proste rymowanki Maliny Prześlugi nadawały imiona tym żywiołom. Zawieszone na kolistym pręcie metalowe płatki delikatnie dzwoniły. Na koniec pozaczepiana o siebie fantazyjna konstrukcja dawała koncert wszystkich dźwięk贸w razem, a zaproszone do zabawy dzieci po swojemu wykorzystywały przyjazne przedmioty. Animatorski potrafiły wyciszyć nawet maluchy z ADHD - trudniej zwykle bywa z rodzicami z ADHD...
Pedagodzy teatralni urządzali też warsztaty dla dzieci. Mogły lepić, rysować, kleić, robić film i rapować (poza rapem innych wiązań z muzyką nie było). W holu Instytutu Teatralnego stawała drewniana żyrafa, kładziono kolorową kredę do jej zamalowywania. Były też warsztaty dla nastolatk贸w - na temat młodzieżowego superbohatera: dramaturgiczne i choreograficzno-dramaturgiczne oraz teatralne i teatralne w sytuacji muzealnej. Jak owocowała ta rozbudzana w dzieciństwie i młodości kreatywność i wyobraźnia, ukazywały przedstawienia wykreowane przez dorosłych. Hm...
  Scena zbiorowa z <i>Pana Tadeusza</i> Teatru Starego z Krakowa, Fot. Ryszard Kornecki  
  Scena zbiorowa z Pana Tadeusza Teatru Starego z Krakowa, Fot. Ryszard Kornecki  
Ich wrażliwość muzyczną ilustrowało choćby to, że znani reżyserzy wybierali na przykład muzykę zespołu Moja Adrenalina (III Furie z Legnicy). Niekt贸rzy, między innymi Jan Klata (Utw贸r o Matce i Ojczyźnie z Wrocławia) i Michał Zadara (Wielki Gatsby z Bydgoszczy), sami dokonali muzycznych opracowań. Można się zasępić nad ich dobrym samopoczuciem, ale też trzeba zrozumieć, że tak z pewnością wypadało taniej... WST sfinansowały Miasto Stołeczne Warszawa i Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, mało kto jednak odczuwał wdzięczność. R贸wnolegle bowiem toczyły się debaty Kto zapłaci za kulturę? i Zmierzch teatru?, a po spektaklach znani aktorzy odczytywali protest przeciwko komercjalizacji teatru i uszczuplaniu środk贸w na działalność teatr贸w określanych mianem artystycznych lub eksperymentalnych.
Zabrakło przedstawień z muzyką wysokiej rangi, jak Agaty Zubel przed rokiem. Partytura Aleksandry Gryki (skrytej pod kryptonimem IEN) zn贸w stanowiła tworzywo dla Ch贸ru Kobiet, zespołu wymyślonego i założonego przez Martę G贸rnicką, autorkę i reżyserkę dyrygującą spektaklami. O ile pierwszy Ch贸r zafascynował mnie oryginalnym językiem przekazu, łączącym rytmizowany ruch z dźwiękiem i indywidualność ze zbiorowością oraz siłą buntu przeciw roli kobiety w wsp贸łczesnych społecznościach - o tyle drugi odebrałam tylko jako echo tamtego odkrycia. Tymczasem ten drugi właśnie, Magnificat, zyskał miano "rewelacji sezonu", zdobył wyr贸żnienia jako najlepsze przedstawienie teatru alternatywnego w Polsce i za najlepszą muzykę teatralną (w ankiecie miesięcznika "Teatr") oraz na Przeglądzie Teatr贸w Małych Form w Szczecinie; objechał kilka ważnych teatralnie miejsc świata (m.in. Londyn i Tokio) oraz miast w kraju.
Największe wzruszenie Ch贸r Kobiet przeżył w Suwałkach, gdzie kobiety płakały i m贸wiły, że to o nich. Ja byłam świadkiem, jak osoba wierząca wychodziła po spektaklu zbulwersowana, że w majestacie teatru aż tak można bluźnić. Był to bojowy spektakl o ideologicznej i estetycznej władzy Kościoła nad kobiecym ciałem. Cytując słowa reżyserki, chciała "rozbroić obraz kobiety zaklęty w Polsce w obrazie Matki Boskiej"; dodajmy: Matki Boskiej z dzieciątkiem. W muzyce IEN, może nie tak klarownej formalnie, jak poprzednia, splatają się r贸żnorodne warstwy dźwięku (także sample), więcej w niej śpiewu. Brzmi nawet kilkugłosowa fraza Magnificat Bacha, co finałowi nadaje niespodzianie wzniosłość. Magnificat G贸rnickiej to jednak replika na gorzką dzisiaj w Polsce treść sł贸w tego hymnu wypowiadanych przez Marię: "Wielbij duszo moja Pana". No właśnie: pana. Każdego pana - mężczyznę w domu, księdza, Boga. Wielbij i już.
Zaskakujące, że spośr贸d dziewięciu przedstawień gł贸wnego nurtu, opartych na rozmaitych tekstach, w tym samych reżyser贸w, najbardziej wziętym autorem okazał się... Adam Mickiewicz. Wykorzystano go bowiem dwukrotnie: w Dziadach i Panu Tadeuszu. W Dziadach (Teatr Polski w Bydgoszczy) wykorzystano niecnie. Reżyser Paweł Wodziński utrzymał je mianowicie w konwencji smętnej zgrywy gromady wykluczonych mamroczącej niechciane słowa wieszcza. Dochodziła do tego z głośnik贸w dość przypadkowa muzyka gitarzysty Stefana Węgłowskiego, czyli najczęściej brząkanie gitary albo gitara z melodyjką, co wzmacniało jeszcze ton drwiny. Były zabawy aktor贸w z mikrofonem i głośnością. Gitarę brali też do ręki więźniowie w Celi Konrada,
Podśpiewując: "M贸wcie, jeśli wola czyja" i "Nie dbam jaka spadnie kara". Tytuł głosił wprawdzie Dziady. Performance, lecz nie dość moim zdaniem usprawiedliwiał koncept reżysera. Tym bardziej że koncept pękł, gdy przyszły sceny, kt贸re wymusiły ujęcie ich serio: z Księdzem Piotrem (Mateusz Łasowski), Panią Rollison (Beata Bandurska), Nowosilcowem (Roland Nowak), a zwłaszcza znakomicie ustawiony Bal u Senatora, gdzie zabrzmiał menuet z Don Giovanniego; no właśnie - Mickiewicz tak rytmicznie Bal napisał, że bez Mozarta ani rusz!
Ale wszystkie zniesmaczenia i rozczarowania (z relacji innych obserwator贸w wiem, że było ich wiele) zrekompensował wyśmienity Pan Tadeusz czyli Ostatni zajazd na Litwie, nie tak dawna (z grudnia 2011) premiera Narodowego Teatru Starego w Krakowie. Reżyser Mikołaj Grabowski razem z Tadeuszem Nyczkiem po mistrzowsku skondensowali tekst arcydzieła; zostawili najbardziej znane fragmenty, nie zgubili rytmu wiersza i tak skonstruowali całość, by wyrazić wszystko, co tam zawarte - urok przeszłości, humor, ironię, czułość, a także ciągle aktualną prawdę o polskich charakterach, nawet proroczą gorycz teraźniejszości.
Wizji Grafowskiego podporządkował się karny zesp贸ł aktor贸w z gwiazdami wsp贸łczesnej sceny i ekranu. Z najwyższą kulturą słowa recytowali poezję, czasem ch贸rem, przeważnie osobno, m贸wiąc zarazem głosami granych postaci: Krzysztof Globisz (Sędzia), Jan Peszek (Wojski), Tadeusz Huk (Gerwazy) i młodsi wiekiem, lecz r贸wni rangą r贸l Krzysztof Wieszczek (Tadeusz), Katarzyna Krzanowska (Telimena), Magda Grąziowska (Zosia) oraz wielu innych. Rozmaitość temp, barw, tonacji i intonacji, a przy tym naturalność, z jaką m贸wili językiem zdumiewająco wsp贸łczesnym, choć liczącym dobrze ponad p贸łtora wieku, budziła prawdziwy podziw.
Na miejscu gry brakło kurtyny i teatralnych dekoracji; jakieś drewniane słupy, zasłonki, wsuwane niedbale proste rekwizyty (krzesło, st贸ł), otwarta czeluść zamiast horyzontu - jakby zacząć się miało Wyzwolenie Wyspiańskiego albo pr贸ba. Bo może cały ten Pan Tadeusz oznacza kolejną z naszych nieustannych pr贸b szukania tożsamości narodowej? Wkracza gromada pielgrzym贸w, ubranych jak my dzisiaj, z chorałową pieśnią kościelną. Śpiewa przecież nie "Litwo, ojczyzno moja", lecz "O, Matko Polsko... ", jak w Epilogu poematu. Inny, recytatywny chorał niesie potem inwokację "Panno święta, co Jasnej bronisz Częstochowy i w Ostrej świecisz Bramie".
Muzykę skomponował Zygmunt Konieczny, bezbłędną w swej lapidarności: wokalne unisony, najwyżej puste kwinty lub oktawy, kr贸tkie ingerencje, wymowne pojedyncze dźwięki, też surma bojowa i bęben, gdy przychodzi rwetes i pada hasło "Hajże na Moskali!". Wykonują ją na żywo, obecni na scenie, ledwo przesłonięci, wyborni instrumentaliści - Tomasz G贸ra (skrzypce), Jacek Kociuban (wiolonczela), Wacław Mulak (trąbka), Marek Pawlik (puzon) i Jacek Wać (perkusja), pod kierunkiem Mieczysława Mejzy (skrzypce).
W pierwszej, quasi-rapsodycznej części przedstawienia aktorzy "czytają" Pana Tadeusza z małych, starych książek i stopniowo odnajdują się w postaciach z lektury, nie tracąc jeszcze poczucia chwili bieżącej (wyjątkowo ekspansywny epizod Zosi-raperki). Po antrakcie wchodzą już w kostiumach z epoki (wysmakowana scenografia Jacka Uklei) i zaczyna się pyszny teatr. Zapada w pamięć śpiewne zawodzenie bezradnego Żyda Jankiela, bawi prześmieszna edukacja Zosi, porusza spowiedź brzuchatego Księdza Robaka, zachwyca scena, gdy Hrabia błądząc po lesie z malarską paletą dostrzega dwa stawy ( "Jeden staw, co toń jasną i brzeg miał piaszczysty modrą piersią jęk wydał cichy, uroczysty" - "drugi staw, z dnem błotnistym i gardzielem mętnym odpowiedział mu krzykiem żałośnie namiętnym") i odzywają się żaby ("polskie żaby!"); Konieczny ułożył ich ch贸r w formę stojącej niczym powierzchnia wody rozmowy głos贸w kobiecych i męskich. Ale w polsko-rosyjskiej burdzie w Soplicowie spod komediowego przebija już ton serio. Audytorium obiega zatrważająco bliski stukot galopujących koni. Na koniec scenę spowija mgła (co to "nie szła do g贸ry [...] ale coraz spadała"). Znika w niej świat Pana Tadeusza. Zostaje Jan Peszek i z niewzruszonym spokojem ironisty snuje Mickiewiczowską narrację aż do sł贸w: "Jezdni migają jak duchy, tylko słychać raz po raz tętent kopyt głuchy". Znowu przypomina się Wyspiański i finał
Wesela.
Po spektaklach w Klubie Festiwalowym WST, czyli Caf茅 Kulturalnej w Pałacu Kultury, odbywały się nocne koncerty. Ich dob贸r pozostawał w gestii młodej ekipy z Instytutu Teatralnego, niezawodnej w rozrysowaniu skomplikowanej logistycznie mapy festiwalu, acz pokoleniowo nawykłej do muzyki z prądem i nagłośnieniem. Mieli pewnie rację, m贸wiąc, że dla innej, wymagającej pewnego skupienia i refleksji, w Caf茅 Kulturalnej z piwem i pizzą nie ma odpowiedniego klimatu. Z ciekawszych propozycji w Klubie odnotuję więc tylko udział didżeja Envee, poznańskiej grupy Hellow Dog grającej neuro'n'roll, wokalistek zespołu Ballady i Romanse śpiewających m.in. wiersze Czesława Miłosza, oraz nowej, kilkunastoosobowej Warszawskiej Orkiestry Rozrywkowej im. Igora Krenza - a także tych odwołujących się do mody na retro: Ani Rusowicz przypominającej niegdysiejsze przeboje jej mamy Ady, oraz formacji Janek i jego Combo, kt贸ra ożywia stare piosenki warszawskich ulic i dancing贸w.
MAŁGORZATA KOMOROWSKA

ROK LVI • NR 12 • 10 CZERWCA 2012

Mysz w Ruchu


ROK LVI • NR 12 • 10 CZERWCA 2012


2013r - Terminarz nadsy砤nia materia丑w


Biblioteka narodowa
Oficjalna witryna banku PKO BP

  Wstecz  Do g髍y  Napisz do nas  DrukujSkomentuj

© 2006-2009 Biblioteka Narodowa