Muzyka wsp蟪czesna
Relacje
Opera
Historia
P硑ty
Archiwum Artyku硑 Ksią縦i P硑ty Autorzy Koncerty Prenumerata Reklamy i Og硂szenia Forum Kontakt
Relacje  Po raz drugi

II Festiwal Pianistyczny im. Artura Rubinsteina

  Garrick Ohlsson, Fot. Juliusz Multarzyński  
  Garrick Ohlsson, Fot. Juliusz Multarzyński  
Pierwszy Festiwal odbył się w Łodzi jesienią 2008 roku. Pomysł uhonorowania serią koncert贸w jednego z najwybitniejszych wirtuoz贸w XX wieku w jego rodzinnym mieście zrealizowano dzięki staraniom Międzynarodowej Fundacji Muzycznej im. A. Rubinsteina. Była to pierwsza tak duża inicjatywa młodej organizacji, kt贸ra rok wcześniej prężnie rozpoczęła działalność, najpierw w Łodzi i okolicy, p贸źniej także w Polsce i za granicą. Przede wszystkim były występy młodych laureat贸w konkurs贸w imienia Rubinsteina w Bydgoszczy i Tel Aviwie, ale pr贸cz nich także wystawy, odczyty, sesje naukowe. Kierownictwo fundacji podążyło tą samą drogą, układając program Festiwalu i uświetniając go obecnością znanych wirtuoz贸w, m.in. Emanuela Axa, Aleksandra Korsantii, Aleksandra Gawryluka, Kiryła Gersteina. Warto pamiętać, że właśnie dzięki takim inicjatywom mogliśmy już kilka lat temu poznać talent Julianny Awdiejewej - obecnej tryumfatorki Konkursu Chopinowskiego, kt贸ra występowała kilkakrotnie nie tylko w uznanych salach koncertowych, lecz także szkołach muzycznych regionu ł贸dzkiego.
Kolejny Festiwal powinien był się odbyć jesienią, ale z uwagi na obchody Roku Chopinowskiego postanowiono przesunąć go o kilka miesięcy. W ramach jubileuszu chopinowskiego Fundacja zorganizowała kilkadziesiąt innych koncert贸w - także w Paryżu - oraz kilka wystaw poświęconych wielkiemu kompozytorowi, przede wszystkim dwie wystawy w Paryżu oraz imponującą prezentację uliczną na stu citylightach w centrum Łodzi.
Kiedy wybrzmiały dźwięki koncert贸w chopinowskich, przyszła pora na II Rubinstein Piano Festival. Lista pianist贸w występujących w Łodzi (21-27 lutego) przedstawiała się imponująco, a znalazły się na niej takie nazwiska, jak Daniel Barenboim, Garrick Ohlsson, Eugen Indjic, Sergiej Tarasow, Aleksander Korsantia i Roman Rabinovich. Pr贸cz nich - młodzi pianiści z całego świata, Kwartet Śląski i Prima Vista, Orkiestra Filharmonii Ł贸dzkiej i NOSPR. Gośćmi honorowymi Festiwalu były c贸rki Artura Rubinsteina, panie Ewa i Alina Rubinstein, kt贸re od początku imprezy (trzeba w tym miejscu wspomnieć, że jej pomysłodawcą był nieżyjący już Jan J. Bistritzky) udzielają jej szerokiego wsparcia.
W ramach Festiwalu odbyło się dziesięć recitali, trzy koncerty zbiorowe, trzy z udziałem zespoł贸w kameralnych, dwa z orkiestrami symfonicznymi; ponadto dwa kursy mistrzowskie, wernisaże sześciu wystaw fotograficznych, premiera najnowszego filmu o Rubinsteinie, spotkania z młodzieżą i melomanami, oficjalne bankiety oraz mniej oficjalne rozmowy przy lampce wina na zakończenie każdego dnia. Program długi, bogaty, intensywny i urozmaicony - jak życie Artura Rubinsteina.
Aż wierzyć się nie chce, że wszystko to zorganizowało dwoje ludzi: Wojciech Grochowalski - dyrektor festiwalu i prezes zarządu fundacji - oraz wspierająca go we wszelkich działaniach Agnieszka Trocha. W por贸wnaniu z rozdętą do granic rozsądku obsługą innych przedsięwzięć oraz liczebnością wszelakich komitet贸w i zarząd贸w, wydaje się to wręcz niemożliwe. A jednak!
Festiwal rozpoczął się koncertem w Filharmonii Ł贸dzkiej (21 lutego), instytucji chyba najściślej wsp贸łpracującej z organizatorami. Bohaterem wieczoru był Garrick Ohlsson, a program w całości wypełniła muzyka Chopina. W pierwszej części usłyszeliśmy artystę w recitalu solowym; w drugiej - z orkiestrą miejscowych filharmonik贸w pod dyrekcją Macieja Nałęcz-Niesiołowskiego wykonał on Koncert f-moll oraz Andante spianato i Wielki polonez Es-dur.
Grę Ohlssona charakteryzował piękny dźwięk i subtelna, po mistrzowsku kontrolowana kolorystyka, w kt贸rej ekspresyjne forte nigdy nie otarło się o krzykliwość. Całość występu, szlachetna i nad wyraz elegancka, została dopracowana w najdrobniejszych szczeg贸łach. Polonez f-moll objawił się jako subtelny poemat, z rytmiką tańca ledwie naszkicowaną w pastelowym tle.
R贸wnie stonowane w ekspresji były Mazurki op. 41. Allegro de concert A-dur Ohlsson rozpisał niczym wirtuozowską miniaturę - improwizacyjne preludiowanie, potem stopniowy wzrost napięcia, aż do porywającego finału. Nokturn c-moll op. 48 nr 1 rozwijał się bardzo powoli: dopiero w kulminacji pianista wprowadził potężny ładunek emocji, ostatnie takty zamknął jednak zn贸w w stonowanym nastroju. Wyb贸r takiej koncepcji wyjaśnił się, kiedy artysta bez chwili przerwy przeszedł do Ballady g-moll. Nokturn okazał się formą rozbudowanego wstępu do tego narracyjnego dzieła. W tym przypadku przez większą część utworu Ohlsson rozwijał podobny idiom - nastroju zadumy z myślami prowadzonymi bardzo spokojnie i refleksyjnie.
Podobne cechy interpretacji można było odnaleźć w drugiej części wieczoru. Amerykanin nadal grał pięknie - chyba najbardziej poetyckie Larghetto z Koncertu f-moll, jakie ostatnio słyszałem w tej sali. Orkiestra ograniczyła się w obu utworach do roli akompaniamentu - i dobrze, bo zesp贸ł prowadzony przez Nałęcz-Niesiołowskiego był tego dnia wyjątkowo słabo dysponowany, co skutkowało licznymi niedokładnościami w grze smyczk贸w. O niekt贸rych fragmentach - także solowych - muzycy z grupy instrument贸w dętych (poza waltornią) powinni jak najszybciej zapomnieć. Nieco lepiej zabrzmiał - poprzedzony Andante - Polonez op. 22, w kt贸rym zamaszystość i maestria podanego szerokim gestem tańca stały się znakomitym zwieńczeniem nastroju uroczystej inauguracji.
Drugi wiecz贸r festiwalowy (22 lutego) miał bardzo podobną formę: najpierw partię solową w Koncercie e-moll - z kwartetem Prima Vista - zagrał Eugene Indjic,laureat Konkursu Chopinowskiego z roku 1970, następnie artysta wystąpił z recitalem solowym, ale już nie monograficznym.
Przyznam, że nie przekonuje mnie pomysł grania w dużych salach Koncert贸w Chopina w kameralnym składzie: w audytoriom na sześćset miejsc brzmi to po prostu nienaturalnie. Trudno zbudować ekspresję i odnaleźć r贸wnowagę brzmienia między potężnym fortepianem koncertowym a smyczkami (Krzysztof Bz贸wka i J贸zef Kolinek - skrzypce, Piotr Nowicki - alt贸wka, Zbigniew Krzemiński - wiolonczela oraz Paweł Pańta - kontrabas). Nie było więc zaskoczeniem, że i tym razem solista dominował nad wyższymi głosami ansamblu: na szczęście niższe, wsparte kontrabasem, zachowały czytelność. Mimo pełnej zaangażowania gry wykonawc贸w dzieło nie wywarło na mnie wielkiego wrażenia. Inna sprawa, że po roku ustawicznego słuchania obydwu Koncert贸w Chopina na zmianę, musiałaby to być interpretacja szczeg贸lnie poruszająca.
Dobrze więc się stało, że w drugiej części wieczoru usłyszeliśmy występ solowy Indjica, kt贸ry - choć nie pozbawiony drobnych usterek - dostarczył znacznie więcej wzruszeń. W programie dominował żywioł tańca. W Pour le piano Debussy'ego przyjął oblicze określone w dużym stopniu motoryką i feerią zwiewnych dźwięk贸w; w pięciu Mazurkach Chopina taneczne rytmy podano w tonie poetyckiej zadumy, refleksji malowanej pastelowymi barwami; wreszcie Walc Mefisto Liszta z deformacjami najpopularniejszego XIX-wiecznego tańca, lecz nade wszystko z nieustającym popisem wirtuozowskim. W brawurowych galopadach palce Indjica zdawały się przyklejone do klawiatury: można było odnieść wrażenie, że pokonywanie karkołomnych trudności Lisztowskiej pianistyki nie zmusza go do większego wysiłku. Była to jednocześnie wirtuozeria bardzo szlachetna, ukierunkowana, co ważne w przypadku utwor贸w Liszta: użyta nie dla samej siebie, lecz osadzona wyłącznie w muzyce, tylko w niej szukająca uzasadnienia.
O tym, że Indjic na pierwszym planie stawia muzykę, a potem dopiero siebie, przekonał kolejny występ pianisty (23 lutego) w Muzeum Miasta Łodzi, r贸wnież z kwartetem Prima Vista. Artyści sięgnęli już po stricte kameralny repertuar - Kwintet fortepianowy A-dur Dworzaka (Prima Vistazagrał r贸wnież Kwartet smyczkowy F-dur op. 18 nr 1 Beethovena), proponując interpretację zwartą w zamyśle, dopracowaną i wrażliwą na detale. Na bis powt贸rzyli rondo z Koncertu e-moll Chopina, kt贸re, choć bez kontrabasu, zabrzmiało w tym wnętrzu o wiele lepiej niż w sali filharmonicznej.
  Na Festiwalu gościły c贸rki Artura Rubinsteina Alina i Ewa, Fot. Juliusz Multarzyński  
  Na Festiwalu gościły c贸rki Artura Rubinsteina Alina i Ewa, Fot. Juliusz Multarzyński  
W tym samym miejscu odbyło się kilka dni p贸źniej jeszcze jedno popołudnie kameralne. Wprowadzając do festiwalu r贸wnież ten rodzaj muzyki Wojciech Grochowalski pragnie bowiem podkreślić wspaniałe dokonania Artura Rubinsteina i w tym zakresie, opr贸cz oczywistych popis贸w solistycznych i z orkiestrą. 25 lutego, r贸wnież o godzinie 15, wystąpili Roman Rabinovich. i Kwartet Śląski.Wsp贸lnie przedstawili Kwintet fortepianowy f-moll op. 34 Brahmsa, a sam zesp贸ł - Kwartet smyczkowy A-dur op. 41 nr 3 Schumanna. Szymon Krzeszowiec, Arkadiusz Kubica, Łukasz Syrnicki i Piotr Janosik grywają ostatnimi czasy w Łodzi nader często, co oczywiście cieszy miejscowych meloman贸w, gdyż bez wątpienia słuchanie ich interpretacji zawsze dostarcza wielkiej satysfakcji. Nawet wtedy, gdy, tak jak tym razem, nie jest to występ w pełni perfekcyjny. Choć muzykom zdarzały się indywidualne niedociągnięcia, całościowa wizja schumannowskiego dzieła, ukierunkowana na poetyckość i uczuciowość wypowiedzi, precyzyjnie rozplanowana w formie, tempach i dynamice, pełna finezyjnych niuans贸w artykulacyjnych zyskała zasłużone uznanie licznych słuchaczy. W przypadku kwintetu można było jednak odnieść wrażenie pewnej doraźności poczynań, gł贸wnie za sprawą nie stopienia w jedną całość obu płaszczyzn brzmieniowych. Rabinovich grał bardzo dobrze, ale nieco nazbyt solistycznie. Ekspresja i dynamika jego partii g贸rowały raz za razem nad smyczkami, przez co utw贸r gubił jednolitość oblicza. A szkoda, bowiem w kilku fragmentach udało się artystom zbudować poruszającą aurę, w pełni uwypuklającą wartości i piękno słynnego dzieła.
Liczną grupę wśr贸d wykonawc贸w festiwalowych stanowili młodzi pianiści, dla kt贸rych zarezerwowano w Łodzi trzy osobne koncerty (23 i 24 lutego w Filharmonii; 26 lutego w Kościele św. Mateusza), a niemal każdy miał okazję zagrać jeszcze w jednym z miast regionu (Zduńska Wola, Piotrk贸w Trybunalski, Ożar贸w, Rawa Mazowiecka). Byli to: Ji-Yeong Mun (Korea), Claire Huangci (USA / Chiny), Marcin Koziak i Szczepan Kończal (Polska), Anna Fedorova i Denis Zhdanov (Ukraina). Poza Szczepanem Kończalem udało mi się usłyszeć wszystkich i muszę przyznać, że każdy z osobna oraz en bloc wypadli bardzo dobrze, znacznie lepiej niż na pierwszym festiwalu, kiedy to wśr贸d występ贸w pianistycznej młodzieży zdarzały się przeciętne, a nawet słabe. Tym razem wszyscy zaprezentowali się jako artyści świetnie ukształtowani pod względem technicznym, swobodnie poruszający się po najtrudniejszych obszarach wirtuozerii fortepianowej i nader chętnie popisujący się swoimi możliwościami w tym zakresie (ach, ten młodzieńczy temperament!), nade wszystko jednak jako muzycy o wykształconej już osobowości estradowej.
Claire Huangci epatowała krągłym, perlistym dźwiękiem, podkreślanym selektywną artykulacją. Chętnie uwypuklała wszelkie kontrasty zawarte w muzyce, sugestywnie r贸żnicując ekspresję wypowiedzi. Z tego też względu z przygotowanego przez nią programu - Skriabin, Chopin, Czajkowski - najlepsze wrażenie pozostawiła suita z baletu Śpiąca kr贸lewna tego ostatniego, idealnie nadająca się do zademonstrowania takiej właśnie postawy.
Meloman贸w ciekawił szczeg贸lnie występ Anny Fedorovej, w opinii niekt贸rych obserwator贸w wyeliminowanej z ubiegłorocznego Konkursu Chopinowskiego w Warszawie na zbyt wczesnym etapie. Ukraińska artystka, jakby chcąc dać okazję do skonfrontowania swej gry z tamtą oceną, wystąpiła z programem w całości chopinowskim. Nie ma najmniejszej wątpliwości, że Fedorova to pianistka ponadprzeciętna, jednak spos贸b ujęcia przez nią muzyki naszego kompozytora nie we wszystkim mi odpowiadał. Mazurki zabrzmiały zbyt masywnie, były bardziej wyrzeźbione, i to w twardym tworzywie, niż wymodelowane. Nieco lepsze wrażenie pozostawił Walc As-dur op. 42, jednak pełne ujście jej temperament znalazł w dopiero Sonacie h-moll op. 58. Podany z szerokim gestem (wizualnie nawet nazbyt) i pasją utw贸r, pełen był skrajnych odcieni ekspresji, gwałtownych poryw贸w emocji sąsiadujących z refleksyjnym liryzmem i zwieńczony żarliwym, wirtuozowskim Presto, non tanto.
Najmłodsza w tej grupie Koreanka Ji-Yeong Mun ma zaledwie szesnaście lat i gdy zestawi się jej wiek z poziomem prezentacji nie spos贸b ukryć zdziwienia i podziwu. Podobne, z pewnością jeszcze intensywniejsze odczucia towarzyszyły jurorom przyznającym jej dwa lata temu I miejsce na Konkursie Rubinsteina w Bydgoszczy. Beethoven, Prokofiew i Schumann nie zajaśnieli co prawda jeszcze w jej interpretacji pełnym blaskiem, lecz dalecy byli też od wyłącznie "azjatyckiej" perfekcji i mechaniczności.
Niewątpliwie najlepsze wrażenie pozostawił znany już w Polsce, a za sprawą wcześniejszych działań Fundacji Rubinsteina zwłaszcza w Łodzi, Denis Zhdanov. Przygotowany przezeń hiszpański program - od Solera, przez Albeniza, do de Falli - zachwycił żarem i fantazją interpretacji. Były to kreacje, w kt贸rych młodzieńcza fantazja znakomicie połączyła się precyzją warsztatową i intelektualnym opanowaniem. Występ Ukraińca nie miał w istocie słabych punkt贸w i, choć repertuar utrzymany był w całości w podobnym klimacie, zaciekawiał od pierwszej do ostatniej nuty.
Odnalazł się w tym towarzystwie r贸wnież nasz Marcin Koziak z programem chopinowsko-lisztowskim. Błysnął szczeg贸lnie w Fantazji na dwa tematy z "Wesela Figara" Franciszka Liszta, zagranej brawurowo i z polotem, jednak na tyle wrażliwie, że z interpretacji tego arcytrudnego dzieła można zapamiętać znacznie więcej niż tylko serię cyrkowych sztuczek na klawiaturze.
Pomiędzy występującymi podczas tegorocznego festiwalu uznanymi mistrzami a pianistyczną młodzieżą sytuowali się Sergei Tarasov i Aleksander Korsantia - artyści, o kt贸rych nie można powiedzieć jeszcze "maestro", ale o znacznym już dorobku, cieszący się uznaniem w całym świecie. Recital tego pierwszego (24 lutego) zapadnie w pamięć gł贸wnie dzięki wspaniałej interpretacji Obrazk贸w z wystawy Musorgskiego i oczywiście bisom, kt贸rymi pianista sypał jak z rękawa. Cykl Musorgskiego w ujęciu Tarasova nabrał cech niezwykle malarskich - zachwycał bogactwem kolor贸w i niuans贸w (piękne, wycieniowane piana), wyrazistością kontur贸w, a wreszcie i sugestywnie rozplanowaną narracją i potęgą wyrazu. Rosjanin to nie tylko typ kompletnego pod względem warsztatowym wirtuoza, lecz r贸wnież artysta przyciągający uwagę oryginalnością inwencji, co udowodnił najpierw w Fantazji d-moll KV 397 Mozarta, a wreszcie w omijanych szerokim łukiem przez większość pianist贸w Etiudach symfonicznych Schumanna.
Bardzo ciekawie zapowiadał się koncert Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia pod dyrekcją Jacka Kasprzyka, z udziałem Aleksandra Korsantii (25 lutego). Określony został jako "galowy", co wiązało się jubileuszem 75-lecia istnienia znakomitego zespołu, a uroczysty charakter podkreśliła r贸wnież wystawa fotograficzna poświęcona jego historii. Pierwszą cześć oddano do wyłącznej dyspozycji jubilat贸w, kt贸rzy przedstawili, tym razem oczywiście w wersji orkiestrowej, Obrazki z wystawy Musorgskiego - utw贸r idealnie nadający się na taką okoliczność - popularny, efektowny, dający szerokie możliwości popisu. Orkiestra w pełni je wykorzystała, wywołując entuzjazm słuchaczy. Instrumenty dęte prześcigały się w udanych sol贸wkach, słynna "śląska blacha" raz za razem zachwycała soczystymi fanfarami, a znakomite, nasycone i szlachetne brzmienie oraz precyzja całego zespołu pozwalały dyrygentowi tworzyć z kolejnych miniatur bogate w barwy, poruszające całą gamą nastroj贸w obrazy dźwiękowe.
Po przerwie do głosu powr贸ciła muzyka fortepianowa za sprawą III Koncertu d-moll Rachmaninowa. Interpretacji słynnego dzieła podjął się Aleksander Korsantia - kolejny pianista znany w Łodzi bardzo dobrze dzięki występom organizowanym przez Fundację Rubinsteina. Jest to artysta nieprzeciętny, obdarzony wybujałym temperamentem nieraz prezentujący wysoce indywidualne podejście do odtwarzanej muzyki. Jego propozycje rzadko kiedy pozostawiają odbiorcę obojętnym, nie każdemu jednak przypadają do gustu. Sądzę, że podobnie było i tym razem. Koncert Rachmaninowa w ujęciu Gruzina został przeprowadzony poprzez skrajne odcienie ekspresji - od uduchowionej, chwilami wręcz mistycznej liryki, poprzez refleksyjną narracyjność, aż po zamaszysty patos. Efemeryczność tonu sąsiadowała więc z masywnymi kolumnami akord贸w, będącymi w stanie dor贸wnać dynamiką rozbudowanej partii orkiestrowej (po pierwszej części pianista musiał wydobyć z fortepianu zerwaną strunę). Swoboda w doborze temp, częste zawieszanie myśli i emocjonalne kulminacje nie przysłużyły się jednak utrzymaniu ciągłości formy, kt贸ra przybrała nieco nazbyt rapsodyczną, nie do końca sprecyzowaną postać. Duży kunszt musiał w tej sytuacji wykazać dyrygent, pewnie prowadząc orkiestrę za wyszukanym tokiem myślenia Korsantii. Podobnie jak w Obrazkach, także i tu muzycy NOSPR-u dali popis tak indywidualny (świetne sol贸wki oboju i fletu), jak zespołowy.
W ostatnim dniu festiwalu Korsantia miał okazję zaprezentować się raz jeszcze publiczności, tym razem w recitalu złożonym z Sonaty Es-dur op. 7 Beethovena i Wariacji na temat Chopina op. 22 Rachmaninowa. W Sonacie ponownie doszedł do głosu niepokorny charakter pianisty, kt贸ry umiarkowaną, klasyczną ekspresję tego wczesnego utworu co jakiś czas zakł贸cał gwałtownymi sekwencjami ostro brzmiących akord贸w - nazbyt stanowczą zapowiedzią przyszłej beethovenowskiej "symfonizacji" faktury fortepianowej. O wiele lepiej podejście to sprawdziło się w wariacjach. Nuta tragizmu, podana już w stanowiącym ich temat Preludium c-moll op. 28 Chopina, stała się dla Kotsantii gł贸wnym punktem odniesienia dla wyrazowego kształtu całego cykłu 22 wariacji. Była to bardzo dojrzała pianistyka, nie szukająca łatwego efektu, lecz dążąca do wydobycia z wirtuozowskiej materii maksimum treści.
I wreszcie zapowiadany jako największe wydarzenie festiwalu koncert finałowy z udziałem Daniela Barenboima (27 lutego). Spośr贸d żyjących i wciąż czynnych zawodowo muzyk贸w to właśnie on pozostawał w najbliższych kontaktach z Arturem Rubinsteinem. Początkowo jako pianista, otoczony opieką przez wielkiego wirtuoza, potem wspierany r贸wnież jako dyrygent, między innymi poprzez możliwość wsp贸lnych występ贸w i nagrań, kt贸re każdemu kapelmistrzowi przynosiły w贸wczas splendor i sławę. Do Łodzi Barenboim przyjechał jako pianista i przywi贸zł dwie sonaty Schuberta - G-dur op. 78/D 894 i c-moll D 958. Dzieła to wyjątkowe, niezwykle dojrzałe i zr贸wnoważone w swym, rzec można, apollińskim pięknie - wręcz idealne dla artysty pokroju Barenboima. Nie byliśmy więc świadkami wirtuozowskich fajerwerk贸w, oszałamiających pomysł贸w interpretacyjnych wciskających w fotel, lecz prawdziwej kreacji artystycznej, łączącej w sobie kunszt, wrażliwość i inteligencję, precyzyjnie rozplanowanej, sp贸jnej i kontrolowanej od pierwszej do ostatniej nuty. Oczywiście, można by po aptekarsku wskazywać niedograne nuty czy niknące tony, ale wszystko to stawało się nieistotnym detalem w obliczu powagi i szlachetności wykonania.
Głęboki ukłon złożony przez Daniela Barenboima po występie przed portretem Artura Rubinsteina - mistrza i przyjaciela, był wymownym symbolem, podsumowaniem nie tylko tego koncertu, lecz całego Festiwalu.
WITOLD PAPROCKI

ROK LV • NR 7 • 3 KWIETNIA 2011

Mysz w Ruchu


ROK LV • NR 7 • 3 KWIETNIA 2011


2013r - Terminarz nadsy砤nia materia丑w


Biblioteka narodowa
Oficjalna witryna banku PKO BP

  Wstecz  Do g髍y  Napisz do nas  DrukujSkomentuj

Komentarze

Dobrze aby.... ( Marek Bania wyslano 2011-12-20 godz. 10:57 )  

 

© 2006-2009 Biblioteka Narodowa