Muzyka wsp蟪czesna
Relacje
Opera
Historia
P硑ty
Archiwum Artyku硑 Ksią縦i P硑ty Autorzy Koncerty Prenumerata Reklamy i Og硂szenia Forum Kontakt
Historia  O Bukowskim bez Bukowskiego

Ryszard Bukowski kochał młodzież, zwłaszcza uzdolnioną muzycznie. Był wspaniałym, urodzonym pedagogiem. Ale przede wszystkim czuł się kompozytorem. Potrafił być także, wbrew pozorom, człowiekiem bardzo praktycznym i znakomitym organizatorem. Z tych trzech źr贸deł, powod贸w i inspiracji zrodził się w latach dziewięćdziesiątych we Wrocławiu pomysł festiwalu jego imienia - Dni Muzyki Ryszarda Bukowskiego - realizowanego odtąd z wielką determinacją przez Marię Magdalenę Janowską-Bukowską. W tym roku odbył się po raz dziewiąty. Festiwal jest przede wszystkim poświęcony promowaniu tw贸rczości młodych kompozytor贸w - student贸w i niedawnych absolwent贸w akademii muzycznych, a także kultywowaniu pamięci o muzyce samego Patrona, choć ten, w obliczu trudności, zawsze ustępuje miejsca młodzieży. W roku 2008 festiwal odbył się bez muzyki Bukowskiego, w tym - była ona obecna mniej niż symbolicznie.

Pięknie i bardzo uroczyście się zaczęło. W chłodny poranek 23 października, w obecności licznego grona, dyrektor Wydziału Kultury Urzędu Miejskiego Jarosław Broda i rektor Akademii Muzycznej Krystian Kiełb odsłonili tablicę pamiątkową na budynku przy ul. Damrota 1, w kt贸rym Ryszard Bukowski mieszkał i tworzył. Były mowy, kwiaty, zabrzmiał nawet fragment jego IV Symfonii.
Filharmonia Wrocławska, kt贸ra włączyła się do festiwalu dwoma koncertami (chwała jej za to!), na inauguracyjnym piątkowym koncercie symfonicznym pod dyrekcją Michała Dworzyńskiego przedstawiła prawykonanie Symfonii na wielką orkiestrę symfoniczną Weroniki Ratusińskiej (rocznik 1977, absolwentka klasy kompozycji Stanisława Moryty i Włodzimierza Kotońskiego w Warszawie), II Koncert wiolonczelowy Szostakowicza (z udziałem Rafała Kwiatkowskiego) i II Symfonię Sibeliusa. Pięknie, ze zrozumieniem całego bogactwa muzycznego i głębokiego sensu artystyczno-wyrazowego wykonano arcydzieło Szostakowicza. Pełna epickiego rozmachu II Symfonia Sibeliusa - w klarownej, żywej interpretacji dyrygenta i wzorowo wsp贸łdziałającej z nim orkiestry - z pewnością sprawiły wiele radości miłośnikom muzyki "piewcy P贸łnocy".
W takim sąsiedztwie Symfonia z 2008 roku Ratusińskiej wydała się przede wszystkim pusta emocjonalnie i wyrazowo. Zastosowanie "techniki przesunięcia fazowego" (phase shifting), zaczerpniętej od Adamsa i Reicha - jak wyznała w programie kompozytorka - wypadło sprawnie i umiejętnie, muzyka, owszem, obfitowała w pomysły, była czytelna pod względem fakturalnym i konstrukcyjnym (w czym niemała zasługa dyrygenta), pozostała jednak na etapie studium i eksperymentu warsztatowego.
A Bukowski? Znalazł się tylko w tytule koncertu: "IX Dni Muzyki Ryszarda Bukowskiego" - dla abonamentowej publiczności całkowicie niezrozumiałym i, jak m贸wią bracia Rosjanie, "nie pri czom".
Za to jego Serenada na orkiestrę smyczkową (1962) zwieńczyła drugi koncert filharmoniczny, Wrocławskiej Orkiestry Kameralnej "Leopoldinum" pod dyrekcją Jacka Rogali w uniwersyteckiej Auli Leopoldyńskiej (24 października). To utw贸r znany, neoklasyczny w stylu, naznaczony wszakże bardzo indywidualnym językiem kompozytora i specyficznym tonem lirycznym (szczeg贸lnie piękne Adagio z motywem "miłosnych westchnień"!). Koił uszy i uspokajał: mistrzostwem warsztatowym, ekonomią i celowością użytych środk贸w - zwłaszcza w zestawieniu z poprzedzającą go sporą porcją mniej lub bardziej udatnych kompozytorskich pierwocin.
Pięć premier kompozytorskich nie przyniosło wprawdzie artystycznych rewelacji, ale dostarczyło całkiem interesujących przykład贸w indywidualnych zainteresowań i postaw młodych tw贸rc贸w, może grzeszących czasem młodzieńczą naiwnością. Fuga sprzed stu lat Mateusza Ryczka (z wrocławskiej klasy kompozycji Grażyny Pstrokońskiej-Nawratil) okazała się nie tylko zręcznym pastiszem, ale i okazją do żartobliwej deklaracji ideowej: "gdyby Ryczek urodził się 123 lata wcześniej, tworzyłby takie ekstremalnie ścisłe i zalgorytmizowane konstrukcje..." Renate Stivrina - Polko-Łotyszka studiująca u J贸zefa Rychlika i Magdaleny Długosz w Krakowie - dała nastrojową muzyczną impresję In the old Sinagoga z krakowskiego Kazimierza, o subtelnym kolorycie, delikatnie zrytmizowaną w części środkowej. Zwiewność i zmysłowość brzmienia charakteryzowały ruchliwą Arabeskę Mateusza Fandriego, studenta z klasy kompozycji Krzysztofa Baculewskiego w Warszawie. Kontrastowała z nią Verbera Pauliny Załubskiej (z klasy Krystyny Moszumańskiej-Nazar i Anny Zawadzkiej-Gołosz w Krakowie) - kompozycja o wyrazistej konstrukcji, z ostrymi rytmicznymi uderzeniami orkiestry, na zmianę z sonorystycznymi płaszczyznami dźwiękowymi (jak napisała autorka w komentarzu). Najciekawszy pod względem materiałowym i w oryginalnym ukształtowaniu wydał się jednak utw贸r wrocławianki Anny Nowak (absolwentki z klasy Pstrokońskiej-Nawratil) - utrzymany w stylistyce sonorystycznej Okrzyk ciszy, dowodzący dużej wyobraźni dźwiękowej i wrażliwości autorki.
  Po koncercie Leopoldinum, Fot. Bogusław Beszłej  
  Po koncercie Leopoldinum, Fot. Bogusław Beszłej  
Podobnie jak w poprzednim koncercie, na szczeg贸lne słowa uznania zasłużył dyrygent. Jacek Rogala - dziś już bardzo doświadczony kapelmistrz - pewnie, rzetelnie i ze znakomitym wyczuciem niuans贸w partytur wsp贸łczesnych (wszak sam jest kompozytorem) odczytywał ze sprawnymi muzykami "Leopoldinum" nie tylko to, co zapisane w nutach, ale i to, co między nimi.
Finał festiwalu miał się odbyć w Filharmonii. I odbył się - lecz nie we Wrocławiu, tylko... w Wałbrzychu, w Filharmonii Sudeckiej. Kilka dni przed terminem koncertu okazało się, że Urząd Marszałkowski nie przyznał środk贸w na przyjazd wałbrzyskiej orkiestry do Wrocławia. Tylko dzięki ofiarności i błyskawicznej decyzji jej dyrektora, że zagra u siebie, uratowano włożony już wysiłek i oszczędzono rozczarowań młodym kompozytorom. Mało tego - dyrektor Dariusz Mikulski zaprosił ich na pr贸by do Wałbrzycha, zapewnił pobyt, zaprosił publiczność. A sam koncert - poprowadził jak spotkanie towarzyskie, w miłej, bezpośredniej, nieledwie rodzinnej atmosferze. Kolejno wywoływani na estradę kompozytorzy - bohaterowie wieczoru, musieli gęsto się tłumaczyć ze swoich zamiar贸w, zaskarbiając sobie jednak życzliwość publiczności. Z pewnością była potrzebna - podobnie jak doza wyrozumiałości. Nie po raz pierwszy na Festiwalu Bukowskiego okazało się, jak pouczająca może być dla początkujących kompozytor贸w konfrontacja ich wyobrażeń z realnym brzmieniem i z konkretnym aparatem wykonawczym orkiestry symfonicznej. Już na pr贸bach dowiadywali się co jest możliwe, a co tylko dobrze wygląda w partyturze, co jest czystą spekulacją, a co ma szanse zainteresować i poruszyć słuchacza.
Roman Czura, 20-latek z Darmstadtu, studiujący u Anny Zawadzkiej-Gołosz w Krakowie, umyślił sobie Klagegesang - kompozycję o budowie łukowej, dość oszczędnych środkach, ilustrującą narastanie pewnego uczucia - co mu się zresztą całkiem zgrabnie udało, dowodząc silnej wyobraźni i talentu. Z kolei Trzecia łza Wenus Aliny Kubik z poznańskiej klasy kompozycji Grażyny Pstrokońskiej-Nawratil okazała się dziełem tyleż tajemniczym i intrygującym poetycką (a może malarską lub astronomiczną?) inspiracją, co bezkształtnym i rozproszonym w bezmiarze dźwięk贸w. Przyznane stypendia, zdobyte kompozytorskie nagrody krajowe i międzynarodowe każą jednak z respektem i uwagą przyglądać się tw贸rczym dokonaniom tej frapującej skądinąd artystki. Tymczasem na estradzie zwiększała się liczba instrument贸w, osiągając apogeum w Koncercie kameralnym na orkiestrę symfoniczną Piotra Boronowicza (student Zawadzkiej-Gołosz), kt贸ry musiał chyba sam przyznać, że nie udało mu się w pełni rozwiązać sprzecznych i karkołomnych zadań technicznych, mimo niewątpliwej pomysłowości motywicznej i konstrukcyjnej. Na koniec zn贸w błysnęła wrocławianka, Marlena Mruz, świeża absolwentka z klasy Leszka Wisłockiego. Jej 24h - Muzyka w trzech częściach na fortepian i orkiestrę to muzyczna fantazja i swoisty zapis pełnej doby z życia "przeciętnego, zapracowanego człowieka": dzień po przebudzeniu, wiecz贸r i sen. Młoda kompozytorka, za pomocą prostych środk贸w, nie stroniąc od dur-moll i popularnych rytm贸w, bezpretensjonalnie, barwnie i z temperamentem, niekiedy naiwnie, niekiedy dowcipnie - usiłowała swą muzyką malować i opowiadać, bawić i wzruszać. I udało się, skoro publiczność zażądała bisu - kt贸ry z widoczną ochotą i usatysfakcjonowani podjęli: pianista - Marcin Grabosz i pracowici wałbrzyscy filharmonicy pod batutą swego szefa.
Niestety, Bukowski r贸wnież tym razem musiał ustąpić wobec trudności. Wypożyczenie materiał贸w orkiestrowych do planowanego wykonania Fresku symfonicznego - po drastycznej podwyżce opłat w Centralnej Bibliotece Nutowej - przerastało możliwości finansowe organizator贸w.
Na szczęście zdarzył się swoisty festiwalowy "suplement", też w Wałbrzychu. Oto w programie najbliższego piątkowego koncertu Filharmonii Sudeckiej (6 listopada), między Koncertem fortepianowym G-dur Haydna (wykonanym z wdziękiem przez Marię Magdalenę Janowską-Bukowską) a VII Symfonią Beethovena (w kt贸rej dzielnie spisała się orkiestra, a Dariusz Mikulski zaimponował dojrzałością interpretacji) znalazły się Trzy nokturny na fortepian i orkiestrę Bukowskiego. Trzeba podkreślić i z uporem powtarzać, że muzyka Bukowskiego znakomicie się broni - przed upływem czasu i wobec mistrz贸w dawnych i wsp贸łczesnych: oryginalnością języka, artystyczną odpowiedzialnością i powagą. Trzy nokturny na fortepian i orkiestrę (1985) to dzieło dla kompozytora bardzo charakterystyczne i wyjątkowo piękne. W jego wałbrzyskim wykonaniu można było dostrzec - chyba dopiero dziś tak wyraźnie - indywidualnie przeobrażone inspiracje bart贸kowskie, a także analogie kolorystyczne z muzyką Lutosławskiego.
KAZIMIERZ KOŚCIUKIEWICZ

ROK LIII • NR 25 • 13 GRUDNIA 2009

Mysz w Ruchu


ROK LIII • NR 25 • 13 GRUDNIA 2009


2013r - Terminarz nadsy砤nia materia丑w


Biblioteka narodowa
Oficjalna witryna banku PKO BP

  Wstecz  Do g髍y  Napisz do nas  DrukujSkomentuj

© 2006-2009 Biblioteka Narodowa