Muzyka wsp蟪czesna
Relacje
Opera
Historia
P硑ty
Archiwum Artyku硑 Ksią縦i P硑ty Autorzy Koncerty Prenumerata Reklamy i Og硂szenia Forum Kontakt
Muzyka wsp蟪czesna  'Był na czele peletonu' - rozmowa o Henryku Mikołaju G贸reckim z Adrianem Thomasem

Adrian Thomas, profesor Cardiff University, jest uznanym specjalistą w dziedzinie polskiej muzyki XX wieku. Autor licznych artykuł贸w oraz książek, m.in. Bacewicz: Chamber and Orchestral Music (1985), G贸recki (1997) i Polish Music since Szymanowski .(2005).

Beata Bolesławska-Lewandowska: - Jak to się stało, że zainteresował się Pan polską muzyką wsp贸łczesną? Czy od początku interesowała Pana muzyka G贸reckiego?

Adrian Thomas: - G贸recki nie był pierwszym polskim kompozytorem wsp贸łczesnym, kt贸rego muzykę poznałem. Na początku był Lutosławski - jego muzykę usłyszałem po raz pierwszy w roku 1968. G贸reckiego posłuchałem dopiero na płycie długogrającej, bardzo dla niego ważnej, kt贸ra ukazała się chyba w roku 1967 i zawierała Scontri, Epitaphium, Canti strumentali oraz Refren. M贸j kolega Jim Samson pojechał na "Warszawską Jesień" w roku 1969 i wr贸cił z tą płytą. W贸wczas się jeszcze nie znaliśmy, ale w roku akademickim 1969/70 obaj znaleźlismy się na studiach doktoranckich na Uniwersytecie w Cardiff i pewnego razu, kiedy go odwiedziłem, puścił mi płytę z G贸reckim. Obaj oniemieliśmy słysząc Scontri, moim zdaniem najwybitniejszy utw贸r w muzyce polskiej pierwszego dziesięciolecia po 1956 roku.

Dlaczego właśnie ten utw贸r uważa Pan za najwybitniejszy?

  Fot.  Wojciech Surdziel / Agencja Gazeta  
  Fot. Wojciech Surdziel / Agencja Gazeta  
- Bo jest zupełnie inny! Totalnie dziki, nieujarzmiony. W por贸wnaniu z nim Tren Pendereckiego wydaje się bardzo wyważony. Scontri są nieprzewidywalne, pełne witalnej siły, są takie, jaki był sam G贸recki: silny, niezależny w swoich sądach. Scontri są niezwykle zmienne w nastrojach, niesamowicie dynamiczne - a sam G贸recki jako człowiek przez całe życie był dynamiczny. Naprawdę jednak i mnie, i Jima Samsona poraził Refren, ponieważ był zupełnie inny od wszystkiego, co komponowano w połowie lat sześćdziesiątych - nikt nie pisał takiej muzyki ani w Europie, ani w Ameryce. Ten zupełnie niezwykły spok贸j części skrajnych zderzony z turbulencjami części środkowej... Jedynym kompozytorem, u kt贸rego można znaleźć jakieś z nim podobieństwo, jest Messiaen. W Refrenie oznaczenia metronomiczne dla części skrajnych są najwolniejsze, jakie kiedykolwiek widziałem w jakiejkolwiek partyturze. Muzyka niezwykle wolna, medytacyjna, bardzo skupiona niczym rytuał - całkowicie mnie zauroczyła.
To było w roku akademickim 1969/70, a w roku 1970 przyjechałem po raz pierwszy na "Warszawską Jesień", tutaj usłyszałem Muzyczkę IV - bardzo kr贸tki utw贸r, dziewięć minut - było to jak wulkan, granit, trudno to opisać... Zrobiła na mnie ogromne wrażenie. A G贸reckiego poznałem osobiście dwa lata p贸źniej, kiedy byłem studentem krakowskiej PWSM. Pojechałem do Katowic na spotkanie z kompozytorami, między innymi z Henrykiem, kt贸ry przedstawił mnie swojemu profesorowi, bardzo już wtedy wiekowemu Bolesławowi Szabelskiemu. To było nasze pierwsze spotkanie, a G贸reckiego nie widziałem potem aż do roku 1984, o ile mnie pamięć nie myli.

Wspomniał Pan o swym uznaniu dla muzyki Lutosławskiego, ale chyba zgodzi się Pan ze stwierdzeniem, że w muzyce G贸reckiego Pan się po prostu zakochał - i dlatego pragnął ją zarekomendować angielskiej publiczności. Był Pan jednym z pierwszych, kt贸rzy w Wielkiej Brytanii pisali o G贸reckim.

- To przyszło stopniowo, ale prawdą jest, że byłem absolutnie zafascynowany G贸reckim. Kiedy studiowałem w Krakowie, na początku lat siedemdziesiątych, znajdowałem tam sporo drukowanych partytur, zacząłem więc kompletować własną bibliotekę muzyki polskiej. Pracujący w bibliotece Związku Kompozytor贸w Polskich Kazimierz Nowacki (znany powszechnie jako Kubuś) skopiował mi wiele nagrań, kt贸re mogłem studiować. Miałem więc wszystko, co G贸recki napisał i co zostało wykonane. Przypominam sobie, że około roku 1970, kiedy byłem w Belfaście, na prywatny użytek zrobiłem nawet aranżację Refrenu na mały zesp贸ł (nigdy nie została wykonana). Nie pamiętam już, na jaką była obsadę, chyba na dwa fortepiany i kotły, zrobiłem to w ramach ćwiczenia i dla analizy. Organizowałem także wykonania muzyki G贸reckiego i brałem w nich udział.
Zawsze też chciałem pisać o jego muzyce. Okazja nadarzyła się na początku lat osiemdziesiątych: dla magazynu "Contact" poświęconego muzyce wsp贸łczesnej napisałem w latach 1983 i 1984 dwa obszerne teksty. Było to dla mnie bardzo ważne - musiałem sprecyzować, co myślę o muzyce G贸reckiego. Były w tych artykułach na pewno błędy, ale chciałem zainteresować czytelnik贸w tą muzyką, kt贸rą Zach贸d powinien był poznać. Stąd wynikł pomysł napisania książki, ale na to nie byłem jeszcze gotowy. Po drugim artykule, jeszcze zanim ukazał się drukiem, pojechałem do Polski - to był rok 1984 - na stypendium, w ramach kt贸rego miałem przeprowadzić wywiady z kompozytorami, także z G贸reckim. Razem z Elżbietą Szczepańską, moją niezmiernie pomocną i wspaniałą przewodniczką, podr贸żowaliśmy po Polsce. Z G贸reckim spotkaliśmy się w Katowicach i właśnie wtedy - chociaż moja polszczyzna była jeszcze okropna - rozmawialiśmy o III Symfonii.

Zanim przejdziemy do III Symfonii, proszę powiedzieć, co najbardziej fascynowało Pana w muzyce G贸reckiego zanim powstał ten utw贸r, a także jak zareagował Pan na zwrot stylistyczny, jaki dokonał się w III Symfonii?

- To bardzo ważne pytanie, ponieważ wiele os贸b, zwłaszcza na Zachodzie, albo nie zna wczesnej muzyki G贸reckiego, albo jest ona dla nich obca w por贸wnaniu z III Symfonią. W historii muzyki znajdziemy mn贸stwo kompozytor贸w, kt贸rzy zmienili styl - nic w tym dziwnego. Wierzę, że niezależnie od stylu, osobowość tw贸rcy - jeśli jest wystarczająco silna - zawsze się przebije. G贸recki miał niezwykłą osobowość - i prywatnie, i w muzyce - czuje się to we wszystkich jego kompozycjach. Kiedy mowa o utworach skomponowanych przed Scontri - są mocne, czasem gwałtowne, agresywne, skoncentrowane, stanowcze - niekiedy jest to naprawdę przerażające. Następnie mamy eksplozję Scontri, są one dla mnie niezwykłą, wspaniałą partyturą. Potem przychodzi ciemny okres - cykl Genesis, trzy utwory, z kt贸rych Elementi jak dotąd są najbardziej znane i tylko one są dostępne na CD. Kiedy prowadziłem wykłady na Uniwersytecie w Cardiff, co roku odtwarzałem ten utw贸r moim studentom - robił na nich wstrząsające wrażenie. Myślę, że G贸recki dotarł tutaj do najciemniejszego miejsca, do najgłębszych pokład贸w swego muzycznego jestestwa. I od tego punktu, przechodząc przez 贸w moment katharsis, rzeczy nagle zaczęły się zmieniać. Refren był początkiem owych zmian, zwłaszcza spokojna medytacja, kt贸ra wypełnia części skrajne. W latach sześćdziesiątych pojawia się wspaniałe rozwiazanie - konflikt na początku utworu, a w konkluzji pełna spokoju transcendencja, często z nawiązaniami do polskiej muzyki renesansowej. Mamy to w Muzyce staropolskiej, Canticum graduum i znowu - w dosyć bolesny spos贸b - w Muzyczce IV. Dla mnie najbardziej wysublimowanym przykładem pozostaje finał II Symfonii.

Skoro wspomniał Pan II Symfonię - nie uważa Pan, że sukces III Symfonii przyćmił inne utwory G贸reckiego, w tym także II Symfonię, kt贸ra jest przecież wspaniałym utworem?

- To rzeczywiście ciekawa kwestia - co by się stało, gdyby III Symfonia nigdy nie powstała lub gdyby nie odniosla sukcesu poza Polską w latach dziewięćdziesiątych? II Symfonię słyszałem na żywo tylko raz, w roku 1993 na Holland Festival w Amsterdamie, i było to niczym wsch贸d nowego świata, inna wersja tego, co Ravel zrobił w Dafnis i Chloe. Owo potężne narastanie, niezwykłe muzyczne ciepło, promienista światłość, wyłaniająca się z nabrzmiewających akord贸w... To utw贸r prawdziwie monumentalny, a nas chyba już nie interesuje monumentalizm... To jednak dzieło oryginalne, bardzo precyzyjnie skonstruowane, ma Pani rację - to wspaniały utw贸r. Czy symfonia ta kiedykolwiek zdobędzie światową sławę? Wątpię, ponieważ i tak miała już dwadzieścia lat, kiedy międzynarodowy sukces odniosła III Symfonia. II Symfonia nie zyskała popularności, zawiera jednak niezwykle uniwersalne przesłanie - to po prostu utw贸r filozoficzny, odmienny od pozostałych.

G贸recki powiedział kiedyś, że III Symfonia jest najbardziej awangardowym utworem, jaki napisał. Jak Pan rozumie te słowa?

- Przyjrzyjmy się jego karierze. Scontri to najbardziej skandalizujący utw贸r lat 1960/61. Refren to dzieło przełomowe. Zobaczmy, co robili inni kompozytorzy w roku 1976 i 1977. Penderecki skomponował Koncert skrzypcowy w roku 1976 i zmierzał w kierunku reinkarnacji romantyzmu. Lutosławski zaczynał zmierzać ku tw贸rczości bardziej melodycznej. Na Zachodzie pojawił się minimalizm, zajmując w muzyce amerykańskiej ważne miejsce w utworach Steve'a Reicha i Philippa Glassa. W Polsce Kilar już napisał był Krzesanego. Działo się zatem coś nowego - zar贸wno tutaj, jak za granicą. Ale nawet gdy spojrzeć na utw贸r G贸reckiego bez kontekstu historycznego, możemy się zastanowić, ile znamy utwor贸w o takiej mocy jak III Symfonia, zwłaszcza jeśli chodzi o utwory w wolnych tempach? Mahler pr贸bował osiągnąć coś podobnego w zakresie rozmiar贸w dzieła, choć oczywiście język muzyczny jest zupełnie inny. Nie byłem w Polsce na prawykonaniu III Symfonii, ale wiem, że odczucia krytyk贸w były rozmaite - jednym utw贸r się podobał, innym nie. Było to na pewno niezwykle odważne posunięcie ze strony kompozytora. Po raz kolejny napisał utw贸r całkiem inny od tego, co w贸wczas komponowano. Powracam zatem do stwierdzenia, że G贸recki przez większą część życia był na czele peletonu, robił rzeczy przed nim nie do pomyślenia. III Symfonia jest jedną z nich.
Czy ktokolwiek w Polsce lub poza jej granicami spodziewał się, że III Symfonia odniesie tak wielki sukces?

- Nie. W piątek 12 listopada [dzień śmierci H.M. G贸reckiego - BBL] słuchałem w Programie 3 Radia BBC wypowiedzi Boba Hurwitza z firmy Elektra Nonesuch. Wspominał on sesję nagraniową Symfonii z Dawn Upshaw, London Sinfoniettą i Davidem Zinmanem. Myślał w贸wczas: "To jest coś nowego, cennego, możemy sprzedać jakieś czterdzieści, pięćdziesiąt tysięcy płyt". Zatem nawet on się nie spodziewał ani tym bardziej nikt inny. Nie ulega wątpliwości, że III Symfonia nie zdobyłaby tak szerokiej publiczności, gdyby nie była utworem interesującym. Zapytał mnie ktoś, czy jej sukces zależał od stacji radiowych, kt贸re ją nadawały. Oczywiście, w jakimś stopniu, ale jeśli utw贸r nie jest naprawdę dobry, to ludzie go nie kupią - musi zatem coś w tej muzyce być. Każda z trzech części III Symfonii jest całkiem inna. Każda ma głęboko zapadającą w pamięć konstrukcję, fakturę, melodię, narrację - w chwili powstania było to po prostu coś niezwykle świeżego. Najwspanialsze jest, że III Symfonia zaczęła żyć własnym życiem, niezależnym od kompozytora. Stało się to w latach dziewięćdziesiątych, nieważne z jakiej przyczyny. To jest cud, tajemnica. I jest to dar. G贸recki - niezamierzenie - sprawił swoją symfonią światu prezent. Ponieważ ludzie niebędący muzykami natychmiast uznali, że jest w niej coś, co do nich przemawia. Na tym jej tajemnica polega: nieudawane poczucie żalu, modlitewność pieśni, ale także wyjście poza 贸w żal do czegoś ponad, czegoś transcendentalnego. To wydaje mi się ważne. Ludzie nie zaczęli słuchać tej muzyki i nie pokochali jej dlatego, że była o czymś strasznym, o Auschwitz, o wojnie w tym czy innym kraju - ona nie jest o żadnej z tych spraw i nie dlatego ludzie ją pokochali. Pokochali ją, ponieważ przemawiała bezpośrednio do nich i dzięki temu mogła stać się ich własnością.

Od czasu międzynarodowego sukcesu III Symfonii G贸recki nie skomponował właściwie żadnego ważnego utworu - nawet jego długo oczekiwany III Kwartet smyczkowy ponad dziesięć lat leżał w szufladzie, zanim kompozytor zdecydował się dać go kwartetowi Kronos. Co stało się z G贸reckim po ogromnym sukcesie III Symfonii?

- Tylko on m贸głby odpowiedzieć na to pytanie. Ja sam naprawdę dużo o tym myślałem. Faktem jest, że po roku 1992 ukończył tylko trzy duże utwory: Małe requiem dla pewnej polki, Concerto-Cantata oraz III Kwartet smyczkowy. Moim zdaniem tylko te trzy kompozycje są naprawdę ważne, co na ponad piętnaście lat jest liczbą skromną, nawet jak na standardy G贸reckiego. Można więc zadać pytanie, dlaczego? Sądzę, że stracił wtedy parę lat, bo był wszędzie zapraszany i każdy chciał uszczknąć coś z tego tortu, jakim był sukces jego Symfonii, wszyscy chcieli dotknąć choćby "rąbka szaty" Henryka, a on po prostu lubił spotykać się z ludźmi. Myślę, że był bardzo skonsternowany tym nagłym sukcesem. Jego reakcją na pewno była radość. M贸gł odwiedzić miejsca, w kt贸rych nigdy nie był, nagle stał się podziwiany. Ciekawe, że w tych latach usłyszeliśmy prawykonania Małego requiem i Concerto-Cantata, zatem utwory te powstawały r贸wnocześnie z całym tym zamieszaniem.
Potem G贸recki ukończył III Kwartet smyczkowy. O ile wiem, ostatecznie dokonał tylko niewielkich zmian - dynamiki, oznaczeń; jądro utworu powstało przed rokiem 1995. Czemu przez następnych dziesięć lat kwartet ten pozostawał w ukryciu? Nie był z niego zadowolony? Obawiał się, że nie udźwignie nowo zdobytej sławy, że ludzie będą por贸wnywać go z III Symfonią, uznając go za zbyt inny lub nazbyt podobny? Czy całe to zamieszanie wok贸ł jego osoby zakł贸ciło jego spos贸b pracy? Tym, co miało znaczenie - to wyłącznie moja opinia - był fakt, że cała ta sytuacja spowodowała zaburzenie jego proces贸w tw贸rczych, myślowych, podobnie zresztą organizacji czasu. Zostawało mu go naprawdę niewiele, by ochłonąć i być sobą. Nie zapominajmy, że zawsze pisał powoli, latami komponując utwory, kt贸re tak kochamy, ale zdarzały się też pomiędzy nimi przerwy dwu- nawet trzyletnie. Pracował we własnym tempie, we własnej przestrzeni, nie był przyzwyczajony do mn贸stwa telefon贸w i innych zajęć zabierających mu czas - udzielania wywiad贸w, występowania w filmach dokumentalnych, całego tego zgiełku. Miał - to prawda - ogromne wsparcie w swoim wydawcy, firmie Boosey & Hawkes, ale i tak dla niego była to ogromna zmiana. Możemy tylko domyślać się, jaki m贸głby być dalszy ciąg...

Spr贸bujmy zatem - co stałoby się, gdyby...

- O nie, nie możemy tego przypuszczać... Wiemy, że komponował IV Symfonię, kt贸ra miała być wykonana po raz pierwszy w zeszłym roku. Kiedy widziałem go w Zakopanem w styczniu 2008 roku, trochę mi o niej opowiadał - że będzie związana z Tansmanem, że praca nad nią jest zaawansowana. Znałem jednak na tyle jego spos贸b pracy, że wiedziałem, iż "zaawansowana" może oznaczać wszystko. Mogła być zaawansowana w myśleniu, zaawansowana w partyturze... Historia III Kwartetu kładła się jednak cieniem na te plany, wiedzieliśmy, że to może jeszcze potrwać.. O ile mi wiadomo, r贸wnież IV Kwartet smyczkowy był w jakimś stopniu zaawansowany. To są dwa utwory, o kt贸rych wiem na pewno, że Henryk miał je w planach na przyszłość. Przy nielicznych okazjach, kiedy rozmawialiśmy o muzyce sprzed lat, pojawiały się opowieści o utworach, jakie zamierzał napisać. Nawet w wywiadach ze mną m贸wił o wielkich cyklach, w kt贸rych skład miałyby wejść III Symfonia i Beatus Vir, wielkie cykle, kt贸re nigdy się nie zmaterializowały. Nie ma co snuć domysł贸w, mamy to, co mamy, i już to jest dla nas ogromnym darem.
  Henryk Mikołaj G贸recki i Adrian Thomas przy fortepianie w domu Stefana i Wandy Wilk贸w, Studio City, Kalifornia 1997, Fot.  Vladek Juszkiewicz  
  Henryk Mikołaj G贸recki i Adrian Thomas przy fortepianie w domu Stefana i Wandy Wilk贸w, Studio City, Kalifornia 1997, Fot. Vladek Juszkiewicz  
Przykład G贸reckiego ukazuje negatywny skutek, jaki może przynieść kompozytorowi sytuacja, w kt贸rej powinien zadowolić - no, może niekoniecznie - każdego. Chodzi mianowicie o pokusę, aby odpowiedzieć "tak" na jedną prośbę, "tak" na kolejną i na jeszcze jedną. Są ludzie stworzeni do takiego sposobu życia, potrafią je poukładać. Sądzę jednak, że G贸recki był naprawdę zainteresowany wyłącznie komponowaniem. To smutne, ale III Symfonia, choć przyniosła mu wielką radość, szczęście i sławę, ostatecznie być może przeszkodziła mu w napisaniu innych utwor贸w. Sp贸jrzmy na III Kwartet smyczkowy: to utw贸r, kt贸ry robi na mnie coraz większe wrażenie - za każdym razem, kiedy go słucham. Wynika to, jak sądzę, z faktu, że pomysł konfliktu nie zawsze znajduje rozwiązanie. Myślę, że w samym G贸reckim było wiele wewnętrznych konflikt贸w - dlatego m贸gł napisać taki utw贸r, jak Scontri, i taki, jak III Symfonia. W III Kwartecie jednak nie ma końcowego rozwiązania, nie ma złotego rozjaśnienia na końcu. Bardzo porusza mnie, jak w miarę rozwoju utworu w coraz większym stopniu spogląda wstecz na to, co już miało miejsce. To niemal tak, jakby kompozytor patrzył wstecz ponad kwartetem, m贸wiąc: "Pozw贸lcie mi zerknąć na tę grę, mogę na nią spojrzeć, ale tam nie ma rozwiązania, muszę więc zaufać przyszłości, niezależnie od tego, czy przyniesie jakieś rozwiązanie, czy też nie". To jakby akceptowanie siebie samego jako tw贸rcy - r贸wnież tego, że kiedyś umrze. Nie sugeruję tu, że III Kwartet smyczkowy to pożegnalny utw贸r G贸reckiego, nic podobnego! Sądzę jednak, że jest to utw贸r niezwykle głęboki dlatego, że tak ogromnie osobisty. Brak łatwych rozwiązań, żadnego ukojenia na końcu. Taki m贸gł być pow贸d, dla kt贸rego Henryk zwlekał z jego publikowaniem - ponieważ był aż tak osobisty.

Co z muzyki G贸reckiego pozostanie atrakcyjne dla przyszłych pokoleń słuchaczy? Czy będą pamiętać jego muzykę?

- Zazwyczaj kiedy kompozytor umiera, zainteresowanie jego muzyką spada, wykonań jest znacznie mniej, wyraźnie na jakiś czas znika - może na pięć, dziesięć, dwadzieścia lat - aż nagle ktoś ją ponownie odkrywa. Mn贸stwo mamy takich przykład贸w. Myślę jednak, że teraz żyjemy w innych czasach. Przede wszystkim komunikacja i informacja są znacznie bardziej dostępne i to, co już znalazło się w obiegu publicznym, pozostanie w nim - można to zawsze ściągnąć z Internetu. Bez wątpienia o G贸reckim nie będzie tak głośno, jak niegdyś - już nieco zniknął ze świadomości powszechnej. Ale też ile mamy teraz nagrań III Symfonii? - myślę, że około piętnastu, zatem wciąż można je kupić. III Symfonia nie zniknie, co do tego nie ma żadnej wątpliwości. Zapadła zbyt głęboko w świadomość zbyt wielu ludzi. Co do reszty, no c贸ż - to będzie zależało od tych, kt贸rzy promują jego muzykę poprzez koncerty, a zwłaszcza przez nagrania. Weźmy choćby kilka przykład贸w z muzyki polskiej. Wydaje mi się, że sytuacja muzyki Lutosławskiego jest całkiem niezła. Regularnie pojawiają się nowe nagrania, na przykład z Koncertem wiolonczelowym; od śmierci kompozytora powstało już chyba z dziesięć nagrań tego koncertu. Pojawiła się też nowa seria płyt z muzyką Lutosławskiego, wydawana przez Chandos w Wielkiej Brytanii. Najnowsza, z października ubiegłego roku, zawiera III Symfonię, Łańcuch III i Koncert na orkiestrę - zbiera znakomite recenzje. Jestem pewien, że takie inicjatywy zapewniają dobrą pozycję muzyce Lutosławskiego. Sp贸jrzmy teraz na mniej szczęśliwe przykłady - Bairda i Serockiego. Sytuacja Bairda przez lata wyglądała nieco lepiej, niż można się było spodziewać, a to dzięki kilku płytom CD z jego muzyką. Serocki natomiast, praktycznie biorąc, pozostaje całkowicie zapomniany! Gdzie jest seria płyt CD z jego muzyką, upamiętniająca jego dokonania? Albo gdzie są wykonania jego muzyki? W Polsce jeszcze niekiedy, okazjonalnie się zdarzają. Za granicą - nie ma mowy! Nie mnie oceniać, czy to skandal, czy nie, ale uważam, że to wielkie nieszczęście, że tak ważny kompozytor został zapomniany. Baird r贸wnież zasługuje na dużo większe uznanie. Moglibyśmy też znaleźć inne przykłady. Tylko że świat jest pełen wsp贸łzawodnictwa - pojawiają się nowi kompozytorzy i oni też chcą być znani. I to jest w porządku, tak powinno być.
My, kt贸rzy pamiętamy G贸reckiego, liczymy na Pani pokolenie. Moim zdaniem G贸recki nie zostanie nigdy zapomniany i sądzę, że częścią sekretu przetrwania jego muzyki będą utwory na ch贸r a cappella: kompozycje takie, jak Totus tuus, Amen, Święty, święty, święty - nieduże, z kt贸rymi mogą sobie poradzić ch贸ry amatorskie. Poza tym muzyka kameralna, jak kwartety smyczkowe. Na wiosnę tego roku pojawi się nowa płyta z kwartetami w wykonaniu Royal String Quartet. To już trzeci zesp贸ł, kt贸ry nagrał wszystkie trzy Kwartety G贸reckiego na płytę CD. Myślę, co jest dosyć zabawne, że tkwi tu pewne podobieństwo do Lutosławskiego, warto bowiem zauważyć, że Lutosławski zaczął stawać się bardziej popularny i lepiej znany, kiedy zaczął komponować małe utwory kameralne, jak Epitafium czy Grave. Nie robił tego od czasu Kwartetu smyczkowego, a tu nagle wystarczyło kilka os贸b, by grać jego muzykę i, co za tym idzie, publiczność, kt贸ra chciałaby ją usłyszeć, przestała być uzależniona od dużych zespoł贸w orkiestrowych. Być może G贸recki będzie znany ze swych niewielkich, bardziej intymnych utwor贸w - to dla mnie bardzo miła perspektywa. Może to niestety zarazem oznaczać, że jego potężne, monumentalne kompozycje, jak Symfonia "Kopernikowska", będą słabiej pamiętane właśnie dlatego, że wymagają ogromnych środk贸w wykonawczych.

Na pewno jednak one też pozostaną w naszej pamięci.
BEATA BOLESŁAWSKA-LEWANDOWSKA

ROK LV • NR 3 • 6 LUTEGO 2011

Mysz w Ruchu


ROK LV • NR 3 • 6 LUTEGO 2011


2013r - Terminarz nadsy砤nia materia丑w


Biblioteka narodowa
Oficjalna witryna banku PKO BP

  Wstecz  Do g髍y  Napisz do nas  DrukujSkomentuj

Komentarze

No bez 偶art贸w, Panie Thomas! ( Szymon G膮gola wyslano 2011-04-27 godz. 10:29 )  

 

© 2006-2009 Biblioteka Narodowa