Muzyka współczesna
Relacje
Opera
Historia
Płyty
Archiwum Artykuły Książki Płyty Autorzy Koncerty Prenumerata Reklamy i Ogłoszenia Forum Kontakt
Relacje  Mocny śpiew przeszłości

XVII Festiwal "Pieśń Naszych Korzeni", Jarosław, 23-30 sierpnia

Jest w Polsce festiwal, na którym muzyka nie wdzięczy się do słuchacza i nie zabiega o jego uznanie. Jest poważna i wymagająca, czasem wręcz szorstka. Mimo to, a może właśnie dlatego, co roku przyciąga dużą grupę osób, zdecydowanych przez pełen tydzień poddać się jej działaniu, co więcej: uczestniczyć w niej własnym śpiewem. To "Pieśń Naszych Korzeni", festiwal, który odbył się w Jarosławiu już po raz siedemnasty.
Wykonywana tu muzyka dawna i tradycyjna ma ciężar duchowy, jest wehikułem modlitwy, mową o życiu i śmierci, radości i cierpieniu, sprawach najważniejszych i ostatecznych, mową szczerą i esencjonalną. Gdy poddać się jej działaniu, człowiekowi robi się bliżej do siebie samego i do innych ludzi.
Żeby w pełni doświadczyć uczestnictwa w festiwalu, warto otworzyć się na jego rytm, dostroić się do niego, a potem nieść go razem z innymi. Czas jest tu zagęszczony, a wolnych chwil niewiele. Zwykły festiwalowy dzień miał taki oto przebieg: jutrznia gregoriańska, próba Chóru Festiwalowego z Marcelem Pérčsem (sekcja polifoniczna), równolegle - warsztaty chorału gregoriańskiego dla początkujących, seminarium "Pieśń Naszych Korzeni" z wykonawcami koncertu z poprzedniego wieczoru, próba Chóru Festiwalowego z Marcelem Pérčsem (sekcja monodyczna), nieszpory gregoriańskie, koncert, biesiada w Klubie Festiwalowym. W nocy z wtorku na środę odśpiewano gregoriańską wigilię uroczystości M. B. Częstochowskiej, po której odprawiono Mszę świętą w nadzwyczajnej formie rytu rzymskiego (całość trwała od godziny 23 do 4 nad ranem). We środę, oprócz koncertu wieczornego, odbył się również koncert nocny.
  Chór festiwalowy (drugi od lewej Marcel Péres), Fot. Marcin Mituś  
  Chór festiwalowy (drugi od lewej Marcel Péres), Fot. Marcin Mituś  
"Pieśń Naszych Korzeni" stoi śpiewem, a jakość festiwalu mierzy się jakością głosów i siłą ich przekazu. W tym roku zaśpiewali dla jarosławskiej publiczności rosyjski zespół Sirin, Benjamin Bagby, Jacek Hałas, Stefano Albarello, kantorzy rumuńscy (chór Byzantion), kantorzy serbscy (Pavle Aksentijević z zespołem), Marcel Pérčs i Chór Festiwalowy, wrocławska Schola Gregoriana Silesiensis, Voci Unite z Łomży, kantorzy festiwalowi - Marcin Bornus-Szczyciński i Robert Pożarski. Zabrzmiały staroruski śpiew jednogłosowy i wczesna polifonia XVI-XVII wieku (Sirin, Moskwa), rumuński chorał bizantyjski (Chór Byzantion, Jassy), serbska muzyka cerkiewna z rękopisów z XIV-XVI wieku (Pavle Aksentijević, Belgrad), Messe de Nostre Dame Guillaume'a de Machaut (Marcel Pérčs i Chór Festiwalowy), muzyka apokaliptyczna z IX-XI wieku (Sequentia, Kolonia - Paryż), łacińska epicka i biesiadna pieśń z czasów Karola Wielkiego (Cantilena Antiqua, Bolonia), muzyka barokowa klasztorów czeskich i polskich (Capella Regia, Praga). Młodzieżowy zespół Antiquo More z Międzyrzecza przedstawił na jarosławskim rynku Królową Śniegu. Moralitet lirnika o przyjaźni i wierności. Jak dobro zło zwyciężyło z udziałem Jacka Hałasa.
Właściwie trudno opisywać festiwal w Jarosławiu w kategoriach kulminacji muzycznych. To festiwal trwania. Śpiew trwa tutaj od pierwszego koncertu do Mszy świętej gregoriańskiej kończącej festiwal. Włączyć w niego może się każdy, w miarę sił i umiejętności. Co roku jednak zdarzają się koncerty, które szczególnie zapadają w pamięć. Tym razem był to występ zespołu Sequentia, nocny koncert rumuńskiego chóru Byzantion i muzyczna pocztówka z klasztorów barokowych w wykonaniu zespołu Roberta Hugo z Pragi.
  Benjamin Bagby, Fot. Marcin Mituś  
  Benjamin Bagby, Fot. Marcin Mituś  
Benjamin Bagby i Norbert Rodenkirchen przygotowali na zamówienie festiwalu program muzyki apokaliptycznej Fragmenty na koniec czasów z IX-XI wieku. Usłyszeliśmy teksty pełne sugestywnych wyobrażeń, inspirowanych z jednej strony biblijnym Objawieniem Św. Jana, z drugiej zaś - pogańskimi germańskimi opisami zagłady świata podczas ostatecznej bitwy między bogami i olbrzymami: m.in. fragment Muspilli, proroctwo Sybilli Erytrejskiej, rymowane wersety alzackiego mnicha Otfryda, fragment anglosaksońskiego eposu Beowulf, opis Ragnarök (ostatecznej bitwy) ze staroislandzkiej Eddy. Dzięki mistrzowsko poprowadzonej przez Sequentię narracji te liczące ponad tysiąc lat teksty ożyły w jarosławskiej kolegiacie i swoją intensywnością rozpaliły wyobraźnię słuchaczy.
Potencjometry duchowe mocno wychyliły się w nocy ze środy na czwartek. W kościele św. Mikołaja wystąpił wtedy rumuński chór Byzantion, prowadzony przez charyzmatycznego Adriana Sarbu, z programem rumuńskiego chorału bizantyjskiego. Zabrzmiał śpiew mocny, emanujący pewnością, misterne modlitewne wołanie. Występowi towarzyszyło najwyższe napięcie, które udzieliło się wszystkim obecnym.
W piątek wieczorem jarosławska publiczność, dość nietypowo jak na "Pieśń Naszych Korzeni", mogła się rozkoszować twórczością baroku. Jarosław dysponuje idealnym wnętrzem na potrzeby tej muzyki - bazyliką Matki Bożej Bolesnej. Na festiwal zawitał z Pragi znany już tutaj bardzo dobrze Robert Hugo ze swym zespołem wokalno-instrumentalnym Capella Regia. Przygotował zrekonstruowany przez siebie program z rękopisów klasztorów czeskich i polskich. Czesi udowodnili tego wieczoru, ile świeżości i entuzjazmu można wydobyć z tej muzyki, spełniając zarazem wymogi konwencji barokowej. Mniej więcej od połowy koncertu temperatura wykonania stale rosła, osiągając górny pułap w pełnych fantazji, również w partii basso continuo, utworach Wenzla Gunthera Jacoba.
  Norbert Rodenkirchen, Fot. Marcin Mituś  
  Norbert Rodenkirchen, Fot. Marcin Mituś  
A potem już sobota i finał festiwalu, czyli wykonanie Messe de Nostre Dame Machauta w kolegiacie przez Chór Festiwalowy pod kierunkiem Marcela Pérčsa, pierwszej mszy czterogłosowej. Stawianie okazałej gotyckiej budowli, której schemat czerpaliśmy z kaligraficznych facsimile, wymagało czasu. Fundamenty położono już na majowych warsztatach we Wrocławiu, zorganizowanych przez Stowarzyszenie Schola Gregoriana Silesiensis. Tam zapoznaliśmy się z XIV-wiecznym zapisem, podzieliliśmy się na głosy i odczytaliśmy kilka części Mszy. Prace kontynuowaliśmy w ramach warsztatów w Jarosławiu i zwieńczyliśmy trzykrotnym wykonaniem Mszy uzupełnionej o XIV-wieczną monodię wykonaną na sposób francuski według zaleceń Hieronima z Moraw - w kolegiacie jarosławskiej na zakończenie festiwalu, w kościele pokamedulskim na warszawskich Bielanach w ramach Latającej Akademii Muzyki Dawnej, wreszcie w kościele św. Krzyża we Wrocławiu, na zakończenie festiwalu "Forum Musicum".
Czego można nauczyć się w tak krótkim czasie od Marcela Pérčsa? Przede wszystkim, że śpiew, żeby był żywy, musi dziać się tu i teraz, powstawać z ducha chwili. Pérčs przekonywał o tym każdą zaśpiewaną frazą, która nigdy potem nie powracała już w tym samym kształcie. Nie sposób oprzeć się wrażeniu, że ma się do czynienia z człowiekiem, który oddycha wykonywaną muzyką - tak dalece już ją uwewnętrznił, tyle uwagi i wysiłku jej poświęcił, tak naturalnym sposobem wyrazu już się dla niego stała.
Do komfortu tej trudnej kilkudniowej pracy przyczynił się przede wszystkim swoisty nadmiar psychiczny i duchowy, jakim dysponuje Marcel Pérčs, jego pogoda ducha i cierpliwość. Dzięki temu codzienna walka o kształt, kucie surowej materii, liczne powtórzenia, kryzysy zmęczenia i wzloty ducha, kiedy kolejne fragmenty składały się w całość, odbywały się w atmosferze wdzięczności za możliwość uczestniczenia w tak niecodziennym przedsięwzięciu.
Każde z trzech wykonań Mszy Machauta było pełne napięcia i każde było inne. Pierwsze - pełne neofic-kiego zapału, gorączkowe, w warstwie muzycznej jeszcze dość surowe, drugie - już pewniejsze, chwilami bardzo wyciszone, ze wspólnie przeżywanymi wzlotami ducha, i wreszcie trzecie, wrocławskie - uskrzydlone, z posmakiem wolności, jaką daje ta muzyka, kiedy poświęcić jej odpowiednio dużo uwagi, wysiłku i czasu. W końcu uwierzyliśmy Pérčsowi, że między wyraźnie kaligrafowanymi znakami Mszy Machauta kryje się wolność, przestrzeń dla głosu i duszy każdego wykonawcy: "Rzecz zanotowana nie jest ostatecznym celem, lecz punktem wyjścia procesu poznania, który uzyskuje kształt w bezpośrednim związku z dźwiękiem. Notacja jest niczym mapa, która pozwala nam znaleźć drogę; nie jest pejzażem, który kontemplujemy. Ostateczną rzeczywistością muzyki jest dźwięk, to zaś poznać do głębi można jedynie poprzez doświadczenie", jak napisał Pérčs w notce do programu.
W Jarosławiu poznawanie muzyki odbywa się właśnie tak - przez doświadczenie prowadzące do głębi. To festiwal wykuwany przez organizatorów latami, w ogniu nieustannej debaty, pracy duchowej, konsekwent-nych zabiegów o programy skrojone specjalnie na jego potrzeby. Warto wspomnieć, że bywają wykonawcy, którzy przyjeżdżają na cały festiwal, by poznać jego specyfikę. Są na koncertach, przyglądają się toczonym tutaj dyskusjom, by wystąpić dopiero w przyszłości. Bo to jest to miejsce, które daje szansę na koncert życia. I wiele wymaga. Trzeba nie tylko wystąpić, ale też otworzyć się na rozmowę - opowiedzieć o swojej działalności, filozofii życia i muzykowania.
Festiwal przyciąga urodzonych pionierów, ludzi chodzących w muzyce własnymi ścieżkami, często wyboistymi, ludzi wiecznie poszukujących. Dlatego tak ciekawe są powroty po latach, w tym roku m.in. Benjamina Bagby'ego czy Andrieja Kotowa, szefa zespołu Sirin. Dowiadujemy się, jak długą przeszli drogę, że nadal nią idą i iść zamierzają. Że to właśnie droga jest ich celem, niezależnie od tego, ile mają lat i ile doświadczeń za sobą. To nie są artyści, którzy wchodzą upudrowani na scenę i z bezpiecznej odległości dają się podziwiać publiczności. Oni stają się częścią festiwalowego organizmu i ma się wrażenie, że równie wiele z niego biorą, ile dają. W dodatku wciąż się okazuje, że przy całej wiedzy o traktatach, rękopisach, praktykach wykonawczych, tradycji, najważniejsze i tak jest indywidualne podejście do wykonywanej muzyki, a ostatecznym kryterium nie jest doskonałość techniczna (choć większość występujących zespołów daje jej popis), lecz prawdziwość przekazu, wymiar ludzki i duchowy.
W Jarosławiu to, co niejednoczesne, staje się jednoczesne. Wykonawcy pośredniczą w dialogu z przeszłością. Na koncertach towarzyszymy ludziom drżącym przed końcem pierwszego tysiąclecia i końcem świata, modlimy się z mnichami, którzy żyli w XIII wieku, wybuchamy feerią barokowej radości, która jest nie tylko stylowa, ale przede wszystkim żywa. Tutaj okazuje się, że ta muzyka nie zestarzała się ani trochę, że żyje, niesiona siłą tradycji, ale też karmiona indywidualnością kolejnych pokoleń wykonawców. To tak, jakbyśmy spotykali się co roku w Jarosławiu z pokoleniami ludzi, którzy przez setki minionych lat żyli i modlili się muzyką. To miejsce poza czasem.
BEATA KORNATOWSKA

ROK LIII • NR 21 • 18 PAŹDZIERNIKA 2009


ROK LIII • NR 21 • 18 PAŹDZIERNIKA 2009

Biblioteka narodowa
Oficjalna witryna banku PKO BP
Szkoły muzyczne

  Wstecz  Do góry  Napisz do nas  DrukujSkomentuj

© 2006-2009 Biblioteka Narodowa