Muzyka wsp蟪czesna
Relacje
Opera
Historia
P硑ty
Archiwum Artyku硑 Ksią縦i P硑ty Autorzy Koncerty Prenumerata Reklamy i Og硂szenia Forum Kontakt
Recenzje  Lutosławski autentyczny

Choć od śmierci Witolda Lutosławskiego upłynęło osiemnaście lat, zainteresowanie osobą kompozytora i jego muzyką - wbrew szerzonym kiedyś przez niekt贸rych przepowiedniom - ani trochę nie zmalało. Ur贸sł stos poświęconych kompozytorowi książek. Osobną w nim grupę stanowią obszerne rozmowy z Lutosławskim, wywiady-rzeki autorstwa m.in. Tadeusza Kaczyńskiego (1972), B谩linta A. Vargi (wyd. angielskie 1976), Jeana-Paula Couchoud (wyd. francuskie 1981) czy Iriny Nikolskiej (wyd. polskie 2003), nie licząc rozlicznych wywiad贸w udzielanych przez kompozytora prasie. Jeśli się przy tym napomknie o książce Grzegorza Michalskiego Lutosławski w pamięci, zbierającej wspomnienia os贸b bliskich tw贸rcy Musique fun膷bre, jego portret wydaje się już naszkicowany nawet w detalach.
Atoli pojawiła się książka wprawdzie formalnie z tej samej grupy, lecz znacznie r贸żniąca się od innych charakterem. Już sam jej tytuł wiele o tym m贸wi: Lutosławski o sobie. Autorką jest Zofia Owińska, pianistka po studiach u Bolesława Woytowicza, przez lata związana najpierw z Rozgłośnią Polskiego Radia we Wrocławiu, gdzie pracowała w redakcji muzycznej, a w latach 1990-1991 pełniła funkcję zastępcy redaktora naczelnego, potem z Programem Miejskim Radia Wrocław, w kt贸rym jako prezenter (i dyrektor p贸źniejszego Radia RAM) ujmowała słuchaczy wysoką kulturą słowa i sympatycznym tembrem głosu. Urodziła się we Wrocławiu w rodzinie lekarzy. Ojciec, Tadeusz Owiński, był znanym w całej Polsce chirurgiem stomatologiem, profesorem i dyrektorem Kliniki Chirurgii Szczękowej tamtejszej Akademii Medycznej.
Jednym z licznych jego pacjent贸w, a zarazem przyjacielem domu był Tadeusz Marek, publicysta i pisarz muzyczny. To za radą Tadeusza Marka Witold Lutosławski zdecydował się w roku 1956 na pierwszą wizytę w gabinecie stomatologicznym profesora. Tak narodziła się przyjaźń między lekarzem a kompozytorem, kt贸ra objęła także ich rodziny. Lutosławscy, ilekroć przyjeżdżali do Wrocławia, zatrzymywali się u gościnnych Owińskich. Zofia od razu stała się ulubienicą kompozytora. W roku 1957 skomponował dla niej, w贸wczas dziesięcioletniej uczennicy szkoły muzycznej, Zasłyszaną melodyjkę, miniaturę na fortepian na 4 ręce, kt贸rą niebawem wykonała z koleżanką na koncercie transmitowanym przez miejscową rozgłośnię radiową i słuchanym przez kompozytora w Warszawie.
O wizytach Lutosławskich na wrocławskim Zaciszu pisała: "Byli gośćmi, kt贸rzy starali się nie sprawiać żadnych kłopot贸w. Niezwykle punktualni na ustalonych godzinach posiłk贸w, jadali bardzo skromnie. Żartowaliśmy w domu, że jadają jak wr贸belki [...]. Podczas kolacji zazwyczaj schodziła się cała nasza rodzina. Nawet w贸wczas, gdy Witold był już kompozytorem o światowej sławie, nie czuliśmy nigdy jego obecności w spos贸b obcy. Gł贸wnym tematem rozm贸w były sprawy związane z polityką, moich Rodzic贸w i państwa Lutosławskich łączyła bowiem głęboka niechęć do komunizmu, trudne doświadczenia wojenne i wiele uciążliwości związanych z funkcjonowaniem w reżimie komunistycznym" (s. 9-10).
Wieloletnia zażyłość sprawiła, że kiedy w roku 1991 Zofia Owińska zaproponowała kompozytorowi przeprowadzenie z nim i nagranie dłuższej rozmowy (przedtem nagrała sporo okazjonalnych, kr贸tkich wywiad贸w dla radia), Lutosławski przystał na to z radością. W najbliższych możliwych dla kompozytora terminach zostały zarejestrowane w jego domu - 25 kwietnia i 16 września 1992 roku - dwie rozmowy. One właśnie stanowią treść książki (obszerne ich fragmenty można wysłuchać dzięki płycie CD dołączonej do książki).
Na czym polega wyjątkowy charakter publikacji? Wyjaśnia to we wstępie Jedyny taki wywiad Grzegorz Michalski, prezes Towarzystwa im. Witolda Lutosławskiego, wsp贸łwydawcy książki: "W swoich częstych kontaktach z dziennikarzami, a jeszcze bardziej w tekstach publikowanych pod własnym nazwiskiem, Lutosławski starannie dbał o poprawność i precyzję wypowiedzi, nie pozwalał sobie na kolokwializmy, niedyskrecje, konsekwentnie unikał wątk贸w dotyczących życia rodzinnego [...]. Tym razem, i jest to przypadek odosobniony, stary mistrz opowiada o sobie, swoich bliskich i o muzyce z mniejszą niż zwykle powściągliwością, okazując rozm贸wczyni serdeczność, na jaką nie m贸gł liczyć żaden inny dziennikarz" (s. 7).
To fakt, że o najbliższych mu osobach wypowiada się nadzwyczaj lakonicznie. O matce - niewiele ponad to, że "miewała okresy bardzo ciężkiej depresji [...]. Miewała też okresy dobrego samopoczucia, może nawet za dobrego jak na normalne wymagania - ale to należało właśnie do jej choroby" (s. 20). Podobnie skąpo o żonie, pasierbie, braciach. Wszelako wiadomo skądinąd, jak bardzo był wobec nich serdeczny i opiekuńczy.
Sporo za to możemy się dowiedzieć o przyjaźniach z muzykami, także z innymi artystami. Książka nie ma indeksu nazwisk (i słusznie, bo nie jest nudną cegłą naukową), ale gdyby go miała, lista byłaby długa. Ograniczmy się do nazwisk os贸b, kt贸rym Lutosławski zadedykował swe utwory lub o kt贸rych myślał jako ich wykonawcach: Mario di Bonaventura, Nadia Boulanger, Dietrich Fischer-Dieskau, Maria Freund, Heinz Holliger, Ursula i Philip Jones, Berthold Lehmann, Anne-Sophie Mutter, Peter Pears, Alan Richardson, Mścisław Rostropowicz, Paul Sacher, Georg Solti, Michael Vyner, z Polak贸w zaś Zbigniew Drzewiecki, Grzegorz Fitelberg, Stefan Jarociński, Jan Krenz, Witold Małcużyński, Tadeusz Ochlewski, Witold Rowicki, Stefan Śledziński, Mieczysław Tomaszewski, Krystian Zimerman...
Portrety tych i innych przyjaci贸ł lub znajomych, malowane ciepłymi, pełnymi uznania słowami, często ubarwione zabawnymi anegdotami, ale nie unikające ani nie fałszujące prawdy o portretowanych, świadczą także o samym Lutosławskim. Jawi nam się człowiek o zdecydowanych, nieskazitelnych pod względem moralnym, klarownie wypowiadanych sądach, przy tym nienapuszony, naturalny, pozbawiony jakiejkolwiek obłudy, czyli taki, jakim był - jednym słowem: autentyczny.
Fascynującym wypowiedziom Lutosławskiego towarzyszy album sympatycznych fotografii oraz faksymili贸w list贸w, jakie kompozytor kierował do rodziny Owińskich. Z załączonego faksymile nut można z przyjacielem lub przyjaci贸łką zagrać na cztery ręce Zasłyszaną melodyjkę. Co, nie wszyscy grają na fortepianie? Niechże zatem przynajmniej kupią co rychlej i przeczytają ciekawą książkę. Jeśli nakład zostanie wyczerpany, a wydawnictwo słowo / obraz terytoria nie wznowi jej na przyszłoroczne stulecie urodzin Lutosławskiego, opieszali będą mogli się tylko obejść smakiem.

Zofia Owińska Lutosławski o sobie, [wprowadzenie] Grzegorz Michalski Jedyny taki wywiad, Towarzystwo im. Witolda Lutosławskiego, słowo / obraz terytoria, Gdańsk 2010, ss. 140, ilustr., płyta CD.

KRZYSZTOF BILICA

ROK LVI • NR 7 • 1 KWIETNIA 2012

Mysz w Ruchu


ROK LVI • NR 7 • 1 KWIETNIA 2012


2013r - Terminarz nadsy砤nia materia丑w


Biblioteka narodowa
Oficjalna witryna banku PKO BP

  Wstecz  Do g髍y  Napisz do nas  DrukujSkomentuj

© 2006-2009 Biblioteka Narodowa