Muzyka wsp蟪czesna
Relacje
Opera
Historia
P硑ty
Archiwum Artyku硑 Ksią縦i P硑ty Autorzy Koncerty Prenumerata Reklamy i Og硂szenia Forum Kontakt
Relacje  Święto z nutką melancholii

  Christian Bruckner i Vincent Frisch w operze <i>Geblendet</i>, Fot. La Biennale di Venezia  
  Christian Bruckner i Vincent Frisch w operze Geblendet, Fot. La Biennale di Venezia  
W tym roku festiwal Biennale Musica, po raz pięćdziesiąty piąty odbywający się w Wenecji - organizowany od dłuższego czasu co roku (rzadki to rodzaj biennale) - rozpoczął się od najważniejszej na nim uroczystości, czyli wręczenia nagrody Złotego Lwa. Otrzymał ją Peter E枚tv枚s, kt贸ry na koncercie inauguracyjnym z Orkiestrą Radia Południowoniemieckiego poprowadził Agona Strawińskiego, Koncert na orkiestrę Bart贸ka i utwory własne: Koncert na dwa fortepiany i Replica na alt贸wkę z orkiestrą. Na to niestety nie zdążyłem, podobnie jak na inny nieodłączny element Festiwalu, kt贸rym jest zawsze coś związanego z osobą Luigiego Nona - w tym roku koncert jego muzyki odbył się wprawdzie bez udziału żywych wykonawc贸w, niemniej dokonana przez Alvise Vidolina ośmiokanałowa rekonstrukcja "agitacyjnego" spektaklu A floresta 茅 jovem e cheja de vida, powstałego w latach sześćdziesiątych we wsp贸łpracy z Living Theatre (opartego na wypowiedziach uczestnik贸w walk partyzanckich na Kubie, w Angoli i Wietnamie, demonstrujących student贸w, strajkujących robotnik贸w) była z pewnością ważnym elementem zachowania ciągłości tradycji wykonawczej, jako że utw贸r powstawał w ścisłej wsp贸łpracy z wykonawcami i jego zapis bez znajomości praktyki wykonawczej jest zbyt og贸lny. Cztery lata temu na Biennale Musica słuchaliśmy A floresta... na żywo i dla wielu, w tym dla mnie, było to przeżycie niezapomniane.
Wydarzenia Festiwalu zacząłem śledzić od jego trzeciego dnia, w kt贸rym przedstawiono Lamento di Medea - koncertowe opracowanie fragment贸w opery Wima Henderickxa Medea. Flamandzki kompozytor w swej muzyce łączy nowoczesne, nierzadko postspektralne techniki z wpływami afrykańskimi i orientalnymi. Tym razem inspiracja zdawało się płynęła z obszar贸w Turcji, Armenii lub Iranu, co widać i słychać było już w składzie prowadzonego przez Henderickxa belgijskiego zespołu Hermesensemble: flety, klarnet/klarnet basowy, alt贸wka, rockowo brzmiąca gitara elektryczna, perkusja (dyrygent/kompozytor poza tym obsługiwał kilka instrument贸w perkusyjnych) i armeński ob贸j duduk. Uderzenia orientalnych bębn贸w nadawały muzyce nieco transowy puls, na tyle jednak nieregularny, by rytmiczna strona kompozycji zadowoliła słuchaczy festiwalu muzyki wsp贸łczesnej. W szerszym, mikrotonowym kontekście harmonicznym pojawiały się elementy modalne, często występowały faktury heterofoniczne i przejrzysta polifonia z długo wytrzymywanymi dźwiękami w poszczeg贸lnych głosach, a wszystko to ulegało dokonywanemu na żywo elektronicznemu przybrudzeniu. Całe śpiewanie w tym operowym wyciągu powierzone zostało sopranowi z partiami bez tekstu, ale za to o wyraźnej, lamentacyjnej intencji ekspresyjnej. Śpiewała Turczynka Selva Erdener - jej wokalizy pełne były melizmat贸w, wariacyjnych powt贸rzeń melodii, mikrotonowych zdobień, niekiedy sięgały nienachalnej ekstazy. Warto zainteresować się muzyką Henderickxa.
Scenicznie bardziej rozbudowanym przedstawieniem był Geblendet "teatr muzyczny w pięciu aktach". Czterech kompozytor贸w: Niemiec Michael Beil, Szwajcar Mischa K盲ser, Hiszpan Manuel Hidalgo i Włoch Filippo Perocco otrzymało zadanie opracowania fragment贸w prozy Thomasa Bernharda na chłopięcy głos biały (Vincent Frisch), kontratenor (Daniel Gloger), aktora (Christian Br眉ckner), kwartet smyczkowy (Perocco zastąpił go amplifikowanymi przedmiotami) i elektronikę. Środkowym aktem opery było Sześć bagatel na kwartet smyczkowy Weberna w wykonaniu kwartetu Diotima - paryski zesp贸ł ze swą dbałością o urodę i subtelność brzmienia staje się ciekawą alternatywą dla dominującego prawie niepodzielnie na scenie nowej muzyki kwartetu Arditti. Kompozytorzy tworzyli swoje części niezależnie od siebie, toteż muzyka była bardzo zr贸żnicowana: od naszpikowanych cytatami utwor贸w Beila i K盲sera do szmer贸w u Perocca. Oszczędna, lecz wysmakowana scenografia i światła oraz jednolity charakter fragment贸w prozy noszących cechy przypowieści nadały sp贸jność całości.
Opr贸cz Złotego Lwa za całokształt dorobku, przyznawanego tw贸rcom dobrze już znanym, wenecki festiwal wyr贸żnia włoskich artyst贸w zasługujących na szerszy rozgłos. Z reguły są to kompozytorzy, w tym roku Srebrnego Lwa otrzymali wykonawcy - młody elektryczny (muzycy grają na amplifikowanych instrumentach z niewielkimi, płaskimi pudłami) kwartet smyczkowy RepertorioZero. Są to niewątpliwie bardzo sprawni muzycy, niemniej trudno mi ocenić, na ile na tę nagrodę zasługują, ponieważ program ich koncertu w Palazzo Pisani był nieciekawy. Zaczęli ostro i bardzo głośno od długo wytrzymywanego brzmienia o szerokim paśmie, z dudniącymi niskimi tonami i szeroką gamą ton贸w g贸rnych, r贸żnicowanych potem agresywnymi tremolami, glissandami - Soul Screams Kanadyjczyka Jean-Fran莽ois Laporte'a brzmiał niczym gitara Jimi Hendrixa poddana IRCAM-owskiej obr贸bce i rychło znużył, bo poza rockowym "powerem", urozmaiconą artykulacją i elektronicznymi efektami niewiele oferował jako przebieg i forma. Potem słuchaliśmy bardziej konwencjonalnie wsp贸łczesnej muzyki (Carlo Ciceri, Andrea Agostini), przeplatanej trzema numerami (skrzypcowym, alt贸wkowym i wiolonczelowym) z Orchester-Finalisten Stockhausena, kt贸re stanowczo wolę nie osobno, lecz w kontekście stanowiącej całość parady postaci i na zwykłych instrumentach. Płaskie brzmienie elektrycznych instrument贸w lepiej już pasowało do Different Trains Steve'a Reicha, kt贸rym zesp贸ł zakończył koncert.
W kręgu bliskim Reichowi - muzyki tonalnej, repetytywnej i pulsującej - znaleźliśmy się raz jeszcze za sprawą występu włoskiego sekstetu (z dyrygentem i projekcją dźwięku) "Sentieri Selvaggi". Istniejący od piętnastu lat zesp贸ł - cieszący się pewnym rozgłosem, z niemałym dorobkiem płytowym - dba o reklamę: przed koncertem w teatrze Malibran urocze dziewczę rozmawiało o zespole osobno z każdym wskazanym przez organizator贸w gościem Festiwalu, a na koncercie każdy utw贸r był osobno zapowiadany i omawiany. Dobrze znane nazwiska w repertuarze "Dzikich ścieżek" to m.in. Reich, Glass, Andriessen, Nyman, Martland, Turnage, MacMillan; mniej znani kompozytorzy grywani przez zesp贸ł wyznaczają nieco szerszy obszar stylistyczny, niemniej wpisujący się w programowe założenia przekraczania granic muzyki artystycznej w kierunku form popularnych i "nieakademickich".
Koncert rozpoczął się od Kick Steve'a Martlanda - wariacji na temat ludowej pieśni szkockiej, z kt贸rymi od biedy zesp贸ł m贸głby wystąpić na placu św. Marka wyręczając grające tam dla turyst贸w ansamble. Potem zrobiło się poważniej za sprawą delikatnych splot贸w i podmuch贸w w śr贸dziemnomorskim, nieco antycznym klimacie w utworze Aktai Greczynki Christiny Athinodorou. Następnie dyrygent i kierownik zespołu Carlo Boccadoro poprowadził własny Hot Shot Willie zainspirowany całkiem nieeuropejskim sposobem gry bluesowych i jazzowych skrzypk贸w lat dwudziestych. Solista Piercarlo Sacco był cały czas na pierwszym planie w partii bez większych pauz, wychodzącej od figur spiccato i staccato kojarzącego się z Historią żołnierza w kierunku bardziej urozmaiconych efekt贸w; zesp贸ł towarzyszył mu rytmicznie i fakturalnie inteligentnym akompaniamentem, z fletem dialogującym ze skrzypkiem w jego lirycznych, "gwiżdżących glissandach". W Dulle Griet Giovanni Verrando spr贸bował oddać klimat obrazu Bruegela łącząc go z ewokacją wielkomiejskiego wyobcowania za pomocą nieciągłego montażu z sensownie użytymi hałasami. Po przerwie zabrzmiał Grazioso! Marka-Anthony'ego Turnage'a, sprawnie przetwarzającego tu rytmiczne motywy i brzmienie zespołu Led Zeppelin, i Double Sextet Steve'a Reicha, w kt贸rym muzycy dialogowali z własnym, zarejestrowanym przedtem nagraniem - wprawdzie w deklaracjach programowych zesp贸ł głosi pochwałę "barbarzyńskiego" i "nieucywilizowanego" brzmienia, tu jednak, przy całej sprawności muzyk贸w, przydałoby się trochę więcej dbałości o brzmienie wlaśnie i o intonacyjną zgodność.
Dwa firmowane przez IRCAM koncerty poświęcono utworom na instrument solowy z towarzyszeniem elektroniki w czasie realnym. Była to z pewnością okazja do zapoznania się z aktualnym stanem rozwijanych w IRCAM-ie technologii (na spotkaniu przed koncertami m贸wił o nim kompozytor Yan Maresz), ale brakowało utwor贸w wybitnych - niekt贸re, przy całym technologicznym i instrumentalnym wyrafinowaniu, drażniły amorficznością, jakby cała para szła tylko w pewne tłoki, zwłaszcza na pierwszym koncercie z utworami Yanna Robina, Francka Bedrossiana, Roque Rivasa i Maresza. Metallics (1992) tego ostatniego z solową trąbką ma już swoje miejsce w historii dokonań IRCAM-u i jego wyraziście zarysowane trąbkową artykulacją, tłumikami i elektroniką przetwarzane na żywo warstwy były dla mnie tego wieczoru najatrakcyjniejsze. Doskonali byli wykonawcy: trębacz Gabriele Cassone, fagocista Brice Martin i grający na klarnecie kontrabasowym Alain Billard. Drugi z ircamowskich koncert贸w mile zaskoczył o tyle, że nazwiska młodych włoskich kompozytor贸w są nieco mniej znane, a ich warsztatowe umiejętności okazały się niemałe, co słychać było zwłaszcza w utworach Franceski Verunelli (Interno rosso con figure II z niezwykle bogatą w pomysły partią akordeonu) i Daniela Ghisi (Comment pouvez-vous lire 艜 present? Il fait nuit z saksofonem barytonowym), lecz także Ritratto vivente Erica Mestriego (ze skrzypcami) i Gli atomi che s'accendevano e radiavano Andrea Agostiniego (saksofon altowy).
Ciekawie wypadł koncert dyrygowanego przez Igora Dronowa Studia Nowej Muzyki z Moskwy - zespołu bardzo sprawnego, o dużej kulturze wykonawczej. W ich programie wyr贸żniły się zwłaszcza dwie ekscentryczne, lecz rzetelnie sporządzone "starofuturystyczne" kompozycje: w Ultimate Granular Paradise Władimir Gorlinski kazał wykonawcom m.in. przesuwać krzesła i rozpylać dezodoranty (dla efektu akustycznego - nie wizualnego ani zapachowego) łącząc to z warkotem puzonu, skrzypieniem smyczk贸w i zakł贸ceniami produkowanymi przez mikrofony i aparaturę amplifikującą - brzmiało to niczym wielka zepsuta maszyna. Podobnie, choć w spos贸b mniej spektakularny rozmaite dziwne dźwięki łączył ze sobą Nikołaj Chrust w Eugenica. Italienisches concerto. Z innego ducha, bardziej poetycki i narracyjny był kończący koncert Czewengur Władimira Tarnopolskiego - utw贸r zainspirowany powieścią Andrieja Płatonowa. Tylko śpiewająca tu partię solową sopranistka Swetłana Sławenko była - wśr贸d znakomicie obytych z nową muzyką instrumentalist贸w - jakby z innego świata, co wszakże miało sw贸j specyficzny wdzięk.
Z koncert贸w, jakie słyszałem na Biennale Musica, za najciekawszy pod względem wykonawczym i repertuarowym uznałbym występ belgijskiego zespołu Ictus. Rozpoczął się od Trash TV Trance Fausto Romitellego z agresywną gitarą elektryczną poddawaną najrozmaitszym operacjom - od delayu do traktowania elektryczną golarką; wszystkie te czynności niezwykle sprawnie wykonywał Tom Pauwels. Potem zabrzmiało trio smyczkowe Ikhoor Xenakisa, w kt贸rym partie instrument贸w rozchodziły się i zbiegały z budząca podziw precyzją. Dwa fragmenty z The Wayward Harry'ego Partcha przeniosły słuchaczy w atmosferę amerykańskiego Wielkiego Kryzysu z lat trzydziestych, Jean-Luc Plouvier grał na pianinie przestrojonym według systemu Partcha m.in. "barowe" figury, kt贸re w mikrotonowych układach zachowały posmak autentyku, Pauwels grał na Partchowskiej cytrze i przestrojonej gitarze, a flecista Michael Schmid z ogromnym aktorskim talentem śpiewał i recytował list, jaki Partch otrzymał od towarzysza wędr贸wki oraz napisy zebrane przez kompozytora w czasie jego wł贸częgi w poszukiwaniu zarobku. Czy muzyka Harry'ego Partcha kiedykolwiek zabrzmiała w Polsce?
  Studio Nowej Muzyki z Moskwy, dyryguje Igor Dronow, Fot. La Biennale di Venezia  
  Studio Nowej Muzyki z Moskwy, dyryguje Igor Dronow, Fot. La Biennale di Venezia  
Drugą część rozpoczął jedyny utw贸r, kt贸ry w programie tego koncertu można by było ewentualnie pominąć: Alle Verbindungen gelten nur jetzt Evy Reiter na flet Paetzolda (grała na nim kompozytorka), wiolonczelę, gitarę i perkusję utrzymany był w duchu mu-
zyki Romitellego, lecz był znacznie mniej interesujący. Potem Schmid jeszcze raz pokazał swe nadzwyczajne umiejętności wokalno-aktorskie w dadaistyczno-futurystycznej Sonate der Urlauten Kurta Schwittersa, przeznaczonym do koncertowego wykonania "poemacie" z abstrakcyjnych głosek, kt贸ry zapewne wykazywał elementy sonatowej konstrukcji (domyślam się w nim ekspozycji, przetworzenia i repryzy). Tym recytatorskim wyczynem wzbudził niemały podziw słuchaczy oraz, w jednym miejscu, niemożliwy do opanowania chichot na sali, ponieważ niemiecki artysta w sw贸j skomponowany w roku 1932 utw贸r proroczo wstawił powtarzające się okrzyki "bunga-bunga!". Koncert zakończyła niezwykle dynamiczna i oryginalna transkrypcja teatru kabuki na zesp贸ł, dokonana przez Japończyka Hikari Kiyamę w utworze zatytułowanym po prostu Kabuki. Skrzypce, wiolonczela, flet, klarnet basowy z licznymi partiami solowymi, fortepian i dw贸ch perkusist贸w narobili mn贸stwo świetnie zorganizowanego hałasu brzmiącego nieraz niczym doskonale skoordynowane serie z karabinu maszynowego, przy zachowaniu tradycyjnej, japońskiej otoczki. Pewność i wirtuozeria muzyk贸w pod dyrekcją Georges-Elie Octorsa były oszałamiające i zrobiły ogromne wrażenie na słuchaczach oraz na wielce rozradowanym kompozytorze.
Odkąd, cztery lata temu, dyrektorem Biennale Musica został Luca Francesconi (w tym roku minęła jego kadencja) zakończenia Festiwalu przybierają formę zawsze niekonwencjonalną. W ubiegłych latach były to przedłużone koncerty w ogromnej i ustawnej sali Teatro alle Tese, na kt贸rych słuchacze przechodzili z miejsca na miejsce, od instalacji do występ贸w muzycznych i parateatralnych, w starannie obmyślonym środowisku wizualnym. Słuchaliśmy zar贸wno muzyki starej i nowej, jak zespoł贸w folklorystycznych z Turcji lub Pakistanu; miałem wrażenie ogromnego nadmiaru i czasem żal mi było, że atmosfera nie zawsze sprzyjała skupieniu. W tym roku koncert finałowy przybrał formę jeszcze bardziej osobliwą Rytualnego rejsu ku pamięci kultury (Vogata rituale - cultura in memoriam). W książce programowej Francesconi objaśnił sw贸j zamysł jako złośliwą i melancholijną prowokację: "Jeśli to prawda, że myśl i wiedza o liczącej pięć tysięcy tradycji to już tylko śmieci, będziemy żegnać je uroczyście, celebrować muzykę Strawińskiego, Verdiego, Monteverdiego, Gesualda i Nona na instrumentach niskiej jakości, Don Giovanniego z zespołem dętym zamiast orkiestry. Jeśli nasza kultura umiera, ponieważ nie przynosi zysku, to za te ochłapy, jakie uzyskaliśmy, urządzimy skromną, lecz pogodną ucztę nad otchłanią".
Finałowy wiecz贸r rozpoczął się po koncercie Ictusa: słuchacze wsiedli na stateczki vaporetto, by udać się na wyspę-cmentarz San Michele, gdzie spoczywa wiele znakomitości, wśr贸d nich Igor Strawiński. Obok, na kilku ł贸dkach, płynęli muzycy amatorskich zespoł贸w dętych grający motywy z Ognistego ptaka. Wyglądało to bardzo malowniczo, ale z powodu pracy silnika niewiele można było usłyszeć. Potem wszyscy udali się na gr贸b mistrza Igora, przy kt贸rym Dirk Descheemaeker, klarnecista Ictusa zagrał jego Trzy utwory na klarnet solo. Następnie, w wykonaniu tej samej orkiestry dętej, posłuchaliśmy opracowań znanych fragment贸w z oper Verdiego, by przejść do kościoła, gdzie członkowie orkiestry La Fenice wykonali Incontri Nona, Dumbarton Oaks Concerto Strawińskiego, ch贸r Schola San Rocco śpiewał Gesualda, Monteverdiego, Strawińskiego i P盲rta. Wykonania były raz przeciętne, raz przyzwoite, więc wielkich wzruszeń nie było. Muzyczną część wieczoru zakończyło opracowanie ostatniej sceny z Don Giovanniego, zn贸w z transkrypcją orkiestry na zesp贸ł dęty, po czym celebrowaliśmy 贸w pogrzeb kultury "rytualną kolacją" na dziedzińcu przykościelnego klasztoru, co niekt贸rym wydawało się trochę nie na miejscu. Smakowało, ale wolałbym jakieś ciekawsze, nawet konwencjonalne zakończenie Festiwalu i obawiam się, że gorzka wymowa wieczoru nie zepsuła humoru odpowiednim czynnikom.
Festiwal jak zwykle miał temat - w tym roku jego podtytuł brzmiał Mutanti, pod czym kryła się myśl, że wchodzimy w epokę spychającą na margines rzemiosło i wysiłek, bo wszystko staje się dostępne przez kliknięcie i sami stajemy się mutantami zrośniętymi z urządzeniami elektronicznymi. Podobnie jak w latach ubiegłych nie udało mi się dostrzec związku tematu z muzycznym programem, ale też nie wiem, czy organizatorzy o taki związek w og贸le zabiegali, czy raczej chodziło im o to, by przy okazji koncert贸w porozmawiać o czymś ważnym - wśr贸d kilku festiwalowych spotkań znalazła się także dyskusja z udziałem filozof贸w Alessandra Baricco i Maura Magattiego. Wątek filozoficzny to już pewna tradycja Biennale Musica, kontynuowana niezależnie od przemian programowych, jakim Festiwal ulegał w ostatnich latach. Część z nich wynikała z odmienności koncepcji artystycznych dyrektor贸w (przed Francesconim byli nimi Uri Caine i Giorgio Battistelli), część niestety ze stałego kurczenia się budżetu. Jeszcze parę lat temu Biennale Musica było paradą gwiazd, a znaczną część programu "załatwiały" występujące po kilka razy czołowe zespoły nowej muzyki, jak Klangforum Wien, Ensemble Modern, musikFabrik i inne. W tym roku gwiazd było wyjątkowo mało, co nie znaczy jednak, że było nieciekawie - mniejszy budżet można przecież, do pewnego stopnia oczywiście, zrekompensować większą inwencją w układaniu programu.
KRZYSZTOF KWIATKOWSKI

ROK LV • NR 22 • 30 PAŹDZIERNIKA 2011

Mysz w Ruchu


ROK LV • NR 22 • 30 PAŹDZIERNIKA 2011


2013r - Terminarz nadsy砤nia materia丑w


Biblioteka narodowa
Oficjalna witryna banku PKO BP

  Wstecz  Do g髍y  Napisz do nas  DrukujSkomentuj

© 2006-2009 Biblioteka Narodowa